Witamy w LIPCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Przyjaźń od kuchni

11.07.2024 09:43:34

Podziel się

Niezwykła książka kulinarna, która powstała z potrzeby chwili i serca. Książka z przepisami domowymi polskimi i ukraińskimi napisana przez Katarzynę Bosacką, dziennikarkę i ekspertkę żywieniową, oraz Anielę Redelbach, która od lat mieszka w Poznaniu. Znakomitymi zdjęciami opatrzył ją Julian Redondo Bueno, hiszpański fotografa kulinariów, który również mieszka w Poznaniu. Wydana została przez Wydawnictwo Miejskie Posnania, jest pierwszą na polskim rynku publikacją o kuchni obojga narodów w jednym tomie.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIA: Julian Redondo Bueno

Skąd wziął się pomysł na taką właśnie książkę?
Katarzyna Bosacka: Narodził się w mojej głowie po tym, jak na początku 2022 roku przyjęliśmy wraz z mężem pod własny dach w naszym domu pod Poznaniem trzy kobiety i dwoje dzieci z Zaporoża. Uciekały przed wojną. Podjęliśmy ich rosołem z makaronem, mielonymi z ziemniakami i marchewką z groszkiem. Kiedy nasi goście chwilę odpoczęli po traumatycznej podróży, zrewanżowali się barszczem ukraińskim, sałatką winegret i warenikami. Wrzuciłam zdjęcia z uczty na moje media społecznościowe i odzew był natychmiastowy. Znajomi prosili o przepisy, a wkrótce zainspirowali mnie, mówiąc, że supersprawą byłoby stworzenie książki z recepturami dań bratnich narodów. Zaprosiłam do projektu Anielę Redelbach mieszkającą od lat w Poznaniu, Ukrainkę, oraz znakomitego fotografa hiszpańskiego Juliana Redondo Bueno. Najpierw w ekspresowym tempie stworzyliśmy dwujęzyczny e-book, a później powstała jeszcze wersja angielska. No i przyszedł czas na wydanie papierowe...

Książka jest niezwykle ciepła. Dotknęła mnie nie tylko kulinarnie. Przypomniała mi mój dom i takie powiedzenia mojej babci: „Gdy jesz coś pierwszy raz w roku, pociągnij się za ucho”, czy „Ziemniaczki możesz zostawić, ale zjedz kotlet”. Te stwierdzenia mocno podkreślają tytułową przyjaźń przy stole.
Czasy mamy trudne dla stosunków polsko-ukraińskich ze względów politycznych, ale jest to książka, która zupełnie nie dotyka polityki, ona dotyka bycia razem, bycia przy stole, rozmowy i zdobywania wiedzy. Jeśli nie wiemy czegoś o danym narodzie czy ludziach, to się ich podświadomie boimy. Tworzą się mury, bariery, podziały. Ta książka, m.in. poprzez takie cytaty i całą swoją zawartość, jest o tym, żeby łączyć, a nie dzielić, a stół łączy jak najbardziej. Bo jak mówi Robert Makłowicz, a ja chętnie to stwierdzenie cytuję: „W domu najważniejsze są dwa sprzęty. Pierwsze – łóżko, w którym się człowiek rodzi najczęściej w bólach, potem przeżywa trochę przyjemnych chwil, a potem w bólach najczęściej umiera. Wszystkie pozostałe cudowne rzeczy w życiu człowieka dzieją się przy stole”. To przecież przy nim nie tylko się jada, ale też negocjuje, debatuje, załatwia biznesy, spotyka się przyjaciół. Stół zatem łączy, a nie dzieli.

Jak dobierałyście dania. Są one bardzo, bardzo domowe. I właściwie nie jest to książka kucharska, kulinarna, ale raczej przepiśnik.
Najpierw zastanawiałyśmy się, jak podzielić książkę i padło na to, że potraktujemy ją obiadowo: przystawki, zupy, które dla obu narodów są niezwykle ważne, dania główne i desery. Książka miała być mała. Planowaliśmy po 20 przepisów każdej z nas. Z biegiem czasu zdałyśmy sobie sprawę, że jeszcze inne dania muszą się znaleźć w publikacji. I tak powstała solidna książka z 76 przepisami, no bo miałyśmy coraz większy apetyt. Aniela od wielu lat mieszka w Poznaniu i zna naszą kuchnię, ale dla mnie odkryciem był np. szpundrak, który robię teraz dla rodziny. To danie z wieprzowiny, do tego buraki pieczone i wszystko gotowane w zakwasie buraczanym. Obłędne.

Nietypowy jest układ „Przyjaźnie od kuchni”.
Dania zostały ułożone w pary. Kiedy podałam rosół wspomnianej rodzinie z Ukrainy, która u nas mieszkała, to byli zdziwieni, bo u nich najczęściej podawaną zupą jest barszcz z dużą ilością warzyw, nawet kapustą. To nas zainspirowało, by sparować dania. My jemy smalec wytapiany, a Ukraińcy sało ubijają. Każda para ma robioną przez nas stylizację na takim samym talerzu, a Julek zadbał o to, by tło pod porcelaną było identyczne. No i najważniejsze – książka jest dwujęzyczna. I jeszcze jedna istotna uwaga – wszystkie dania są ukraińskie, pod tym względem Aniela była niezwykle ortodoksyjna. Odrzucała bardzo oczywiste dania do parowania, mówiąc, że to danie jest rosyjskie.

Czytając opisy wielu potraw, zarówno z Pani strony, jak i Pani Anieli, jest w nich wiele rodzinnych odniesień.
Zbieram przepisy przez całe moje życie. Mam receptury z rodziny mojego byłego męża, jego cioci, wujków, więc to wszystko gdzieś tam we mnie siedzi. Najlepsze jedzenie to jest to, które pamiętamy z dzieciństwa, to takie najprostsze: jajko sadzone, świeży bób, żółta fasolka. No i do tego koniecznie zsiadłe mleko. Od razu przypominają mi się wakacje na wsi u mojej babci pod Płońskiem, gdzie zsiadłe mleko było zawsze, jajko sadzone też, a fasolka rosła w ogrodzie. Wielkim odkryciem dla mnie jest to, jak wiele zawdzięczamy kuchni ukraińskiej. Że pierogi do nas przyszły z Kijowa i sprowadził je św. Jacek Odrowąż w XIII wieku, wiedziałam, ale że kotleta po kijowsku, czyli słynnego de volaille zawdzięczamy kijowianom, nie wiedziałam.

Olbrzymią wartością książki jest fakt opublikowania przepisów, które zostały przez Panie ugotowane, co niestety nie jest normą przy tego typu publikacjach.
Nam chodziło o to, by pokazać w nowoczesny sposób dania proste i dobrze znane, które możemy przygotować w domu. Nie jestem szefową kuchni, Aniela z wykształcenia też nią nie jest. Obie jesteśmy pasjonatkami gotowania, karmimy swoje rodziny. Dlatego dania z małymi wyjątkami są w miarę szybkie do zrobienia.

Książka znakomicie nadaje się na prezent.
Tak, to był jeden z naszych zamysłów, by nie zatrzymywać tylko dla siebie „Przyjaźni od kuchni”. Chcemy dzielić się tym projektem i byłoby nam miło, gdyby znalazł miejsce w Państwa bibliotece, a dania zagościły na stołach Waszych najbliższych.