☀️ wakacyjne wydanie Sukcesu ☀️ zapraszamy do lektury ☀️ najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu ☀️ polecamy się na lato ☀️  

Organizator:

Przytulna i smaczna Rosalie

31.05.2022 22:22:37

Podziel się

Restauracja Rosalie przy ulicy Matejki zachwyca pięknym, eleganckim wystrojem. Pachnie świeżym croissantem, z witryn spoglądają słodkie pyszności, słoiki i sery prosto z Francji. Można tu zjeść przepyszne śniadanie, lunch, obiad, kolację, deser, napić się aromatycznej kawy i wina z całego świata. A jak już zacznie się celebrować tutaj dzień, trudno wyjść i wrócić do codzienności. Nic dziwnego, skoro to miejsce powstało z wielkiej pasji, o czym mówią właściciele – Brygida i Łukasz.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Dlaczego restauracja na Łazarzu? W Poznaniu obecnie popularna jest Śródka, Stary Rynek, Jeżyce.
Brygida: Mieszkamy na Łazarzu i jesteśmy związani z tą dzielnicą od lat. Chcieliśmy, żeby nasza restauracja znalazła się właśnie tutaj. Codziennie spotykam tu znajomych, nauczycieli sprzed lat, profesorów. Ludzie są tutaj mili. Oglądaliśmy różne lokale, ale ten przy ulicy Matejki spodobał nam się od razu. Zdradzę Pani, że od początku wiedziałam, jak będzie to miejsce wyglądało, miałam na nie pomysł i wizję.

Kiedy otworzyliście?
Łukasz: Otworzyliśmy w październiku 2020 roku. Niestety, dopadł nas lock down i musieliśmy szybko przestawić się na wynosy. Nasi goście podeszli do tego z dużym entuzjazmem. Sprzedawaliśmy dużo pieczywa, deserów, kawy. Szło nam coraz lepiej, a dzięki takiej formie kontaktu z klientem zyskaliśmy nowych gości, którzy do dzisiaj do nas wracają. Na szczęście możemy już spotykać się na miejscu, w Rosalie.

W menu macie śniadania, lunche, obiady, kolacje, desery, a lokal jest czynny od rana do wieczora.
Brygida: Uwielbiam śniadania z rodziną, przyjaciółmi. Uwielbiam celebrować czas. Możemy godzinami siedzieć, rozmawiać i delektować się pysznościami. Bardzo chciałam przenieść tutaj kulturę jedzenia śniadań. Otwieramy już o 8.30 i kusimy zapachami.

Ma Pani swoje ulubione śniadanie?
Brygida: Oczywiście! Polecam croque madame, czyli tosty francuskie, Mimolette, bekon, syrop klonowy, jajko sadzone, sałatę z dodatkiem konfitury z czerwonej cebuli. Polecam nasze pyszne omlety, naleśniki, świeży sok wyciskany z owoców czy pyszną, aromatyczną kawę. Wszystko polecam (śmiech).

Od początku chcieliście mieć restaurację w stylu francuskim?
Łukasz: Początkowo chciałem tutaj otworzyć restaurację włoską. Jednak kiedy usiedliśmy do rozmów z zespołem, doszliśmy do wniosku, że tego typu miejsc jest w Poznaniu mnóstwo, a restauracji francuskich serwujących pełne menu niewiele. Teraz, z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że było warto! Oczywiście nie podajemy stricte francuskich przysmaków, nieco tę kuchnię łagodzimy. Przykładowo mamy stek wołowy podawany ze świeżą czarną truflą, foie gras czy tatar. Sezonowo serwujemy żabie udka, ślimaki. Nie może zabraknąć u nas muli czy krewetek. Stawiamy wyłącznie na świeże dania oraz produkty najwyższej jakości. Nad wszystkim czuwa szef kuchni Damian Paczkowski, który ma kilkanaście lat doświadczenia.

Kto układał menu?
Brygida: Wszyscy, wspólnie. Każde danie było szeroko i długo konsultowane przez cały zespół. Od otwarcia kilka razy zmienialiśmy niektóre propozycje. Zimą serwujemy nasz ulubiony krem serowo-cebulowy oraz gulasz po burgundzku. Latem stawiamy na dania lżejsze, jak wariacje ze szparagami, botwiną, młodymi ziemniakami z dodatkiem mizerii.

