Organizator:

Sprzątamy po innych

22.10.2020 11:19:11

Podziel się

Zagospodarowują ponad 3,5 miliona ton odpadów energetycznych rocznie. Obsługują kilka elektrowni i elektrociepłowni, w tym podpoznański Karolin, Łódź, Białystok, Kozienice, Połaniec. Wszystko co zostaje tam wyprodukowane, zamieniają w surowiec wykorzystywany w przemyśle drogowym i budownictwie. Od 2004 r. poznańska firma Eko–Zec wchodzi w skład Grupy Veolia – jednej z największych na świecie firm świadczących usługi na rzecz środowiska. Od 25 lat, niezmiennie, jej prezesem jest Zbigniew Chrzanowski, który nie ukrywa, że pomimo trudności i ciągłej walki z systemem, jest dumny, że z przetworzonego przez Eko–Zec surowca korzystają firmy budowlane i drogowe na całym świecie, a jego innowatorskie rozwiązania wyprzedzają potrzeby współczesnego świata.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Daria Olzacka

Firma Eko–Zec kojarzy mi się ze sprzątaniem. Mylę się?

Nie, bo rzeczywiście sprzątamy po innych. Zagospodarowujemy odpady z bardzo specyficznego segmentu jakim jest energetyka. Przetwarzamy wszystko, co wytwarza elektrownia i elektrociepłownia. I tak od 25 lat. Zajmujemy się odzyskiem oraz dystrybucją popiołów lotnych i żużli ze spalania węgla kamiennego i współspalania z biomasą, recyklingiem odpadów budowlanych i sprzedażą kruszyw recyklingowych, sprzedażą szerokiej gamy mieszanek betonowych (podbudów drogowych, stabilizacji i chudych betonów). W związku z powyższym spółka Eko–Zec jest partnerem dla rozbudowanej sieci producentów betonów, cementu, wyrobów ceramicznych i innych wyrobów budowlanych, a także wykonawców ziemnych prac budowlanych.

Dzisiaj ten odpad zapewne jest inny od tego sprzed 25 lat.

Kiedyś polska energetyka była budowana w oparciu o węgiel kamienny i brunatny. W czasach komuny energetyka była bardzo dobrze rozwinięta pod względem technologicznym i organizacyjnym. I to zapewniło wystarczającą ilość prądu Polsce. Ilość elektrowni budowanych w tamtym czasie była bardzo duża, mimo tego daliśmy sobie radę z przetwarzaniem odpadów.

Jak wtedy zagospodarowywało się odpady?

30 lat temu dominującą technologią zagospodarowania odpadów z energetyki było deponowanie ich na składowiskach mokrych przy elektrowniach.

Co się dalej z nimi działo?

Odpady leżały w specjalnie wyznaczonych miejscach, które sukcesywnie się zapełniały. Problem pojawił się, kiedy przestały się mieścić na placach. Na szczęście w Poznaniu nie mieliśmy dużego kłopotu, ponieważ władze miasta podeszły z głową do tematu i na odpad przeznaczono sporo miejsca. Choć w końcu i to się przepełniło. Wtedy ówczesny prezydent miasta uznał, że nie przeznaczy kolejnego miejsca na ich gromadzenie i że trzeba coś z tym zrobić. Tego samego zdania było kierownictwo zespołu elektrociepłowni poznańskich. Podjęto decyzję, by wybudować w tym celu, przy ulicy Bałtyckiej, wytwórnię bloczków „siporexu” w oparciu o popiół odpadowy z elektrowni i elektrociepłowni. Było to zadanie rządowe.

Pan brał w tym udział?

