Organizator:

Rzeźba jest różnorodna... jak życie

02.02.2021 17:14:53

Podziel się

Można o Nim powiedzieć rzeźboholik. Cały czas coś robi, projektuje, przygotowuje. Jego pracownia pełna jest dzieł wykończonych, właśnie robionych i tych, na które przyjdzie czas. Teczki z rysunkami pękają w szwach. Poznań i nie tylko zawdzięcza Mu wiele pomników, popiersi, ławeczek, tablic i makiet dla niewidomych. Myśli już też o kolejnych wystawach. Roman Kosmala, poznański artysta rzeźbiarz, twórca wielu pomników właśnie szykuje kolejne dzieło.

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska 
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Niedawno kupiłem sprzęt, dzięki któremu mogę też rysować na ekranie. Nie muszę zabierać papierów, ołówków, kredek, żeby móc rysować czy szkicować. To nie ma takiego uroku, ale z konieczności bardzo się przydaje – dopowiada Roman Kosmala.

Czyli można o Panu powiedzieć rzeźboholik?

Można. Kiedyś godzinami, do nocy przesiadywałem w pracowni o jednej bułce. Teraz żona mi już wprowadziła reżim i muszę kończyć pracę o 15–16. Od dźwigania latami moich rzeźb z kamieni, brązu, szkła, ton gipsu zaczął mi nawalać kręgosłup. Muszę się odrobinę oszczędzać. I do tego używane przez ze mnie chemikalia też mają wpływ na zdrowie. Teraz już słucham żony.

Jest Pan w trakcie przygotowywania kolejnego pomnika.

Tak. Tym razem do wykonania pomnika Powstańców Wielkopolskich zaprosiła mnie Opalenica. Stanie on w pięknym miejscu, przy budynku biblioteki. Odsłonięcie – na razie z powodu pandemii bez wielkiej pompy – ma być 16 lutego. Projekt jest już w odlewni. Pomnik będzie miał 4 metry wysokości i do tego jeszcze wysokość skrzydeł, czyli w sumie około 5. Przygotowałem prostą formę, starałem się niczego nie przegadać, tylko zachęcić ludzi do zobaczenia, sprawdzenia, podejścia do niego. Głównym elementem pomnika jest krzyż powstańczy, który ma swoją wielką historię i wymowę. Jest bardzo ceniony przez wielu ludzi.

Pana prace stojące w przestrzeni miast, wchodzą w interakcję z widzem, tak jak choćby ławeczki czy obelisk Romana Wilhelmiego.

Staram się, żeby to nie były rzeczy oderwane od ludzi, tylko im bliskie. Dlatego tak bardzo cieszę się ze spotkań pod pomnikiem Wilhelmiego, z tego, że ludzie do niego podchodzą robią sobie zdjęcia, głaszczą go na szczęście. Siadają na ławeczkach i robią miny do sylwetek z brązu. Mam nadzieję, że taką ławeczką będzie też ta, nad którą obecnie pracuję, czyli poety Wincentego Różańskiego. Ma stanąć w parku na Górczynie.

Będą też kolejne makiety dla niewidomych?

Oczywiście. Jestem po rozmowach z Muzeum w Biskupinie, dla którego już robiłem makietę, a teraz mają być kolejne. Są też pewne projekty z Krakowa, ale na razie nie chcę jeszcze zapeszać.

Na brak zajęć Pan nie narzeka, ale przecież Roman Kosmala to artysta rzeźbiarz tworzący wiele innych prac, nie tylko pomników, ławeczek.

Tworzę cykle rzeźb z kamienia, brązu, szkła. Wykorzystując te materiały osobno, ale też łącząc je tak, by się przenikały. Tak jak w naszym życiu przenika się wiele rzeczy, spraw, uczuć. Budowle, ludzie, ich marzenia, sny – to mnie fascynuje i pokazuję to w moich pracach. Kilka lat temu tworzyłem rzeźby w szkle, bo chciałem pokazać przechodzące przez nie światło. Teraz łączę szkło z brązem.

Zafascynowała mnie ostatnio Pana rzeźba pt. „Sen”.

Wzbudziła rzeczywiście niesamowite zainteresowanie i została sprzedana od razu na wystawie.

Wielu artystów twierdzi, że prace to ich dzieci i trudno je komuś oddać. Panu też trudno rozstawać się z nimi?

Tworzymy dla ludzi i po to, by właśnie oni mogli z nimi obcować na co dzień. Ale rzeczywiście, nie jest to proste. Dużo łatwiej jest mi sprzedać rzeźbę komuś, kto się nią zainteresował, zafascynował, polubił. Trochę gorzej, gdy ma być to tylko lokata pieniędzy.

Kiedyś kolega opowiadał zbulwersowany, że podarował rzeźbę komuś, a ten wykorzystał ją jako wieszak. Mnie to nie oburza, mam też w domu moją rzeźbę, o której mówię, że jest taka czepliwa, i wieszam na niej często kurtkę. Sztuka powinna być z nami na co dzień, stale, w każdym miejscu.

Nie powinno się o to pytać artysty, ale czy ma Pan takie swoje ukochane prace, których nie chciałby Pan nikomu oddać? Czy tylko ta ostatnia, to takie najbardziej kochane dziecko?

Mam wiele takich rzeźb w domu, w ogrodzie. Jedne zostały z nami dlatego, że nie potrafiłem się z nimi rozstać, a inne, że jeszcze nikt się nimi nie zafascynował.