Świat jak zielnik. Cztery stulecia patrzenia na naturę
Od zachwytu nad pojedynczym kwiatem, przez precyzyjny rysunek botaniczny, po pytania o przyszłość planety. W Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu można oglądać wystawę „Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI wieku”. To opowieść o tym, jak przez ponad czterysta lat artyści i artystki patrzyli na naturę – jak ją opisywali, podziwiali, interpretowali i próbowali zatrzymać.

TEKST i ZDJĘCIA: Elżbieta Podolska
Są takie wystawy, na których oglądamy przede wszystkim dzieła sztuki. Są też takie, po których wychodzimy z poczuciem, że zobaczyliśmy coś więcej – fragment historii, sposób myślenia o świecie, a może nawet samych siebie. „Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI wieku” należy właśnie do tej drugiej kategorii.
Od 5 września w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu spotykają się cztery stulecia artystycznych zachwytów, obserwacji, interpretacji i pytań związanych z naturą. Są kwiaty, ptaki, owady, drzewa i krajobrazy. Są precyzyjne ilustracje botaniczne i entomologiczne, malarstwo, grafika, rzeźba, kolaż i instalacje. Jest również sztuka najnowsza, która zamiast jedynie spokojnie przyglądać się światu przyrody, coraz częściej pyta, co z nim zrobiliśmy i co jeszcze możemy stracić. Tytuł wystawy nie jest przypadkowy. Zielnik to przecież rodzaj pamięci. Zebrane rośliny zostają zatrzymane w czasie, opisane, uporządkowane, zachowane. Podobnie działa sztuka – przechowuje obrazy świata, nawet kiedy ten świat zaczyna się zmieniać.
Od zielnika do galerii
Kiedy patrzymy na dawną ilustrację botaniczną, łatwo zachwycić się przede wszystkim jej urodą. Kwiat jest precyzyjnie przedstawiony, liść ma każdy nerw, owad wygląda niemal tak, jakby za chwilę miał odlecieć z papieru. Ale takie przedstawienia były czymś znacznie więcej niż dekoracją. Przez stulecia obraz pomagał człowiekowi poznawać naturę. Zanim fotografia stała się powszechnym narzędziem dokumentacji, rysunek i rycina pozwalały utrwalać wygląd roślin, zwierząt i owadów. Artysta musiał być więc jednocześnie twórcą i bardzo uważnym obserwatorem. W tym świecie estetyka spotykała się z nauką, a zachwyt z potrzebą poznania i uporządkowania rzeczywistości.
Na poznańskiej wystawie szczególne miejsce zajmują klasyczne zielniki oraz ilustracje botaniczne i entomologiczne. Pojawiają się prace związane z nazwiskami ważnymi dla historii europejskiej nauki i ilustracji. Wśród nich są niezwykle szczegółowe przedstawienia autorstwa Marii Sibylli Merian – żyjącej na przełomie XVII i XVIII wieku entomolożki i malarki, której obserwacje owadów należały do wyjątkowych osiągnięć jej epoki. Merian nie ograniczała się do przedstawiania pojedynczych gatunków. Interesowały ją również relacje zachodzące w przyrodzie, a także przemiany owadów. Jej prace pokazują więc naturę jako system zależności, a nie wyłącznie zbiór pięknych okazów.
Na wystawie zobaczymy także twórczość Elizabeth Blackwell, ilustratorki botanicznej, której nazwisko dziś nie jest już tak powszechnie rozpoznawane. To jeden z ciekawych tropów ekspozycji: historia natury w sztuce nie składa się wyłącznie z najbardziej znanych nazwisk. Za wielkimi dziełami stoją również osoby, których praca przez lata pozostawała w cieniu.