Tak, z ramienia rządu. Niestety przyszedł kryzys gospodarczy i budowę trzeba było przerwać. Władze elektrociepłowni Karolin rozłożyły ręce. Nie było szans na dokończenie budowy i znów pojawił się problem, ponieważ istniało ryzyko zatrzymania pracy elektrociepłowni ze względu na rosnącą liczbę odpadów. Konsekwencje mogły być tragiczne nie tylko dla mieszkańców, ale dla terenów ościennych, ponieważ istniało ryzyko zanieczyszczenia okolicy. Ówczesny prezes elektrociepłowni, pan Jabłoński powierzył mi opracowanie koncepcji oraz plan zagospodarowania odpadów z elektrociepłowni. 

To nie był łatwy temat.

Oczywiście, że nie. Początkowo powstał niewielki zespół osób, który pracował nad koncepcją. Najpierw trzeba było uporządkować teren przy elektrowni, więc wybudowaliśmy specjalną przegrodę. Dalej, trzeba było zastanowić się, gdzie to wszystko wywieźć. Opracowaliśmy pierwsze legalne projekty rekultywacyjne. Pierwszą rekultywację przeprowadziliśmy w Pobiedziskach, dokąd trafiały popioły z elektrociepłowni. Podobne miejsca powstawały w kolejnych miejscowościach. Zaczęliśmy też współpracę z firmą niemiecką, która wykorzystywała wtedy popioły w budownictwie drogowym i cementowniach.

Dlaczego my nie mogliśmy zastosować takiego rozwiązania?

Brakowało nam wiedzy urzędniczej i chęci ustawodawców. Do dziś niewiele się w tej kwestii zmieniło. Proszę sobie wyobrazić, że w Niemczech popiół odprowadzano ze zbiorników bezpośrednio do specjalnych cystern, które zawoziły go do firm produkujących beton i cement. U nas to było nie do pomyślenia. Żeby było śmieszniej, w Polsce do betonu dodawano niemiecką, drogą chemię, zamiast tani i skuteczny popiół. Takie rozwiązanie do dziś stosują polskie firmy. Popioły w naszym kraju zaczęto wykorzystywać dopiero kiedy weszły do nas sieciowe węzły betoniarskie, a w cementowniach powoli zmieniali się właściciele. Kiedy w Niemczech pojawił się nowy program budowy autostrad, ustawodawca wręcz wskazał, by wykorzystać wszystkie hałdy pohutnicze i cały odpad z elektrowni do ich budowy.

Dlatego Niemcy mają tak dobre autostrady?

Dokładnie. W ten materiał nie wsiąka woda, w związku z tym nie ma na nich spękań. Przy okazji znika problem z odpadem.

Dlaczego u nas tak nie jest?

U nas nie ma odpowiedniego ustawodawstwa. Na szczęście radzimy sobie sami (śmiech). Obecnie dostarczamy popiół na budowę trasy S19 w rejonie Kraśnika i Janowa Lubelskiego. Na S8 dojeżdża popiół z Kozienic. Warto dodać, że cały czas walczymy z urzędnikami o włączenie na stałe do budowy dróg odpadu z elektrowni.

Ale, mimo wszystko, obecnie jesteście jedną z największych firm obsługujących odpady energetyczne w Polsce.

Tak. Nie dość, że zagospodarowujemy odpady, to jeszcze dostarczamy dziś popiół do wszystkich cementowni w Polsce. Dodatkowo eksportujemy popioły na rynek skandynawski i angielski. Wraz z rozwojem świadomości ekonomicznej, energetyka poniosła wielkie nakłady na dostosowanie swojej produkcji do wymogów ochrony środowiska. Oprócz nakładów inwestycyjnych, w tym procesie powstały kolejne odpady, tzw. wapniowe, z których powstaje REA-gips, bądź produkt, któremu brakuje jednego atomu tlenu do tego, by być gipsem. I właśnie my zajmujemy się jego zagospodarowaniem. Po wyprażeniu w piecach, znajduje zastosowanie w masach szpachlowych, klejach do płytek etc. Nawet jest w doskonale wszystkim znanych płytach kartonowo-gipsowych. Sporo gipsu wysyłamy też na eksport. Co tydzień wypływa z Gdyni statek z popiołem do Skandynawii, a co drugi tydzień z gipsem do Anglii. Poza tym mamy legalny punkt przetwarzania odpadów budowlanych z Poznania. Kruszymy je i sprzedajemy na utwardzanie dróg. Na wszystko mamy certyfikaty, a nasza działalność poparta jest szeregiem badań.

