Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Siła spokoju w Kołobrzegu

03.01.2024 12:42:12

Podziel się

To nie jest zwykły hotel. To miejsce, które daje wytchnienie, w którym spokój bije z każdego wnętrza. To miejsce, w którym można się schować, uciekając od przebodźcowanego świata, w przyjaznym i ciepłym otoczeniu. Muszę przyznać, że to jedyny hotel, do którego tak chętnie wracam, by się wyciszyć, oddać się w ręce wspaniałej załogi SPA, zjeść zdrowo, ale wykwintnie i zwyczajnie odpocząć. Shuum Boutique Wellness Hotel stworzyła kołobrzeżanka poznańskiego pochodzenia Agnieszka Trafas, która również tutaj wypoczywa…

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Dorota Urbańska, Shuum Boutique Wellness Hotel
[współpraca reklamowa]

Dlaczego Shuum?
Agnieszka Trafas: Samo brzmienie tego słowa jest miękkie jak wiatr nad morzem. Pisownia jest taka, żeby nie można było jej skopiować, grafika przypomina fale – od wielkiej do zupełnie małej, aż po samo wyciszenie. Mówimy oczywiście o aspektach wizualnych i dźwiękowych, ale Shuum to przede wszystkim synonim spokoju.

Lubi Pani spokój?
A to zależy (śmiech). Jestem osobą dość zmienną – mam fazę spokoju i fazę dosyć dużej aktywności, ale wiadomo, że zawsze po tej aktywności potrzebuję czegoś, co mnie wyciszy. Myślę, że każdy z nas w dzisiejszym, dość przebodźcowanym świecie, potrzebuje spokoju.

Czy znajduje go Pani w tym hotelu?
Tak, i muszę powiedzieć, że udaje mi się tutaj wypocząć. Lubię spędzać czas w Shuumie z rodziną, zdarzało nam się wielokrotnie spędzać tutaj Dzień Kobiet, ostatnie święta Bożego Narodzenia i wypoczywałam pomimo tego, że to jest jednak moje miejsce pracy.

I to chyba jest najlepsza rekomendacja.
Naprawdę bardzo lubię to miejsce. Poza tym nauczyłam się wyłączać, będąc na urlopie, chociaż nie było łatwo. Dotarło do mnie, że dążenie do perfekcji, które towarzyszy mi całe życie, jest dość zgubne, bo przecież świat nie jest perfekcyjny i nigdy nie będzie. Nie ma co w tym kierunku zmierzać, bo pęd dewastuje.

Dlaczego Pani ten hotel zbudowała? Przedtem funkcjonowało tu – i to całkiem nieźle – sanatorium.
Myślę, że w tych kuracyjnych klimatach udało mi się osiągnąć już maksimum. Szukałam czegoś innego, a ten obiekt nie dawał takiego wypoczynku, jakiego potrzebuje współczesny człowiek. Sfera zabiegowa i skupienie się tylko na tym to zdecydowanie za mało. Trzeba infrastrukturę i otoczenie hotelu tak poukładać, żeby dawały wyciszenie i spokój. Choćby dlatego nie mamy ekranów telewizyjnych reklamujących produkty w windach czy luster. Mamy za to szlafroki z kapturem, żeby można było się schować, położyć w pokoju kominkowym i po prostu pospać.

Dla mnie ten hotel jest zupełnie inny niż wszystkie, bo pomimo tego, że jednak nie jest to mały obiekt, ludzie się ze sobą nie zderzają i czują się absolutnie anonimowo. Jak to się robi?
Wydaje mi się, że większość hoteli dąży do tego, żeby – mówiąc kolokwialnie – wcisnąć do obiektu jak najwięcej łóżek i zmieścić jak najwięcej gości. Kiedy przebudowywaliśmy hotel w 2016 roku, zmniejszyliśmy liczbę pokoi, powiększając części wspólne. Szczerze mówiąc, mi od początku w tym hotelu brakowało powietrza, przestrzeni. Dzięki zmianom lepiej się tutaj oddycha, wnętrza są przyjazne, przytulne. Uważam, że części wspólne hotelu powinny właśnie pozwolić ludziom znaleźć swoje miejsce i przysłowiowo się w nim zaszyć. Zmiany, jakich dokonaliśmy, były też efektem moich obserwacji z podróży. Bardzo lubię jeździć do Austrii, to dla mnie taka kolebka spa & wellness, stamtąd zresztą pochodzi doradca, z którego usług korzystaliśmy – dr Franz Linser, jeden z top 100 mówców branży wellness. Pamiętam, że pierwszy raz słyszałam jego wykład w 2009 roku w Warszawie i tam zachwycił mnie swoim podejściem do tej branży, bo jako pierwszy powiedział o uważności. Ten wykład dał mi dużo do myślenia, bo przecież ta uważność na gościa jest kluczowa w naszej branży. Ludzie dzisiaj są zabiegani, zmęczeni, samotni sami ze sobą i potrzebują atencji czasami zupełnie obcej osoby. I czasami rozmowa z naszą recepcjonistką, kelnerką czy panią sprzątającą jest wiele warta.

Z drugiej jednak strony, obsługa hotelowa wydaje się bezszelestna i jakby nieobecna.
Nie ma tutaj poganiania i pośpiechu. Zespół hotelu nie czuje spięcia, nadęcia, wszyscy są naturalnie zrelaksowani. Są przede wszystkim profesjonalni w tym, co robią i myślę, że ich wiedza i doświadczenie pozwalają takimi być. To nie jest hotel biznesowy, tutaj nie musi być wszystko na już, aczkolwiek staramy się, aby goście nie czekali za długo na jedzenie czy kieliszek wina.

