Witamy w 2023 roku ❄️ styczniowe wydanie SUKCESU już dostępne ❄️ zapraszamy do lektury ❄️ najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu ❄️  

Organizator:

Poznański taksówkarz 2022 roku

02.12.2022 10:27:07

Podziel się

Pracę w taksówce traktuje jako nagrodę i hobby. Siadając za kółkiem, zawsze jest wyciszony, żeby w skupieniu obserwować, co dzieje się wokół niego na drodze. Marek Brdak jest zdobywcą tytułu Poznański Taksówkarz 2022 Roku. Nam opowiedział o tym, jak jeździ się po Poznaniu i jacy są poznańscy pasażerowie.

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIE: Bonderphotography

Dlaczego w ogóle wystartował Pan w tym konkursie?
Do tej pory nie brałem udziału w tego typu wydarzeniach. Byłem ciekaw organizacji i chciałem się zmierzyć z innymi kierowcami. Myślę, że warto podejmować nowe wyzwania, szczególnie gdy pomagają weryfikować i doskonalić umiejętności zawodowe. Konkurencja nie wybacza błędów, dlatego łatwiej je zauważyć (śmiech).

Tylko jeśli mówimy o tym, że zajął Pan pierwsze miejsce i zdobył tytuł Poznańskiego Taksówkarza 2022 roku, to raczej wiele tych błędów nie było.
Zgadza się. Błędy się nie opłacają, dlatego staram się ich nie popełniać. W konkurencjach praktycznych na autodromie zdarzył mi się tylko jeden, ale to i tak dużo. Na drodze może on słono kosztować. Na szczęście nie tylko one decydowały o tym, kto wygra. Oprócz poprawnego wykonania liczył się czas przejazdu. Wygrywał ten, kto najszybciej przejechał slalom po okręgu na śliskiej powierzchni, zaparkował przodem i tyłem oraz przejechał wyznaczony odcinek trasy, wyprowadzając uprzednio auto z poślizgu.

W trakcie konkursu jury brało pod uwagę nie tylko umiejętności jazdy, ale też znajomość poznańskiej gwary i wiedzę o zabytkach.
Zanim przystąpiliśmy do konkurencji praktycznych, musieliśmy zdać test wiedzy. Odpowiadaliśmy na pytania pisemnie w siedzibie organizatora, Urzędzie Miasta Poznania. Najlepiej poszły mi pytania o gwarę, mimo że nie jestem poznaniakiem z urodzenia, tylko z wyboru. Urodziłem się w Giżycku, ale mieszkam w Poznaniu już większą część swojego życia.

A gdy przeprowadził się Pan do Poznania, to które słowo z gwary Pana zaskoczyło?
Zaciekawiło mnie słowo „wiara”. Wiara wywodzi się z religii, ale w Poznaniu oznacza również wiarę Lecha, czyli kibiców piłkarskich, i tłum ludzi. Najbardziej zaskoczyło mnie natomiast słowo „nadusić”. Pamiętam, jak kiedyś po zajęciach na AWF staliśmy na przejściu dla pieszych i starsza Pani poprosiła żeby nadusić. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi, ale na szczęście wskazała miejsce, które ma na myśli – przycisk na sygnalizatorze świetlnym.

Jak długo jest Pan taksówkarzem?
Usługi przewozu osób taksówką świadczę już od 5 lat. Aplikacje wskazują, że w tym czasie wykonałem około 10 tysięcy przejazdów, bądź co bądź w zmieniającym się mieście.

Nie da się nauczyć miasta raz na zawsze.
Dojazdy głównymi drogami pozostają bez większych zmian ale osiedlowymi za sprawą remontów i zmian w organizacji ruchu wymagają okresowego douczenia. Tak sobie myślę czasami, że dynamika tych zmian dobrze współgra z historią miasta i jego symbolem, jakim są trykające się koziołki (śmiech).

A co najbardziej denerwuje Pana w jeździe po mieście?
Nic.

Serio? Musi chyba Pan brać bardzo silne leki na uspokojenie… (śmiech)
Nie. Po prostu lubię jeździć po mieście, trudno się tutaj nudzić, a jak coś mi nie pasuje, to szukam rozwiązania albo wybieram alternatywę. Można denerwować się z powodu dziur czy też hopek, ale to niczemu nie służy, także nie warto.

Ale często nawet w spokojnych osobach za kółkiem budzi się szatan.
Pewnie ten, co na Wildzie mieszka (śmiech). To prawda, jazda w cyklu miejskim, szczególnie w godzinach szczytu, może przyprawić o zawrót głowy nawet najbardziej zrównoważonych. Musimy jednak pamiętać, że człowiek kierujący się emocjami nie podejmuje racjonalnych decyzji, a te na drodze, jak i w życiu, są niepotrzebne.

A pasażerowie czasem są nerwowi?
Bardzo rzadko. Zwykle przeglądają smartfon i są zajęci własnymi sprawami. Czasami denerwują się korkami, ale zaradny kierowca wie, co powiedzieć, żeby rozładować negatywne emocje i którędy pojechać, żeby przejazd trwał jak najkrócej.

Woli Pan klientów, którzy mówią, czy takich, którzy milczą?
Staram się zachowywać profesjonalnie, a mówiąc szczerze, w taksówce nie pozwalam sobie na bycie sobą (śmiech). Pamiętam o tym, że wiozę klientów, a nie przyjaciół. Oczywiście grzecznie odpowiadam na wszystkie pytania, ale raczej nie angażuję się w rozmowy.

No, i bycie taksówkarzem to nie jedyne Pana zajęcie…
Nie. Taksówka jest dla mnie nagrodą za dobre wyniki na rynku nieruchomości. Dyscyplinuje mnie do właściwej organizacji pracy i motywuje do szukania nieruchomości z potencjałem. W taksówce po prostu nie można się nudzić (śmiech). Nie ukrywam również, że taksówka współgra z rynkiem nieruchomości, bo mogę na przykład łatwo dowiedzieć się, jak się mieszka w danej okolicy i czy warto polecać tam mieszkania czy domy.

Ale jeżdżenie momentami musi być wykańczające. Ludzie się spóźniają, czasem są niemili, wieczorem bywają w różnym stanie…
Czasem tak jest, ale to wyjątkowe sytuacje. Zwykle klienci są zdyscyplinowani i mili, nawet jeśli są w niecodziennym stanie. Oczywiście nie można zapominać o tym, że może trafić się trudny klient i przydatny będzie garnitur taksówkarski, czyli pewnego rodzaju gburowatość (śmiech).

Ile zarabia taksówkarz?
Mówi się, że można zarobić około 6, 7 tysięcy złotych miesięcznie, ale wszystko zależy od tego, ile czasu przeznacza się na pracę i trochę od szczęścia. Najdłuższy przejazd, jaki mi się trafił, to przejazd z lotniska do Berlina. Ale w trakcie jazdy do głowy przychodzą mi też często najlepsze pomysły, a to kolejny powód, który sprawia, że warto.