Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Srebro smakuje jak złoto

Podziel się

Koszykarki Enea AZS Politechnika Poznań zostały wicemistrzyniami Polski Orlen Basket Ligi Kobiet. Na taki triumf Poznanianki czekały 22 lata. Po raz ostatni na podium stanęły w 2004 roku, zdobywając srebrne medale. O tym, jak rodził się ten sukces, oraz o planach na przyszłość rozmawialiśmy z Pawłem Leszkiem Klepką – Honorowym Prezesem Sekcji, Łukaszem Zarzyckim – wiceprezesem zarządu sekcji oraz Tomaszem Herktem – asystentem trenera, który 22 lata temu jako pierwszy szkoleniowiec wywalczył z akademiczkami tamto historyczne srebro. Wszyscy zgodnie przyznają: to srebro smakuje jak złoto.

 

TEKST: Juliusz Podolski

ZDJĘCIA: Konrad Czapracki ENEA AZS Politechnika Poznańska

 

Podczas finału Mistrzostw Polski koszykarki Enea AZS Politechnika Poznań zmierzyły się z faworyzowaną ekipą Polskiego Cukru AZS UMCS Lublin. Poznanianki przegrały dwa pierwsze mecze na wyjeździe. Dalsza rywalizacja zależała od starć w hali przy ul. Piotrowo. Pierwsze spotkanie akademiczki wygrały pewnie 76:58. W pojedynku numer cztery koszykarki Enea AZS przegrywały do przerwy różnicą 9 punktów. W trzeciej kwarcie odrobiły straty, wygrywając ją 28:19, i przed ostatnią częścią był remis 61:61. Prowadziły nawet na niecałe dwie minuty przed końcem meczu. Ostatnie słowo należało jednak do Lublina. Zdobycie pięciu punktów z rzędu przypieczętowało tytuł mistrzowski.

 

Przełamanie 22-letniej przerwy od gry w wielkim finale to gigantyczny krok naprzód. Trenerem w 2004 roku był Tomasz Herkt, który dziś jako asystent wspiera pierwszego szkoleniowca Wojciecha Szawarskiego. Sukces ten zyskał też wyjątkową oprawę w mieście – sponsor klubu, firma Enea, przygotował 300 billboardów z koszykarkami i hasłem „Srebro smakuje jak złoto”.

Srebro jak złoto na trzy głosy

W mieście sponsor klubu Enea ustawił 300 billboardów z koszykarkami i napisem „Srebro smakuje jak złoto”. Każdy z moich rozmówców powiedział, że tak odbierają tegoroczny sukces.

Paweł Leszek Klepka: Tak smakuje. To srebro było przez nas bardzo wyczekiwane. Znając realia, wydawało nam się, że w tym roku zajęcie czwartego miejsca będzie dla nas wielkim sukcesem. Sport zaskakuje. I bardzo dobrze… W tym roku, gdybyśmy mieli trochę więcej szczęścia – bo w sporcie jest ono także potrzebne, to kto wie, co by było. Myślę tutaj o problemach z kontuzjami. Kiedy wypadają zawodniczki, które w dużym stopniu gwarantowałyby wysoki poziom gry, a nagle ich brakuje, wtedy gra zespołowa staje się jednak dużo słabsza, indywidualności decydują jednak w bardzo dużym stopniu o jakości. Dlatego to srebro smakuje nawet lepiej niż złoto, gdyż nie jest tylko drugim miejscem w Polsce, co jest wielce chwalebne, ale sprawia, że nam się chce jeszcze więcej chcieć. To miejsce daje nam olbrzymią szansę rozwojową, bo towarzyszy mu zainteresowanie nie tylko kibiców, ale władz miasta i sponsorów. Zresztą trwa od paru lat dzięki pracy propagandowej i marketingowej.

Tomasz Herkt: Zdecydowanie! W tym zespole było kilka zawodniczek, które na koszulkach miały rocznik 90 plus. Co to znaczy? To oznacza, że to są zawodniczki urodzone w latach 90. i później, czyli dziewczyny do 21. roku życia. 21 lat ma Malina Piasecka, a pozostałe są młodsze: Wiktoria Haegenbarth, Lena Brzustowska, Iga Woźna, Martyna Główczak. To są dziewczyny, które były u mnie w drużynie przez ostatnie trzy lata – miały po 16 lat, jak rozpoczęliśmy współpracę. Oczywiście nie wszystkie z nich – i nawet te, które grały więcej, po 12, 15 czy 17 minut – bezpośrednio nie miały meczowego wpływu na wicemistrzostwo, ale miały niezwykle wielki wpływ na to, co się wydarzyło przez te kilka miesięcy. Wykonały bowiem taką pracę treningową, że zespół mógł dojrzewać z miesiąca na miesiąc. Na początku doznaliśmy straty w postaci Laury Miśkiniene. To była zawodniczka, która miała bardzo mocno podnieść wartość zespołu, a praktycznie już na samym początku okresu przygotowawczego doznała kontuzji i przez cały sezon z nami nie trenowała.