Wielkopolskie tropy
Wśród bohaterów wystawy znajdziemy także postacie szczególnie interesujące z perspektywy Poznania i Wielkopolski. Jedną z nich jest Jan Jonston – urodzony w Szamotułach lekarz, przyrodnik i autor dzieł poświęconych światu natury. Wystawa przypomina również Szymona Syreniusza, którego monumentalny zielnik z początku XVII wieku należy do najważniejszych dzieł w historii polskiej botaniki. Pojawia się także Michał Boym – jezuita, podróżnik, przyrodnik i jeden z pierwszych Europejczyków zajmujących się systematycznie opisywaniem chińskiej przyrody i kultury.
Ich obecność otwiera kolejny ważny kierunek opowieści: spojrzenie na naturę nie było wszędzie takie samo. To właśnie różnorodność perspektyw jest jednym z ciekawszych elementów wystawy. Przyroda nie zostaje pokazana jako jeden uniwersalny temat, który przez wieki wyglądał tak samo. Zmienia się sposób patrzenia na nią, język, którym się ją opisuje, i pytania, które człowiek zadaje naturze.
Kiedy pejzaż zaczyna mówić
Z czasem natura przestała być w sztuce wyłącznie przedmiotem obserwacji. Coraz częściej stawała się nośnikiem emocji, nastroju i symbolu. Szczególnie mocno widać to w sztuce Młodej Polski. W tej części wystawy pojawiają się nazwiska, które trudno pominąć, kiedy mowa o polskim pejzażu przełomu XIX i XX wieku. Są Jan Stanisławski, Ferdynand Ruszczyc, Julian Fałat, Władysław Ślewiński, Wojciech Weiss, Leon Wyczółkowski i Stanisław Wyspiański.
U każdego z nich natura mówi nieco innym językiem. U Jana Stanisławskiego pejzaż może sprowadzać się niemal do kilku drzew, gałęzi czy fragmentu nieba. Nie chodzi jednak o zwykłe odtworzenie widoku. Liczą się nastrój, rytm, kolor i emocja. Ruszczyc potrafił z kolei uczynić z pejzażu niemal monumentalną opowieść o sile natury. U innych artystów krajobraz staje się przestrzenią bardziej osobistego doświadczenia.

Kwiaty i ptaki z innej strony świata
Jednym z najbardziej interesujących elementów wystawy jest obecność japońskiego kachō-ga. Sama nazwa brzmi egzotycznie, ale kryje się za nią bardzo prosty temat: kwiaty i ptaki. „Ka” oznacza kwiat, „chō” – ptaka, a „ga” – obraz. W tradycji kachō-ga przyroda jest czymś więcej niż dekoracyjnym motywem. Kwiat, ptak, owad czy gałąź mogą opowiadać o przemijaniu, porach roku, kruchości życia i miejscu człowieka w świecie. Niewielka scena potrafi zawierać bardzo wiele znaczeń.
Na wystawie poznańskiej ten sposób patrzenia na naturę reprezentuje między innymi twórczość Watanabego Seiteia. Jego prace pokazują, jak odmiennie można budować artystyczną opowieść o świecie przyrody. W zestawieniu z europejskim malarstwem daje to ciekawy efekt. Nagle okazuje się, że ten sam kwiat albo ptak może być punktem wyjścia do zupełnie innej refleksji. Natura pozostaje wspólnym językiem, ale jego gramatyka bywa bardzo różna.
Zielnik surrealisty
Wśród prezentowanych dzieł znajdzie się również jedna grafika Salvadora Dalego z jego surrealistycznego zielnika „Flordali”. To jeden z tych momentów wystawy, które pozwalają zobaczyć, jak daleko można odejść od tradycyjnego przedstawiania natury, nie przestając się nią inspirować. U Dalego świat roślinny nie musi już być wiernym zapisem rzeczywistości. Może stać się przestrzenią wyobraźni, deformacji i skojarzeń. Zielnik przestaje być wyłącznie katalogiem istniejących gatunków, a zaczyna przypominać katalog ludzkiej wyobraźni.

