Organizator:

Serce od serca

13.05.2021 16:23:53

Podziel się

Uszyły już, z pomocą setek ludzi, prawie 3 tysiące poduszek w kształcie serca. Wszystkie trafiają do pacjentek po mastektomii z Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu oraz innych potrzebujących osób. I nic nie wydarzyłoby się gdyby nie determinacja dwóch kobiet: Justyny Maćkowiak-Szukalskiej i Karoliny Wasilewskiej-Waligórskiej, które od trzech lat zapraszają mieszkańców Poznania i powiatu poznańskiego do wspólnego szycia, by takim działaniem wywołać uśmiech na twarzach kobiet, dla których w jednej chwili świat kompletnie stracił znaczenie.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Niesamowita akcja…

Dziękujemy, ale nie byłaby taka, gdyby nie pomoc setek ludzi.

Kiedy się zaczęło?

Justyna Maćkowiak-Szukalska: W 2018 roku. Wtedy ktoś bardzo mi bliski zachorował na raka piersi i chciałam coś dla niego zrobić. Pamiętam, że pierwszą poduszkę zobaczyłam w telewizji. Zaczęłam szukać tych poduszek. Okazało się, że w Poznaniu i okolicach ich nie ma. Dotarłam do Ani Sławińskiej z Warszawy, która w ramach akcji „Serce od serca” sprowadziła te poduszki do Polski. Zaprosiła mnie na takie jednorazowe warsztaty szycia, które organizował patchwork wielkopolski. Była tam też dr n. med. Marta Liszka z Wielkopolskiego Centrum Onkologii. Ludzie z różnych stron Polski przyjechali szyć poduszki w kształcie serca. Wtedy podjęłam decyzję, że chcę się tym zająć na stałe.

Karolina Wasilewska-Waligórska: Potem ponownie spotkałyśmy się z panią doktor Martą Liszką. Pamiętam, że siedziałyśmy w Pomarańczarni w WCO i długo rozmawiałyśmy. Pani doktor opowiadała nam, jak wielka jest potrzeba szycia tego typu poduszek i jak z roku na rok przybywa pacjentek z rakiem piersi. Chorują coraz młodsze kobiety, młode mamy, kobiety w ciąży...

Po co jest ta poduszka?

JMS: Pomaga w terapii zaraz po mastektomii. Poduszka w kształcie serca wygodnie mieści się pod pachą, może łagodzić ból nacięcia chirurgicznego, chroni przed przypadkowymi uderzeniami, pomaga w łagodzeniu obrzęku i zmniejsza napięcie barku. Każda pacjentka otrzymuje instrukcję, jak ją stosować i list z życzeniami. I ten element jest bardzo ważny. W tym trudnym dla pań czasie list wywołuje uśmiech i daje poczucie, że ktoś je wspiera. Czasami pacjentki  do nas piszą, że list i tych kilka słów do nich było bezcenne. O, a może pani napisze nam życzenia dla pań… Mamy tutaj kilka niewypisanych listów.

Naprawdę? A powinnam?

JMS: No pewnie, proszę wpisać kilka słów, będzie nam miło. Dziękuję, to dla mnie zaszczyt… JMS: Ostatnio wydrukowałam te listy i poprosiłam znajomą, żeby napisała kilka słów. Sama przyznała, że to nie lada wyzwanie, żeby w kilku zdaniach zawrzeć słowa otuchy i wywołać uśmiech.

Wróćmy do poduszek. Kiedy zorganizowałyście pierwszą akcję masowego szycia serc?

KWW: Najpierw musiałyśmy podszkolić się z wykrojów, sposobu doboru tkanin i wypełnienia, bo tutaj nic nie może być przypadkowe.

JMS: I tutaj z pomocą przyszli wspomniani już Ela z Markiem. W tym samym czasie zdzwoniłam się z tą tutaj oto Karoliną, opowiadając jej o całej akcji. Karolina rozpoczynała działalność w Klubie Kobiet Aktywnych w gminie Czerwonak i przygotowywała galę z okazji 100-lecia uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Powiedziała mi, że właśnie z tej okazji uszyją 100 poduszek. I tak rozpoczęło się nasze szycie.