Nie byliśmy postrzegani jako faworyt. Mówiło się o Lublinie, mówiło się oczywiście o Gdyni. My praktycznie, tak jak wielokrotnie podkreślano, byliśmy rewelacją rozgrywek. Nikt nie mówił wcześniej o tym zespole, że jest rewelacją, bo na to miano trzeba było zasłużyć. Byliśmy drużyną, która spełniła oczekiwania, byliśmy zespołem, który odniósł taki sukces.

Łukasz Zarzycki: To srebro odbieram jak złoto, bo bardzo długo na medal w seniorskiej koszykówce po prostu czekaliśmy. W rozgrywkach młodzieżowych w różnych kategoriach – od tych najmłodszych do najstarszych – praktycznie co roku AZS zdobywa złote medale. I tym bardziej cieszy, że kilka dziewczyn wychowanych w naszej AZS-owej akademii, było w tej chwili w składzie. Tak naprawdę mieliśmy zespół pół na pół: cztery zawodniczki zagraniczne, dwie seniorki, a reszta to były nasze młode dziewczyny mające po 17, 18 i 19 lat. Naszym celem na sezon było czwarte miejsce w czwórce finałowej. Zrobiliśmy dwa kroki wyżej, więc teraz musimy się skupić na tym, co będziemy robić w nadchodzącym sezonie. Wygląda na to, że najprawdopodobniej będziemy mieli miejsce nawet w eliminacjach Euroligi, więc czekają nas poważne wyzwania, od skompletowania składu, po modernizację hali, w której gramy dzięki Politechnice Poznańskiej.

Trzy rzuty osobiste

W grze w koszykówkę, będącej grą zespołową, jest miejsce na rzuty osobiste, które wykonuje zawodniczka wcześniej sfaulowana. Jest wtedy sam na sam z koszem. Każdy celny rzut jest ważny dla całej drużyny. Pozwoliłem sobie postawić trzech rozmówców na linii rzutów osobistych…

 

Paweł Leszek Klepka

– Cieszy mnie, że na meczach pojawiali się decydenci. Firmy zauważyły, że warto promować się przez sport. Enea nas bardzo uszanowała, stawiając billboardy w mieście. To znaczy, że stopa zwrotu jest bardzo duża i Enea szczyci się tym, że jest naszym głównym sponsorem. Teraz warto zainwestować w te dziewczyny. One i młodzież oddają swoim wynikiem.

No tak, jesteście wiodącym klubem pod względem szkolenia młodzieży.

– To jest solidnie skonstruowana piramida szkoleniowa. Chyba jesteśmy najlepszym pod tym względem klubem w Polsce. Od dziewczynek 10–12 lat po seniorki, wspaniale to się rozwija. W minionym sezonie zdobyliśmy dwa medale: złoty w wieku U-19, brązowy w U-17 – to są gigantyczne sukcesy. Możemy myśleć o przyszłości. Sukces... zobowiązuje i mam nadzieję, że będzie rodził kolejny.

To jest Twój drugi tytuł wicemistrzowski. Klamra się zamyka...

