Organizator:

Sztuka ulotnego malowania

02.06.2021 07:01:58

Podziel się

Mehendi to słowo oznaczające w Indiach hennę, a ta w różnych miejscach na świecie tradycyjnie używana jest do zdobienia dłoni i stóp. Na taki „makijaż ciała” decyduje się też coraz więcej poznanianek. Maluje je Klaudyna Bronowska, dla której spotkanie z każdą klientką jest formą medytacji…

Rozmawia: Anna Skoczek
Zdjęcia: Katarzyna Wołyniak, archiwum prywatne bohaterki

O co w ogóle w tym chodzi?

Tradycyjnie wzory malowane henną mają znaczenie rytualne, ochronne, religijne i magiczne, ale też po prostu ładnie wyglądają. A kobiety zawsze lubiły i nadal lubią się ozdabiać.

Czyli tak jak u nas kobiety robią sobie makijaż na twarzy, to kobiety w krajach arabskich czy Indiach malują sobie dłonie i stopy.

Dokładnie. Tak jak u nas przed ślubem kobiety układają sobie włosy i robią makijaż, to tam jeszcze dodatkowo idą do hennistki. To jest jeden z obowiązkowych elementów ślubnych.

Tak naprawdę znamy się z liceum. Wiem, że zawsze miałaś artystyczne zacięcie i zdolności plastyczne, ale jak to się stało, że zaczęłaś malować henną?

Studiowałam archeologię i etnologię i po raz pierwszy o malowaniu henną usłyszałam właśnie na studiach. A że zawsze marzyłam o tym, żeby robić tatuaże, to henna była dla mnie objawieniem. To też jest praca z ciałem i jeszcze do tego mocno zakorzeniona w tradycjach orientalnych kultur. Jakiś czas później mój przyjaciel wyjechał do Indii na swoją życiową wyprawę i przywiózł mi z tej podróży… kilogram hennowego proszku. Uczyłam się nią malować szukając informacji w Internecie. Wyjechałam też na wykopaliska do Sudanu i tam spotkałam kobiety, które się malowały henną.

To niesamowita przygoda…

Było to głęboko na wsi i tam kobiety malowały sobie henną końcówki palców i paznokcie. Robiły to ze względów kosmetycznych. Tak naprawdę jednak wszystkiego w tym temacie nauczyłam się sama, od zera. Najpierw zaczęłam malować siebie, później malowałam znajomych, aż w końcu założyłam sobie profil w mediach społecznościowych i jakoś to wszystko się mocno rozwinęło.

Traktowałaś to cały czas jako hobby?

Dokładnie tak. Przy czym mniej więcej jakieś cztery lata temu w Polsce zaczęło się już głośniej mówić o naturalnej hennie, która nie ma nic wspólnego z tą tak zwaną „czarną”, syntetyczną, często szkodliwą. Mam tu na myśli tę, którą są wykonywane na przykład czasowe tatuaże nad polskim morzem. Wtedy zaczęła się też moda na wzory indyjskie przy stylizacji paznokci. I zaczęły się do mnie odzywać dziewczyny zainteresowane tego typu zdobieniem.

Czy to, co malujesz, to są właśnie jakieś szablony?

Nie, nie! Wzory maluję od ręki. Żaden szanujący się hennista czy hennistka nie będą używali szablonu, ponieważ istotą tworzenia tych wzorów jest to, że powstają one pod wpływem chwili. Są unikatowe i ulotne. Nie ma dwóch takich samych.

A sama henna?

Wyrabia się ją ze sproszkowanych liści drzewka o wdzięcznej nazwie lawsonia bezbronna. Proszek miesza się z wodą, z cukrem, który nadaje sprężystości całej substancji i olejkiem eterycznym. Pastę przekłada się później do celofanowych rożków, przypominających takie małe rękawy cukiernicze i za ich pomocą maluje się skórę. Jeśli chodzi o wzory, to istnieją pewne stylistyki zakorzenione w różnych kulturach. Zdobienie ciała henną tradycyjnie związane jest z kręgiem kultury arabskiej i indyjskiej. Każdy z tych kręgów ma swoje konkretne motywy. W Indiach pojawiają się postacie ludzi, zwierząt, bogów, kwiaty, szachownice. Wzory są bardzo koronkowe i kompleksowe, zajmują całe ręce, czasem aż do łokcia i całe nogi aż do kolan. W kręgu kultury arabskiej spotkamy wzory mocno geometryczne, charakterystyczne dla Afryki północnej albo wzory kwieciste, bardzo płynne, bardzo ozdobne. Jednak w wyniku globalizacji, henna przestała być zarezerwowana tylko dla twórców związanych z daną kulturą. Dzisiaj te wzory się ze sobą przenikają. Każdy hennista tworzy swój własny styl, z motywów tradycyjnych wybierając to, co mu się najbardziej podoba, i przetwarzając to przez swoje upodobania i swoją wrażliwość. Dotyczy to nawet artystów arabskich czy hinduskich, mocniej osadzonych w symbolice i rytualnym wymiarze henny.

A co oznaczają te wzory?