KWW: Jako pierwsza odbyła się akcja w Promnicach. Wioletta Kwiatkowska, przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Promnicach, z zawodu krawcowa, pomogła wszystko pięknie zorganizować. Zaprosiłyśmy mieszkańców, przedstawicieli samorządu, wójta gminy Czerwonak, pana Marcina Wojtkowiaka i pana starostę Jana Grabkowskiego, który przyjechał z żoną. Pamiętam, że byli zachwyceni akcją, a nam rosło serce. I z tych stu poduszek wyszło nam ponad 200. Byłyśmy niesamowicie szczęśliwe!

A skąd wzięłyście pieniądze na materiały?

JMS: Początkowo wykładałyśmy same, a potem pomyślałam, że można by poprosić samorząd o wsparcie naszej akcji. Zadzwoniłam do Starostwa Powiatowego w Poznaniu i zdębiałam. Wszyscy chcieli nam pomóc! Jako pierwsza wyciągnęła do nas rękę pani Katarzyna, dyrektor gabinetu starosty, której będziemy wdzięczne do końca życia. Spotkałyśmy się z niezwykłą życzliwością ze strony pracowników wydziału promocji starostwa, samego pana Starosty Poznańskiego, który nie tylko przekazał nam pieniądze na uszycie tych serc, ale objął patronatem całą akcję. Zaproponował, aby tego typu akcje odbyły się na terenie całego powiatu. Gdyby nie to, pewnie nie zgłosiłyby się do nas kolejne gminy, które chciały włączyć się w akcję.

Szyjecie ręcznie?

KWW: To jest cały proces. Najpierw robimy wykroje z szablonu. Serca dalej zszywamy na maszynie, zostawiając wolny kawałek do zszycia ręcznego. Wypełniamy je kulką silikonową i ważymy, ponieważ poduszka powinna mieć odpowiednią gramaturę. Następny etap to zszycie ręcznie w taki sposób, żeby było ono niewidoczne i bardzo staranne. Szew nie może odstawać ani uwierać w żaden sposób pacjentki. Od początku stawiamy na jakość, a nasza poduszka ma być produktem luksusowym, dedykowanym konkretnej pani. Każda uszyta przez nas poduszka musi być wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Dlatego dbamy o jakość na każdym etapie. Przed uszyciem materiał musi być dekatyzowany i wyprasowany. Ile to razy jedna z nas prała materiał, potem suszyła, a druga prasowała. Pamiętam, jak  w nocy prasowałyśmy materiały, żeby zdążyć rano na warsztaty. Następnie poduszki i listy są starannie pakowane i przekazywane potrzebującym osobom.

Dużo osób pomaga?

JMS: Tak naprawdę mogłybyśmy przekazać Pani listę osób, które pomagają, które otwierają serca, które są w tym projekcie. Pomaga nam pani, która ma pralnię chemiczną w Biedronce i kiedy kupujemy większą ilość materiału, nie mieszczą się w pralce, zawozimy jej do prania, a ja go suszę na balkonie . Jest dużo takich sytuacji.

A jak wyglądają same akcje?

KWW: Od strony technicznej wygląda to tak, że przygotowujemy stanowiska pracy do kolejnych etapów powstawania poduszki. Zaangażowanych jest wiele osób. Przywozimy ze sobą materiały, żelazka, wagę kuchenną, nożyczki, nici, kilkadziesiąt kilogramów  wypełnienia. Same akcje są bardzo wzruszające. Biorą w nich udział rodziny, osoby zmagające się z nowotworami , osoby przypadkowe. Bardzo często uczestnikami warsztatów są panie po zabiegach mastektomii, które szyją poduszkę dla siebie, przyjaciółki, znajomej, która zmaga się z chorobą. Pamiętam panią Stenię, która uszyła maleńkie serduszko na grób swojej zmarłej córki. Córka chorowała na raka piersi. Pamiętam wspaniałą rozmowę, kiedy zgłosiła się do nas restauracja Umberto z Poznańskiej Cytadeli  i zorganizowała wielkie szycie w swoim ogrodzie. Wszystkim szyjącym restauracja zapewniła napoje i pyszne przekąski, dbali o to, żeby niczego nam nie zabrakło. Przygotowali nam stoły, ich znajoma Krysia przywiozła maszyny do szycia. Wyglądało to jak dobre przyjęcie weselne (śmiech). Co chwilę podchodziły do nas obce osoby, które siadały za stołami i szyły, wypisywały  listy z życzeniami, pakowały. Bardzo ważne jest dla nas, żeby podczas takiej akcji zorganizować akcję samobadania piersi. Dlatego zawsze jest z nami pielęgniarka, która na specjalnym fantomie pokazuje, jak to robić.