– Oj, to na kilka godzin opowiadania. Przypadek sprawił, że trafiłem do koszykówki kobiet. Namówił mnie prezes AZS Tomasz Szponder. Wcześniej byłem dwa razy w życiu na meczach pań. Kibicowałem koszykarzom Lecha, ale przede wszystkim byłem działaczem i wspomagałem piłkarskiego Lecha. Teraz jestem dumny, ale na początku bałem się, że nie dam rady. Pierwszy sezon był rewelacyjny. Były duże pieniądze, wsparcie pani Grażyny Kulczyk i rodziny. Myśleliśmy, że będziemy szli do przodu, ale nagle się skończyło wspomaganie prywatne i pierwsze 10 lat klepaliśmy biedę. Spadliśmy nawet do pierwszej ligi. W tym czasie do klubu doszedł Łukasz Zarzycki, który wcześniej był szefem Klubu Kibica. No i zaczęliśmy tworzyć profesjonalną sekcję, za jego namową. Nie można zapomnieć o profesorze Ryszardzie Wryku, pani Danucie Łabędzkiej... Zaczęło się od szkoły podstawowej nr 65, to było w 2010 roku. Postawiliśmy na dzieci i młodzież. Budowaliśmy potęgę koszykówki młodzieżowej w Polsce. W reprezentacji kraju cały czas są zawodniczki, które przechodziły przez nas lub są naszymi wychowankami. Nawiązaliśmy bardzo dobrą współpracę z wielkopolskimi klubami – dziewczynki, które musiałyby kończyć karierę, bo nie miałyby gdzie grać na wyższym poziomie, przychodziły do nas, do liceum, gwarantowaliśmy naukę. Jako klub akademicki staramy się wpływać, żeby studiowały. Potem doszedł do nas bardzo dobry trener Wojtek Szawarski. Wybitna postać, która gwarantuje nam utrzymanie na bardzo wysokim poziomie szkolenia dziewczynek, a zarazem jest to człowiek doskonały w kontakcie z ludźmi.

No i krok po kroku stworzyliście klub profesjonalny.

– Znakomite jest zrozumienie z miastem. Zawsze było wsparcie, ale teraz jest dodatkowe. W tej chwili mamy trzy główne trzony: Enea, Miasto Poznań, Politechnika. Jesteśmy biznesowo jedną z najlepszych marek w Polsce, jedna z najlepszych uczelni, no i miasto, które też jest jednym z topowych miast. Teraz my mamy być najlepszym klubem. Plany na przyszły rok: walczymy o złoto.

Jesteś także sponsorem?

– Tak, mogę powiedzieć, że jestem zwariowany na punkcie klubu. Jestem wciąż prezesem honorowym, działaczem zarządu AZS-u – mam nadzieję, że jeszcze przynajmniej jedną kadencję – to jestem sponsorem od wielu lat. Medale są w biurze firmy. Trzeba się szczęściem gdzieś dzielić. Wiem też o jednej podstawowej rzeczy: musi być coś, co ciągnie pociąg ludzi. Potrafimy nakłaniać młodzież, by brała udział w działalności sportowej, bo sport wychowuje, uczy szacunku, dyscypliny, sprawności.

 

Tomasz Herkt

O sukcesie decydują pieniądze i od tego nie odejdziemy. Nie ulega wątpliwości, że pracą można wiele osiągnąć, ale musimy się zastanowić, jak zespół będzie budowany. Czy będzie w stanie w nowym sezonie grać na dwóch frontach – bo mamy grać w Eurocupie i w lidze. Trzeba będzie sobie z tymi problemami poradzić i w odpowiedni sposób prowadzić zespół, żeby nie popadał przy porażkach w jakąś koszykarską depresję.

Wszystko w sporcie jest możliwe, ten sezon to pokazał, w związku z tym trzeba patrzeć z optymizmem na nadchodzący.

– W najbliższych sezonach powinniśmy wejść do topu polskiej ligi i będziemy walczyć o medale w kilku następnych sezonach. Czy to będzie srebro, czy to będzie brąz, czy to będzie tylko Final Four, czy aż Final Four, to zobaczymy, natomiast na pewno nie będą o nas już mówić, że jesteśmy drużyną, która była rewelacją, bo będziemy już faworytem.

To drugie Pana srebro z tym klubem...

– Graliśmy pod nazwą Stary Browar, byliśmy wicemistrzem. To bardzo podobny scenariusz, bo początek ligi nie był najlepszy. Zespół jako całość nie był zbyt bogaty personalnie, było mało zawodniczek do rotacji. I teraz też… Podjąłem się współpracy z trenerem Wojtkiem Szawarskim i chciałem uczestniczyć czynnie w tych treningach, a nie tylko wspomagać mentalnie, wyrażać spostrzeżenia pomeczowe. Chciałem brać aktywnie udział w każdym treningu. Zaowocowało to wicemistrzostwem.

Czy współpraca będzie kontynuowana w sezonie?

– Tak, aczkolwiek rozmów jeszcze nie podejmowaliśmy, ale nie sądzę, żeby coś się zmieniło. Teraz będzie kontynuowana z reprezentacją Polski do lat 20, bo trener Szawarski został szkoleniowcem reprezentacji, a ja będę uczestniczył w procesie treningowym.