Natura, która nie jest już tłem
I właśnie tutaj wystawa wykonuje najważniejszy zwrot. Z historii sztuki przechodzi do teraźniejszości. Współczesne prace zestawione z dziełami dawnych mistrzów nie są tylko kolejnym rozdziałem estetycznej opowieści. Wprowadzają do niej kwestie zmian klimatu, antropocenu, uprzedmiotowienia istot pozaludzkich i relacji człowieka z innymi mieszkańcami planety.
To słowo – antropocen – pojawia się dziś coraz częściej. Opisuje epokę, w której działalność człowieka stała się jednym z głównych czynników kształtujących środowisko naturalne. Niezależnie od tego, jak dokładnie definiuje się tę epokę w nauce, trudno dziś mówić o naturze, udając, że człowiek stoi gdzieś obok.
Większość współczesnych prac prezentowanych na wystawie powstała specjalnie z myślą o poznańskiej ekspozycji. Dzięki temu nie mamy do czynienia wyłącznie z przeglądem gotowych dzieł, ale również z artystyczną odpowiedzią na konkretny moment i konkretne pytania.
– Jesteśmy świadkami i sprawcami nieodwracalnych zmian w naturze. Kryzys klimatyczny nie tylko niszczy i przeobraża nasze ekosystemy, całą planetę, lecz także bezpowrotnie dekonstruuje naszą kulturę, sztukę, tradycje i dziedzictwo, naszą tożsamość – mówi Anna Król, kuratorka wystawy.
To mocne stwierdzenie, ale wystawa nie próbuje zamienić się w wykład o ekologii. Zamiast tego pozwala oglądać, porównywać i samodzielnie szukać połączeń między obrazami oddzielonymi od siebie setkami lat.
Co zostanie po nas?
To pytanie mogłoby być mottem współczesnej części wystawy. I paradoksalnie właśnie tutaj tytuł „Świat jak zielnik” nabiera dodatkowego znaczenia. Zielnik przechowuje to, co już było. Jest zapisem. Archiwum. Pamiątką po roślinie, która została zerwana, wysuszona i przytwierdzona do papieru. W muzeum czy bibliotece może przetrwać znacznie dłużej niż żywy okaz.
Ale czy współczesny świat nie zaczyna przypominać właśnie takiego zielnika? Czy coraz częściej nie dokumentujemy tego, co znika? Opisujemy gatunki zagrożone wyginięciem, tworzymy banki nasion, archiwizujemy obrazy miejsc i krajobrazów, które szybko się zmieniają. Sztuka może w tym kontekście pełnić rolę szczególnego rodzaju pamięci. Nie zastąpi działań naukowych ani konkretnych decyzji dotyczących przyszłości środowiska. Może jednak zmienić sposób, w jaki patrzymy.
– Świat jest jak zielnik, w którym przechowywane są wizualne znaki natury, a sztuka – choć pozornie ma niewielką sprawczość – właśnie dziś ujawnia swoją siłę oddziaływania i zdolność do przemiany – dodaje Anna Król.
To zdanie dobrze podsumowuje ideę całej ekspozycji. Nie chodzi wyłącznie o pokazanie pięknych przedstawień kwiatów, ptaków czy krajobrazów. Chodzi o prześledzenie tego, jak zmieniało się nasze spojrzenie na świat, którego jesteśmy częścią.

Cztery wieki, jedno pytanie
Najciekawsze w „Świecie jak zielnik” jest chyba właśnie to, że poszczególne dzieła nie muszą się ze sobą zgadzać. Dawny ilustrator chciał dokładnie opisać roślinę. Młodopolski malarz szukał w pejzażu nastroju. Japoński artysta przedstawiał kwiat i ptaka w określonym porządku kulturowym. Współczesna artystka może natomiast pokazywać skutki ingerencji człowieka w środowisko. Każdy z nich patrzy na naturę inaczej. A jednak wszyscy ją zauważają. Właśnie ta ciągłość wydaje się szczególnie interesująca. Przez czterysta lat zmieniały się style, techniki i języki artystyczne, ale natura pozostawała jednym z najważniejszych tematów sztuki. Zmieniła się natomiast pozycja człowieka.
Dawne obrazy często pokazują człowieka jako obserwatora. Patrzymy na ogród, las, rzekę, ptaka albo kwiat. Współczesna sztuka przypomina, że obserwator nie stoi poza kadrem. Jest jego częścią. A jego działania zmieniają to, co znajduje się przed nim. To sprawia, że wystawa nie jest wyłącznie podróżą w przeszłość. Jest także spojrzeniem na teraźniejszość.
Z muzeum prosto w detal
Wystawie towarzyszy program edukacyjny, który pozwala spojrzeć na naturę nie tylko z perspektywy historii sztuki, lecz także bardzo blisko – przez detal, kształt, kolor i fakturę. Podczas lekcji na wystawie uczestnicy i uczestniczki będą szukać odpowiedzi na pytanie, jak czerpać z natury tu i teraz. W centrum zainteresowania znajdą się piękno i nadzieja, ale także to, co na co dzień łatwo przeoczyć: drobny liść, kształt kwiatu, sylwetka owada czy ptaka.
Po obejrzeniu wystawy grupa przeniesie się do zabytkowego Pokoju Brzozowego. Tam stworzymy kartki inspirowane kompozycjami z dawnych zielników, martwych natur i japońskich scen kachō-ga. Za modele posłużą prawdziwe rośliny i kwiaty. Ich odrysowane kształty połączymy z przedstawieniami owadów i ptaków, tworząc oryginalne dekoracje i symboliczne sceny. To nie tylko twórcza zabawa. W czasie zajęć utrwalamy wiedzę o dziełach sztuki botanicznej i o kulturach, w których te dzieła powstały. A przy tym pogłębiamy swoją wrażliwość na rośliny i zwierzęta, których często nie zauważamy.
Zajęcia przeznaczone są dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych, a ich przebieg dostosowywany jest do wieku i wrażliwości uczniów i uczennic. Centrum Kultury ZAMEK zaprasza także grupy osób ze szczególnymi potrzebami w obszarze czucia i rozumienia. Zajęcia trwają około 90 minut.