JMS: Jest wiele osób, które przyjeżdżają na wszystkie akcje. Wśród nich są mężczyźni, których też uświadamiamy, żeby przypominali swoim żonom, córkom, siostrom, mamom o regularnym badaniu się. Proszę sobie wyobrazić, że właśnie wysyłam poduszkę dla 30-letniej Eweliny, która ma 4-letniego synka, a zachorowała na raka piersi.

Dajecie radę sprostać zamówieniom?

KWW: Od kiedy podjęłyśmy wyzwanie, nie zdarzyło się, żeby zabrakło dla kogoś poduszki w WCO. Wysyłamy też serca paniom, które o nią proszą z całej Polski. Wysyłałyśmy też poduszki do Wrocławia do Dolnośląskiego Centrum Onkologii, a także bezpośrednio do Kasi, która niestety odeszła…

JMS: Kasię poznałyśmy w 2019 roku. Była pewna, że w tej walce jest na wygranej pozycji. O raku piersi dowiedziała się na początku swojej ciąży. Była twarzą fundacji Rak’n’Roll. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Niestety we wrześniu 2020 roku przegrała. Było to dla nas bardzo trudne…

Wasze poduszki to też wiele emocji…

JMS: Oj tak, mnóstwo. I wiele osób, a każda ze swoją historią. Nigdy nie zapomnimy pani Steni i Klubu Seniora w Swarzędzu, gdzie kobiety pędziły z szyciem, żeby poduszek było jak najwięcej. Niesamowite są dziewczyny z klubu Iska z Pobiedzisk,  dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Mamy cudowne ekipy w Paczkowie, Siekierkach, Kostrzynie, Luboniu, Suchym Lesie i oczywiście w gminie Czerwonak. W każdym wydarzeniu biorą udział również znane osoby. Jest z nami nasz olimpijczyk Szymon Ziółkowski, są wójtowie, burmistrzowie, starosta, lokalni działacze samorządowi. U nas nie ma podziałów, tu gra się do jednej bramki.

KWW: Są to trudne tematy, ale one nas scalają, a widząc odzew tak wielu ludzi chcących pomagać, dostajemy jeszcze więcej siły do dalszego działania.

Jakie plany na ten rok?

KWW: Stoimy w blokach startowych, żeby umożliwiono nam organizację kolejnej edycji warsztatów! Mamy zaplanowane już 10 akcji szycia serc, a w przygotowaniu są kolejne w powiecie i w samym Poznaniu. Natomiast z drugiej strony mamy panie, które szyją w zaciszu swoich domów... jak nasza kochana pani Danusia.

JMS: Marzy mi się, żebyśmy na którejś z akcji miały możliwość wykonania USG dla młodych dziewczyn, które nie dostają skierowania na bezpłatną mammografię.

Można Wam pomóc finansowo?

KWW: Nie przyjmujemy pieniędzy. Jeśli ktoś chciałby kupić materiał czy wypełnienie, może zgłosić się do nas, a my pokierujemy, co dalej zrobić. Chodzi o to, że materiał do uszycia poduszek nie może być przypadkowy, więc to my musimy go kupić. Zawsze jednak brakuje nam nici, nożyczek, opakowań czy wstążek. Zapraszamy do wspólnego szycia SERC :)

Za udostępnienie przestrzeni do zdjęć dziękujemy Firmie Emma Meble.