Śniadania serwujecie w słoiczkach, co bardzo mnie urzekło.
System słoikowy wprowadziliśmy w pandemii i na tyle się gościom spodobał, że go kontynuujemy. Jest bardzo higieniczny, ale też pozwala na próbowanie takich dobrych momentów i sięganie po więcej.

A restauracja?
Pamiętam, że kiedyś zrobiłam sobie głodówkę warzywną w celu oczyszczenia organizmu. Byłam zszokowana, jak to na mnie zadziałało i zrozumiałam, jaki wpływ na nasze życie ma jedzenie. Detoks dał mi dużo do myślenia, czego konsekwencją było „wyproszenie chemii” z kuchni. W hotelu nie gotujemy na skróty, nasze dania to tradycyjne potrawy podane w sposób nowoczesny. Zamykamy składniki odżywcze w potrawie. Dzisiaj sztuką jest gotować smacznie, zdrowo, ale i wykwintnie. Mamy ambitny zespół kucharzy, który to potrafi. Staramy się też, aby surowiec był lokalny na tyle, na ile się da, a składniki świeże.

Ile osób tutaj pracuje?
To zależy od pory roku, ale między 80 a 100 osobami.

To jest wyzwanie…
Tak, ale tego wymaga taka jakość hotelu.

Czy zmieniają się goście?
Tak. Mamy coraz więcej osób, które potrzebują ciszy i spokoju, ale wciąż jest spora grupa szukająca rozrywki podczas urlopu. Nasze programy, które konstruujemy, kierunkowane są raczej na wyciszenie, mniej na rozrywkę.

Ale wieczór w towarzystwie fortepianu, który proponujecie, również może być rozrywką.
To zdecydowanie jest element wellnessu. Dobra muzyka koi, uspokaja, daje wytchnienie. Do tego odpowiednie światło, zapalony kominek, kieliszek wina.

Brzmi jak wieczór doskonały.
I taki ma być.

Strefa SPA też daje wyciszenie, szczególnie sauna fińska na zewnątrz z widokiem na morze.
Faktycznie, teraz, kiedy liście opadły, widać z niej morze. To było moje marzenie, żeby w tym miejscu się znalazła. Zresztą latem, kiedy drzewa są zielone, również ma swój niepowtarzalny klimat. Sauna zbudowana jest zgodnie ze sztuką. To przemyślana konstrukcja, do której trzeba wejść z tarasu zewnętrznego. Goście są w niej niewidoczni z promenady, więc zapewniamy z jednej strony intymność, a z drugiej takie poczucie wolności.

Skąd w ogóle pomysł na to miejsce?
Wejście w branżę turystyczną to pomysł moich rodziców, którzy mają firmę deweloperską w Kołobrzegu. Pewnego dnia postanowili zbudować tzw. drugą nogę biznesową, co mnie bardzo ucieszyło, bo w tamtym momencie nie wyobrażałam sobie pracować w branży budowlanej. Dzisiaj to się zmieniło, uważam, że tworzenie i kreowanie przestrzeni jest fajne. No i tak powstał ośrodek wypoczynkowy o profilu kuracyjnym. Z ciekawostek powiem, że w 2003 roku byliśmy w Kołobrzegu jednym z pierwszych prywatnych hoteli z basenem. Potem, w 2008 roku, zaczęły wyrastać tutaj duże hotele i trzeba było iść z duchem czasu. Dlatego, kiedy rozpoczęliśmy przebudowę w 2016 roku, chciałam stworzyć wnętrza ponadczasowe, które wystarczą na dłużej i będą mieć dużo naturalnych materiałów, jak drewno czy filc. Taki właśnie jest Shuum Boutique Wellness Hotel.

Lampy filcowe w jadalni mnie urzekły.
W takim razie dodam, że wyprodukowała je firma z Poznania, a projekt zmian wykonywała pracownia kołobrzeska Dominanta. Są to moi przyjaciele, nadajemy na tych samych falach, od razu poczuli klimat, który chcieliśmy tu stworzyć.

Pani pochodzi z Poznania, prawda?
Tak, urodziłam się w Poznaniu, 1 maja w Święto Pracy i dzięki temu zawsze mam tego dnia wolne (śmiech). Moi rodzice pochodzą z Wielkopolski i tak się złożyło, że moje dzieci również rodziły się w Poznaniu. A w ogóle uważam, że Kołobrzeg jest najdalej na północ wysuniętą dzielnicą Poznania (śmiech). Ludzie są tutaj bardzo pracowici i przedsiębiorczy.

Jaki dzisiaj jest Shuum?
Myślę, że zrelaksowany, dający ciszę, ukojenie, spełniający potrzeby naszych czasów. Cieszę się, że udało mi się stworzyć miejsce, z którego goście wyjeżdżają spokojniejsi. Wzruszam się, kiedy podchodzą do nas i dziękują za czas tutaj spędzony. Jestem wdzięczna za zespół, z którym mam wielką przyjemność pracować. Cieszę się, że Pani się u nas podoba.

Ja tutaj odpoczywam i wracam z wielką przyjemnością.
Dziękuję i zapraszam. Zimą Kołobrzeg jest magiczny.

Już niedługo…