Zielnik na miejskim chodniku
Program wystawy wychodzi zresztą poza jej sale. W planach są także oprowadzania dla rodzin oraz seniorów i seniorek, a także etnobotaniczne spacery, podczas których będzie można poszukać ciekawych roślin użytkowych w centrum miasta. Bo natura wcale nie zaczyna się za granicami Poznania. Wystarczy wyjść z Zamku i rozejrzeć się uważnie. Drzewa przy ulicach, rośliny wyrastające między płytami chodnikowymi, trawy na nieużytkach, ptaki na dachach i owady pojawiające się w miejskich parkach tworzą własny, współczesny ekosystem. Nie zawsze go zauważamy. Miasto przyzwyczaiło nas do patrzenia przede wszystkim na architekturę, samochody, witryny i ludzi. Tymczasem pomiędzy tym wszystkim toczy się inne życie.
Być może właśnie dlatego wystawa w Zamku może mieć znaczenie wykraczające poza sztukę. Po obejrzeniu setek lat przedstawiania natury łatwiej spojrzeć na własne otoczenie jak na coś wartego obserwacji. Kwiat przy ulicy może przestać być anonimową rośliną. Ptak na parapecie może stać się częścią większej opowieści. Drzewo, które mijamy codziennie, może nagle przestać być jedynie elementem miejskiego krajobrazu. Sztuka nie musi nam mówić, co mamy o tym wszystkim myśleć. Wystarczy, że sprawi, iż zaczniemy patrzeć uważniej.
Wystawa, która nie daje się zamknąć w jednej epoce
„Świat jak zielnik” wymyka się prostemu podziałowi na wystawę historyczną i współczesną. Z jednej strony mamy dzieła sprzed setek lat, z drugiej – prace powstałe w odpowiedzi na problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj. Pomiędzy nimi rozciąga się ogromna przestrzeń, w której zmieniają się style, technologie i sposoby myślenia.
XVII i XVIII wiek chciały ją poznawać i klasyfikować. Przełom XIX i XX wieku szukał w niej nastroju, symbolu i duchowego doświadczenia. Japońska tradycja kachō-ga pokazywała subtelne relacje pomiędzy kwiatem, ptakiem, porą roku i przemijaniem. Współczesność pyta natomiast, czy w świecie gwałtownych zmian klimatycznych możemy nadal patrzeć na naturę wyłącznie jak na przedmiot ludzkiej obserwacji.

Patrzeć, zanim zniknie
Anna Król mówi o świecie jako zielniku, w którym przechowywane są wizualne znaki natury. To obraz trafny również dlatego, że zielnik zawsze zawiera w sobie pewne napięcie. Jest świadectwem zachwytu nad rośliną, ale jednocześnie świadectwem jej zatrzymania, odebrania jej naturalnego kontekstu.
„Świat jak zielnik” nie próbuje dać jednej odpowiedzi na pytanie, czym jest natura w sztuce. Zamiast tego pokazuje, jak bardzo zmieniało się nasze spojrzenie na nią – od potrzeby dokumentowania i porządkowania, przez zachwyt i symbol, po współczesną refleksję nad kryzysem klimatycznym i relacją człowieka z przyrodą. Można przyjść dla Wyspiańskiego, Merian czy Dalego. Można przyjść z ciekawości wobec japońskiego kachō-ga. Można zainteresować się dawnymi zielnikami. Można też po prostu zobaczyć, jak zmieniło się nasze spojrzenie na kwiat, ptaka, drzewo i krajobraz. A potem wyjść z Zamku i sprawdzić, co rośnie na najbliższym skrawku zieleni.
Być może właśnie wtedy wystawa zacznie działać naprawdę.

Świat jak zielnik. Natura w sztuce od XVII do XXI wieku
Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu, 5 września – 6 grudnia 2026 roku
Kuratorka: Anna Król
Współpraca: Kaja Mucha
Identyfikacja wizualna: Antonina Kieliszewska
Producentka: Magdalena Tomczewska
Wystawę można oglądać od wtorku do niedzieli w godz. 12–19. W poniedziałki ekspozycja jest nieczynna. Bilety: 25–35 zł.