Więcej macie gości rano czy w porze lunchu?
Brygida: Różnie. Doskonale przyjęły się u nas śniadania. W weekendy nie mamy wolnych miejsc. I tak jest w sumie od samego początku. Nasze śniadania zawierają francuskie przysmaki, ale są wzbogacone o polskie dodatki. Bo dlaczego mamy nie podać ukochanych przez Polaków jajek? Ważne jest też to, że śniadania serwujemy do godziny 12.30, więc osoby, które lubią pospać albo zjeść późne śniadanie, też znajdą u nas coś dla siebie. Wśród najchętniej wybieranych propozycji królują bajgle z szarpaną wołowiną, piklami i coleslawem własnej roboty. Doskonale sprzedaje się także omlet z kozim serem.

Macie też swoją spiżarnię.
Łukasz: Tak, ta opcja została po lock downie. Klienci chętnie sięgają po nasze propozycje. Można u nas kupić fantastyczne francuskie sery, wina, nasze wyroby własne.

Można zorganizować u was przyjęcie?
Łukasz: Jak najbardziej. Proponujemy gościom wtedy skrócone menu, mamy osobną salkę, która cieszy się ogromną popularnością. W tym miesiącu będziemy organizatorami ślubu cywilnego i już nie możemy się doczekać. Niestety, w temacie organizacji imprez jesteśmy ograniczeni miejscem, dlatego wkrótce będziemy otwierać nowy lokal.

Co to za lokal?
Brygida: Planujemy otwarcie dwóch miejsc, które będą zupełnie niepozorne, trochę tajemnicze i znajdą się tuż obok Rosalie. Od frontu będzie mała kawiarnio-piekarnia, miejsce, gdzie będzie można szybko zjeść albo wziąć smakołyki na wynos w drodze do szkoły czy pracy. Będą kanapki, słodycze, bajgle, drożdżówki wypiekane i szykowane na bieżąco. Oczywiście będziemy serwować lody. Wchodząc jednak nieco dalej, przejdziemy do klubokawiarni, miejsca wielofunkcyjnego z salami konferencyjnymi, salką przeznaczoną do spotkań biznesowych, organizacji wesel, komunii czy przyjęć okolicznościowych. A na co dzień chciałabym, żeby to było miejsce tajemnicze, trochę elitarne, z muzyką na żywo. Ale o szczegółach opowiem później.

Dlaczego Rosalie?
Brygida: Chciałam, żeby nazwa restauracji brzmiała kobieco, kojarzyła się z kwiatami i pozytywną energią. Tak, chyba właśnie takim tropem szłam (śmiech). Wspólnie z mężem chcieliśmy, żeby wnętrze było zbliżone do naszego domu, żeby było tutaj przytulnie. Lubimy połączenie starego stylu z nowym, jasne wnętrza z dużą ilością światła. Dzięki temu, że restauracja znajduje się w kamienicy, mogliśmy zrobić siedziska w wykuszach. Wnętrza projektowała Kreacja Przestrzeni. Ania, z którą od razu znalazłam wspólny język, początkowo projektowała nasze mieszkanie, a potem idealnie wykonała projekt Rosalie.

Jest tutaj elegancko i początkowo zastanawiałam się, czy jestem odpowiednio ubrana, ale po chwili poczułam się jak w domu.
Łukasz: Cieszę się, że Pani to mówi, bo dokładnie taki był nasz zamysł.

Dlaczego zdecydowaliście się na restaurację?
Brygida: Kiedyś już myśleliśmy o otwarciu restauracji. Przedtem mąż pracował w firmie rodzinnej, ale nie do końca było to spełnienie Jego marzeń. Jesteśmy bardzo gościnni, lubimy przyjmować gości, nasz dom jest otwarty dla wszystkich. Takie miejsce chcieliśmy stworzyć na większą skalę. Pewnego dnia mąż doszedł do wniosku, że chce coś w życiu zmienić i tak powstało Rosalie. Pomimo tego, że branża jest trudna, postanowiliśmy zaryzykować. I to była dobra decyzja. Wie Pani, to miejsce jest dla mnie bardzo ważne. To taka nasza córka o imieniu Rosalie. Mamy też syna, więc mogę śmiało powiedzieć, że to nasze drugie dziecko (śmiech). Poza tym mój mąż doskonale odnalazł się w tym biznesie, otworzył się na ludzi i się tutaj realizuje. To miejsce otworzyło nas na świat i na nowe możliwości. Czujemy się w Rosalie jak w domu, otoczeni rodziną i gośćmi. Mam nadzieję, że Państwo też się tutaj tak poczują.