 

Łukasz Zarzycki

W sporcie zawodowym budżet odgrywa ogromną rolę.

– Bez większego budżetu nie da się rywalizować o medale. Cudów nie ma, niespodziankę można sprawić raz, na przykład wykorzystując także różne losowe zdarzenia. Nasz budżet wciąż nie należał do najwyższych – wygraliśmy z Gorzowem Wielkopolskim, który ma prawdopodobnie dwukrotnie większe możliwości finansowe. Jednak zbliżenie się do czołówki bardzo nam ten sukces ułatwiło. Wykorzystaliśmy też fakt, że dotychczasowi Mistrzowie Polski wpadli w tarapaty finansowe, przez co ubyło kilka jakościowych zespołów.

System szkolenia to Wasze oczko w głowie. Wszyscy podkreślają, że budujecie silną bazę dla zespołu seniorskiego i to od lat.

– Tak, na tym polu jesteśmy już potęgą w Polsce, mamy na koncie mnóstwo medali i tytułów w kategoriach młodzieżowych. Jednak na szczycie takiego systemu zawsze musi być zespół seniorski – u nas to Ekstraklasa oraz rezerwy grające w pierwszej lidze. Jesteśmy klubem kompletnym. Wychowujemy zawodniczki aż do poziomu reprezentacji Polski, a w meczach seniorskich bywa, że połowę składu stanowią nasze wychowanki. Bardzo się cieszę, że pierwsza drużyna w końcu nawiązała do sukcesów młodzieżowych. Chciałbym, żebyśmy na stałe zagościli w czubie tabeli Orlen Basket Ligi Kobiet, a nasze dziewczyny grały w europejskich pucharach tutaj, w Poznaniu.

Czwarty mecz finałowy w Poznaniu zaostrzył apetyty, niewiele brakowało do decydującego starcia w Lublinie.

– Pachniało złotem już w tym sezonie, ale jestem zwolennikiem budowania klubu krok po kroku. Nadmierny i zbyt szybki sukces mógłby nam zaszkodzić. Wiemy, jak wygląda sytuacja w Poznaniu – poza Lechem Poznań pozyskiwanie sponsorów to ogromny problem. Mamy stabilnych partnerów: sponsora tytularnego spółkę Enea, Politechnikę Poznańską i wysokie wsparcie z Urzędu Miasta. Zdobycie mistrzostwa już teraz wymusiłoby zwiększenie budżetu o 2–3 miliony złotych, co mogłoby nas przerosnąć. Postawiłem sobie jednak cel: w 1978 roku Poznań zdobył jedyny tytuł mistrza Polski. Mamy dwa sezony, aby nawiązać do tego sukcesu na jego 50-lecie. Podstawy mamy mocne.

Przed Wami nowe wyzwanie – najprawdopodobniej europejskie puchary. Czy to oznacza rewolucję w składzie i duże transfery?

– Naszym dużym atutem jest stabilność, nie zmieniamy co sezon całego składu, jak to bywa w innych klubach. Praktycznie wszystkie wychowanki zostają w Poznaniu, podobnie część zawodniczek zagranicznych. Planujemy 3–4 korekty w 14-osobowej kadrze, co oznacza wymianę około 20% składu. Musimy się wzmocnić i poszerzyć rotację, bo granie co trzy dni w pucharach to zupełnie inne obciążenie. Chcemy jednak zachować nasz fundament i ten wyjątkowy team spirit. Dziewczyny się znają, dzięki czemu zawsze startujemy do sezonu mocno przygotowani, a kibice mogą się z tą drużyną utożsamiać. Koszykówka w Poznaniu ma bardzo rodzinny charakter.

W meczach finałowych hala pękała w szwach. Przy grze na poziomie europejskim pojemność obiektu może stać się problemem.

– Komplet publiczności mieliśmy właściwie przez cały sezon. Naszym domem jest Centrum Sportu Politechniki Poznańskiej i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Musimy pamiętać, że ta hala była budowana pod zajęcia dydaktyczne dla studentów, a nie do obsługi zawodów. Na wysokości zadania stanęły władze Politechniki, jak i miasta Poznania. Jesteśmy na etapie pozyskiwania środków na wymianę trybun.

Ten tekst jako dawny AZSiak dedykuję postaciom, które znałem i z nimi współpracowałem: Markowi Grendzie, Bronisławowi Wiśniewskiemu, Józefowi Martyle, Robertowi Haberowi.

Juliusz Podolski