Ale to nie koniec.

Mamy kruszywo betonowe, ceglane i asfaltowe. Część dostarczamy do zakładu remontów Zarządu Dróg Miejskich. Jesteśmy jedynym w Polsce i jednym z nielicznych w Europie zakładem legalnie zagospodarowującym żużel z poznańskiej spalarni. Wykorzystujemy go na swoim węźle betoniarskim do podbudów drogowych. Zamykając odpad w masie bitumicznej nikomu nie szkodzimy. Zagospodarowujemy ponad 3,5 miliona ton odpadów rocznie. Mamy wydzierżawionych sześć składów kolejowych cystern do przewozu cementu na stałe i dwa składy węglarek, które kursują codziennie. Mamy bardzo dobrze rozwinięta logistykę.

I zarządza Pan firmą Eko–Zec od początku jej istnienia. Brawo!

I to jest chyba ewenement w tym wszystkim. Zaczynałem w firmie państwowej, potem była to spółka akcyjna, Skarbu Państwa, potem pierwszy francuski właściciel, potem drugi, a ja wciąż jestem prezesem. I to jest ciekawa sprawa, bo ja jestem trochę niepokorny (śmiech). Myślę, że moim dużym atutem jest to, że ja zawsze jestem krok do przodu w stosunku do innych.

Pan jest takim trochę wojownikiem i ta walka Pana napędza. Warto?

Wie Pani, to jest bardzo ciekawa praca. Uczestniczę w ważnym procesie dla naszego środowiska. Dziś większość popiołu i REA-gipsu wykorzystywane jest w przemyśle, o co walczyłem przez wiele lat. Odpady z elektrowni wykorzystuje się w budownictwie, co mnie bardzo cieszy, bo ludzie docenili ten surowiec. Stworzyłem całkiem fajną firmę, chociaż ludzie, z którymi zaczynałem, powoli wybierają się na emeryturę.

A Pan?

Jeszcze nie, chociaż czasami o tym myślę. Mam tutaj jeszcze trochę do zrobienia. W firmie Eko–Zec pracuje obecnie ponad 100 osób, ale biorąc pod uwagę logistykę, dostawców, odbiorców i całą sieć firm z nami współpracujących, dajemy pracę około 700 osobom.

To sporo…

Proszę sobie wyobrazić, że z elektrowni w Kozienicach, którą obsługujemy, wyjeżdża ponad 300-350 samochodów z gotowym produktem na dobę, co drugi dzień skład kolejowy z popiołem lotnym, co tydzień skład z rea-gipsem a obsługują to cztery osoby. Mamy doskonale zorganizowaną logistykę i to jest nasz sukces. Obecnie, wraz z kopalnią Bogdanka, prowadzimy badania dotyczące wykorzystania łupka węglowego do budowy wałów przeciwpowodziowych. Szukamy sposobów, żeby opróżniać stare składowiska popiołów. Opracowujemy nowe technologie. Chcemy wybudować instalację do odzyskiwania suchego popiołu z istniejących składowisk. Jak Pani widzi, mam sporo planów.

Widzę. Słyszałam też, że ludzie lubią tu pracować.

Nie mamy rotacji – to cieszy. Zresztą mam bardzo fajny zespół młodych, mądrych i ambitnych ludzi, a to dziś bardzo ważne. To oni stoją za sukcesem firmy - są głodni sukcesu i dynamicznego rozwoju – zarówno EKO-ZEC, jak i swojego własnego. Tym ludziom po prostu się chce. To duży sukces.