Witamy w LIPCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Przepis na idealną wagę i piękne kształty

Podziel się

Nie ma ludzi brzydkich, są osoby, które nie potrafią podkreślać potencjału swej urody, uroku czy niezwykłych cech indywidualnych. Wiele osób żyje przygaszonych i tak zmęczonych, że samodzielnie nie mają sił, by odzyskać energię i pełną urodę. Moją rolą jest stworzyć pełny zakres urody twarzy i ciała, przywrócić zdrowie, a przede wszystkim odtworzyć radość życia i miłość do siebie. To po prostu logiczna całość zakresu moich działań – mówi Aneta Budzyńska, założycielka i terapeutka w Instytucie Nowa Linia.

ZDJĘCIE: Agata Jesse Obiektywnie
[współpraca reklamowa]

W Polsce pracuje Pani już 25 lat, wcześniej była Francja. Nadal ma Pani niewiarygodną energię i zapał, jak to możliwe?
Aneta Budzyńska: To właśnie praca daje mi energię. Każdy pacjent, z którym podejmę się współpracy, osiąga wytyczony rezultat. To zachwycające, że każdy może zmienić kondycję na lepszą, a nawet wspaniałą, wypięknieć, odmłodnieć, nabrać pewności siebie i radości życia. To cudny proces i piękna praca.

Zajmuje się Pani odchudzaniem i kształtowaniem sylwetki, a brzmi to wszystko trochę jak magiczna przemiana osobowości.
To naturalne, bo żeby uzyskać piękne ciało, należy przywrócić mu potencjał: radość życia, większą beztroskę, asertywność i sympatię dla siebie samego. Rozpoczęcie współpracy od punktualności spożywanych posiłków to pierwszy krok. Ważne jest uznanie własnych potrzeb, szacunek dla własnych decyzji, świadomość prawa do wyboru. Odbudowanie pięknej wagi i pięknych kształtów zawsze idzie w parze z odbudowaniem własnej wartości.

Przyjmuje Pani tylko osoby, które gdzieś się zagubiły w rytmie pracy i złych nawykach?
Przyjmuję wszystkich, a 30 procent moich pacjentów to osoby po prostu piękne. Pragną poprawić linię ciała, uzyskać bardziej precyzyjny zarys sylwetki, jędrniejszą skórę. Przyjmuję też osoby, które są w stosunku do siebie bardzo wymagające, które przychodzą do mnie, kiedy rezultaty osiągane samodzielnie już ich nie zadowalają. Mam tu na myśli sportowców, szczególnie kolarzy, triatlonistów, tenisistów. Najczęściej chcą oni zmniejszyć wagę tłuszczową, nie naruszając wytrzymałości ani siły mięśni. Dużą grupą moich pacjentów są osoby chore, dla których po pewnym czasie współpracy lekarze dostosowują na nowo dawki leków, bo dieta i lepsza kondycja sprawiają, że nie ma potrzeby brania takich samych dawek jak wcześniej. Jest to ważne zarówno przy cukrzycy, nadciśnieniu, dnie moczanowej, zmianach reumatycznych czy po chemioterapii.

Czy to już wszyscy?
Absolutnie nie! (śmiech). Na koniec zostawiłam sobie grupę, którą uwielbiam prowadzić. Są to osoby o utrudnieniach genetycznych, do których sama należę. Osiąganie zamierzonych rezultatów jest jak rewanż za moje dawne problemy z wagą.

Czy osoby, które do Pani dzwonią, prosząc o pierwszą konsultację, coś łączy?
O, tak! Wszystkie osoby pragną zmiany, marzą o niej, odczuwają to pragnienie wbrew temu, co zazwyczaj słyszą: „tego się nie da”. Ale nie tracą nadziei i szukają sposobu na spełnienie swoich oczekiwań. U mnie dowiadują się, kiedy osiągną rezultat, w jakim tempie, co będzie łatwe, a co trudniejsze. Mówię też o kosztach finansowych i koniecznych zmianach nawyków. Nigdy się nie mylę, a to daje dużo spokoju w takiej współpracy. Od pierwszych dni naszej pracy widać, że cel jest coraz bliżej. Pojawiają się zmiany fizyczne, których nie da się przeoczyć.

Patrząc na półki w Instytucie Nowa Linia, można zobaczyć Pani więź z Francją... To sentyment do lat spędzonych tam zawodowo?
Pewnie tak, chociaż priorytetem w wyborze produktów jest zawsze ich skuteczność i brak efektów ubocznych. Z olejkami eterycznymi pracuję od 1989, a ich twórcą jest niezmiennie Alain BERNARD-BRUNEL. Wszyscy pacjenci są zachwyceni nie tylko ich rezultatem, ale i czystością i jakością preparatów gamy LMPC dla Instytutu Nowa Linia. Użyte zgodnie ze wskazówkami twórcy, dają wręcz cudowne rezultaty.

Pozostałe produkty to ułatwienie w codziennych zakupach i mamy tu genialną oliwę z Prowansji czy prażone warzywa bez soli z restauracji Żuk i Lokomotywy, których właścicielki wiedzą, że dla mnie jakość pożywienia jest najważniejsza. To wszystko niszowe produkty, tworzone w małych seriach, bardziej dla komfortu pacjenta niż dla zysków.

Produkty to jedno, ale ważne są też zabiegi.
Wspomniałam wcześniej o odzyskiwaniu jędrności czy osiąganiu piękniejszych kształtów. W tym pomagają na przykład masaże Endcell®, które wspierają pozbywanie się cellulitu. Skupiają się one na rozbijaniu tkanki tłuszczowej i poprawie krążenia w całym organizmie. Masaże są dostosowane do uzyskiwania właściwej proporcji ciała.
Cała kuracja trwa 3-6 tygodni i obejmuje od jednego do trzech masaży tygodniowo. Tylko tyle czasu potrzeba, żeby poczuć się lepiej we własnym ciele.

Czyli Pani pacjent ma pełną opiekę na drodze do rezultatu?
To leży w moim charakterze. Wysoki poziom profesjonalizmu pozwala mi na bycie opiekuńczą, nie tracąc obiecanego rezultatu. Bo przecież to o rezultat nam właśnie chodzi.

Czy w ostatnich latach zmieniła Pani swoje usługi?
Powróciłam raczej do pełnej usługi, jaką oferowałam we Francji. Było to przygotowanie tkanki do interwencji chirurgicznych i usuwanie anomalii powstałych zarówno w chirurgii operacyjnej zwykłej, jak i po interwencjach chirurgii plastycznej. Wraz z popularyzacją tych metod wzrósł procent komplikacji, a w rozwiązywaniu problemów jestem genialna. Wykazuję się nieprzeciętną wiedzą, jak i uporem w pokonaniu trudności. Przykro patrzeć na zniszczone nadzieje, gdy operacja nie dała oczekiwanego rezultatu. Często współpracuję z lekarzami, czasami nawet uczestniczą w kosztach moich zabiegów. Taka współpraca była normą w czasie, kiedy pracowałam we Francji.

https://nowalinia.pl/