🎄 Grudniowe wydanie SUKCESU już dostępne 🎄 zapraszamy do lektury 🎄 najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🎄 POLECAMY  

Organizator:

Sokolnik

01.10.2022 09:37:12

Podziel się

Rafał Lachowski o tym, że zostanie sokolnikiem, wiedział już, kiedy był nastolatkiem. Teraz układa ptaki drapieżne i dzięki jego pracy możemy czuć się bezpiecznie na lotniskach, jeść czereśnie i korzystać z czystych parków. W Poznaniu Rafała Lachowskiego najczęściej możemy spotkać na lotnisku Ławica.

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIA: Krzysztof Gładkij

Po co są nam w ogóle sokolnicy?
Przede wszystkim sokolnictwo to sztuka układania ptaków drapieżnych do polowań. Jest to związane z kulturą łowiecką i podtrzymywaniem tradycji. Dziś już tak naprawdę tylko garstka ludzi w Polsce poluje z sokołami. Oczywiście nie jest to tak skuteczne jak polowanie z bronią. Dziś sokolnicy spełniają przede wszystkim rolę użytkową przy płoszeniu ptactwa. Stoimy na linii między człowiekiem a przyrodą. Kiedy dochodzi do sytuacji, że pojawia się ptactwo, które robi szkody albo stwarza zagrożenie, wtedy pojawiamy się my.

Gdzie można Pana spotkać?
Na lotniskach, wielohektarowych plantacjach, w sadach. W tych ostatnich miejscach szpaki są w stanie spowodować naprawdę potężne straty w zbiorach. Ale działamy też w parkach.

Myślałam, że w parkach wystarczy tylko emisja dźwięku drapieżnika…
To tak nie działa. Zwłaszcza ptaki krukowate, które najczęściej kolonizują się w parkach – gawrony czy kawki – są bardzo inteligentne i bardzo szybko przyzwyczajają się do tych odgłosów. Dźwięki działają przez tydzień i później nie przynoszą praktycznie żadnego efektu. Sokół czy jastrząb to dla ptaków realne zagrożenie życia. Mają to w pamięci genetycznej i wiedzą, czym grozi spotkanie z drapieżnikiem. Instynktu nie da się oszukać.

To nie jest tak, że jesteście nastawieni na to, żeby wybić ptactwo, które powoduje szkody?
Nie, nie. Bazujemy na naturalnym lęku. Sama obecność drapieżnika wystarczy do tego, żeby przepłoszyć gawrony, kawki czy szpaki. Budowanie gniazd i wyprowadzanie lęgów w miejscu, w którym non stop występuje zagrożenie, byłoby skrajną głupotą. Najzwyczajniej w świecie ptaki wybierają wtedy inne lokalizacje, które pozwalają im na bezpieczne odchowanie młodych.

W ten sposób płoszycie niechciane ptactwo między innymi z parków?
Wtedy najczęściej zatrudniają nas urzędy miast czy gmin. Naszym zadaniem jest przepłaszanie ptaków z parków czy też z i innych reprezentacyjnych miejsc, gdzie są ławeczki, gdzie ludzie chodzą na spacery, czy są też place zabaw. Kolonie krukowatych, które liczą po kilkaset sztuk, uniemożliwiają ludziom korzystanie z tych miejsc.

Bo nie dość, że ptaki są głośne, to jeszcze brudzą.
Dokładnie tak. I kiedy rozbijemy taką dużą kolonię na mniejsze grupy, to nawet jeśli przeniosą się w nowe miejsce, to i tak są mniej uciążliwe. Fizycznie jest ich po prostu mniej. W parkach najczęściej płoszymy gawrony. Do tych z kolei często przyłączają się kawki i grupa powoli się rozrasta do naprawdę sporych rozmiarów.

Czy możecie płoszyć ptaki wszędzie, gdzie chcecie?
Oczywiście wszystko odbywa się na podstawie pozwoleń od ministra ochrony środowiska. W takim pozwoleniu dokładnie określony jest gatunek ptaków, które możemy płoszyć, a także czas, w którym możemy działać. Fakty są takie, że obecność drapieżnika skutecznie odstrasza niechciane ptactwo w ciągu miesiąca lub dwóch.

A nie boi się Pan, że w trakcie płoszenia w parku taki jastrząb na przykład chciałby usiąść na ramieniu przypadkowego przechodnia, który nie będzie odpowiednio zabezpieczony przed szponami rękawicą?
Nie ma takiego zagrożenia. Ptaki są przyzwyczajone do konkretnych gestów i zawołań. Reagują właśnie na rękawicę albo na wabidła – to taka imitacja ofiary z przywiązanym kawałkiem mięsa. Układamy ptaki tak, że wpadają w pewnego rodzaju rutynę. Dlatego wszystkie znaki, sygnały czy elementy, które do tej normy nie pasują, są przez nie ignorowane. To właśnie taki trening wpływa na to, że nie ma możliwości, żeby jastrząb zaatakował przypadkowego człowieka albo przypadkiem usiadł mu na ręku. Ptaki są też specjalnie trenowane do tego, żeby nie bały się hałasów, ludzi. Chodzi o to, żeby nie uciekały i były skupione na swoich zadaniach.

Jak długo trenuje się takie ptaki?
To zależy od bardzo wielu czynników, ale głównie od wieku ptaka, z którym zaczynamy pracę, i od jego charakteru. Każdy osobnik jest inny. Szkolenia drapieżników trwają około miesiąca i trzeba je powtarzać od początku za każdym razem, kiedy ptaki mają przerwę, na przykład ze względu na odpoczynek lub zmianę opierzenia.

A jak długo żyją?
U nas żyją średnio 20 lat, w środowisku naturalnym krócej, ponieważ kiedy są stare i nie mają siły, żeby dogonić ofiarę, w naturze nie mają szansy na przeżycie. My gwarantujemy im spokojne życie na emeryturze. Ostatnie lata nasze drapieżniki często spędzają w wolierze hodowlanej, gdzie mają dobre warunki do życia i przede wszystkim nie są skazane na samodzielne zdobywanie pożywienia.

Z iloma ptakami Pan pracuje?
Łącznie mamy ponad 30 sztuk. Właśnie zaczynamy też układanie młodych ptaków, a te, które pracowały przez ostatnie miesiące, szykujemy do odpoczynku. Jest to związane z tym, że ptaki co roku się pierzą. Karmimy je wtedy jeszcze lepiej, bo potrzebują więcej energii do wymiany całego swojego upierzenia. Po tym wszystkim można powiedzieć, że ptaki znów są dzikie i znowu zaczynamy je szkolić.

Ale oprócz przyjemności, praca sokolnika wiąże się też z olbrzymią odpowiedzialnością.
Tak jest na przykład podczas pracy na lotnisku. Tam każdego dnia dbamy o bezpieczeństwo tysięcy ludzi. Oprócz tego, że codziennie teren patrolowany jest przez ptaki drapieżne, do dyspozycji mamy też psa – płochacza niemieckiego, hukowce i race. Do tego wszystkiego, aby pracować na lotnisku, trzeba mieć uprawnienia myśliwskie.

Dlaczego?
Ponieważ zdarzają się sytuacje, że na płoszenie ptaków, zajęcy czy lisów po prostu nie ma czasu. Ich obecność na lotnisku stwarza zbyt poważne zagrożenie dla życia i zdrowia. Dlatego wtedy musimy działać bardziej zdecydowanie. Na przykład kolizje zdarzają się na lotniskach statystycznie najczęściej. Wydawałoby się, że jest to błahostka, a nie jest. Zdarzyła się już w Europie taka sytuacja, że resztki zwierzęcia zamarzły w locie, przez co nie można było wysunąć podwozia w trakcie lądowania.

Ale na lotnisku pojawiają się też większe zwierzęta.
Niestety tak. Czasem są to sarny, czasem dziki. W większości przypadków staramy się te zwierzęta odławiać, ale bywa i tak, że nie musimy działać szybko. Do takich sytuacji dochodzi bardzo rzadko, bo na bieżąco monitorujemy nie tylko to, co dzieje się na samym lotnisku, ale też dookoła niego.

Ilu jest sokolników w Polsce?
Z uprawnieniami jest nas około 150. Od lat liczba ta pozostaje niezmienna. Uprawnienia zdobywa się na kursach, ale trzeba być myśliwym, zrobić też staż sokolniczy i zdać egzaminy państwowe. Przyznam szczerze, że ja już od technikum wiedziałem, że chcę zostać sokolnikiem i konsekwentnie dążyłem do tego celu. Dzięki temu dzisiaj mogę robić to, co sprawia mi największą przyjemność.