Motywy tradycyjne związane są ze szczęściem, pomyślnością, płodnością, rozkwitem, ochroną przed złymi mocami. W wymiarze kulturowym henna związana jest z konkretnymi świętami i tak zwanymi rytuałami przejścia, wyznaczającymi zmianę w życiu danej osoby. Dlatego tak ważne jest zdobienie ciała z okazji ślubu. Dotyczy to nie tylko panny młodej, ale w niektórych regionach także pana młodego. Te wzory, którymi pokrywa się ręce i nogi przyszłej mężatki w trakcie tak zwanej „Nocy henny” (odpowiednika naszego wieczoru panieńskiego), mają być błogosławieństwem i zapewnić jej pomyślność, radość i płodność w małżeństwie. Dlatego mamy tu kwiaty, rozwijające się pąki. U Hindusów jest to szachownica lub paw, które przynoszą szczęście, wizerunki młodych małżonków i bogów. Ciekawym zabiegiem jest ukrycie wśród misternych ozdób imienia pana młodego, które on powinien znaleźć w noc poślubną... W motywach geometrycznych, charakterystycznych dla Afryki północnej, pojawiają się kreski, które sygnalizują życiodajny deszcz albo linie faliste oznaczające płynącą wodę. To też są motywy związane ze szczęściem. Wszystkie te elementy mają chronić ozdobioną osobę przed złymi mocami, przed „złym okiem”.

Czy spotkałaś się kiedyś z taką sytuacją, że ktoś Cię pomylił i myślał, że skoro malujesz henną, to znaczy, że na przykład malujesz serduszka albo kotwice, jak w nadmorskich kurortach?

Zdarza się tak, kiedy maluję na festiwalach i eventach. Zwłaszcza, jeśli zbiegną się dzieci. W przypadku klientów umawiających się na indywidualne sesje – bardzo rzadko. Dziewczyny, które się do mnie zgłaszają, zazwyczaj wiedzą, że jest to sztuka związana z tradycją, że mamy konkretne wzory. Są to często osoby, które wiedzę o tradycyjnej hennie przywiozły z podróży. Gorzej z wiedzą na temat samego barwnika. Nie wszyscy wiedzą, że naturalna henna daje kolory od rudego, przez brąz, aż po głębokie bordo.

Tradycyjnie maluje się tylko ręce i nogi. Czy są jeszcze jakieś inne części ciała, które są ozdabiane w tych ważnych momentach?

Raczej przyjęło się, że malowane są tylko ręce i nogi, ponieważ one są najbardziej widoczne. To, że teraz malowane są też inne części ciała wynika z tego, że henna staje się coraz bardziej popularna na Zachodzie i używana do tworzenia tymczasowych tatuaży.

Jak długo trwa malowanie dłoni?

To zależy od wielkości i skomplikowania wzoru. Zazwyczaj pomalowanie jednej dłoni trwa około godziny, całego przedramienia do dwóch.

A jak długo trzyma się ta henna?

W zależności od miejsca na ciele – tydzień, dziesięć dni, czasami dwa tygodnie. Pasta hennowa pokrywa najbardziej zewnętrzną, zrogowaciałą warstwę naskórka. Zawarte w niej garbniki, które pochodzą z liści drzewka hennowego, łączą się z keratyną budującą naszą skórę, paznokcie i włosy. Wyschniętą pastę zdrapujemy, ale barwiące molekuły zostają w skórze. Najgrubsza warstwa naskórka znajduje się na dłoniach i na stopach, więc tam kolor zawsze jest najładniejszy i najmocniejszy. Z drugiej strony dłonie myjemy najczęściej, czyli tam zabarwiony naskórek ściera się najszybciej. Na dłoniach henna trzyma się zazwyczaj około tygodnia. W innych miejscach na ciele dłużej, ale kolor najczęściej wychodzi bardziej delikatny.

Wspomniałaś wcześniej, że to sztuka. Nie jest Ci żal, że dzieła, które robisz, znikają tak szybko?

Czasem tak. Ale dla mnie jest to coś tak ulotnego, jak usypywanie przez mnichów buddyjskich mandali z piasku. Samo malowanie henną jest dla mnie pewną formą medytacji i skupienia poprzez sztukę. A to, co jest prawdziwą magią, to spotkania z ludźmi, których ciało ozdabiam. Nigdy nie powstają dwa takie same wzory. To, co maluję, jest związane z moim spotkaniem z daną osobą i relacją, która się między nami tworzy. Często też same klientki mówią mi, że dla nich także jest to czas wyciszenia się, skupienia i relaksu.

I to faktycznie tak jest, że klientki przychodzą do Ciebie przed jakimiś ważnymi wydarzeniami w ich życiu?

Tak. Jest zainteresowanie malowaniem z okazji ślubu, czasem dziewczyny malują się przed wyjazdem na imprezy, bardzo popularne jest robienie sobie takich wzorów przed wakacjami. Ale zdarza się też, że przychodzą osoby, które chcą uczcić w ten sposób inne ważne rzeczy w życiu. Czasem jest to zdany egzamin, czasem znalezienie nowej pracy.

Mężczyźni też malują się henną?

Tak, ale raczej nie robią sobie tradycyjnych wzorów. Przychodzą najczęściej w celu „przymiarki” przed zrobieniem sobie prawdziwego tatuażu. Wtedy korzystają z drugiego naturalnego barwnika, który mam w ofercie, czyli jagui. Jagua pochodzi z Ameryki Południowej i jest wyciągiem z owoców tropikalnego drzewa. Jeśli ktoś kojarzy rdzennych mieszkańców Amazonii, którzy chodzą w koralikach, z piórami i mają wymalowane ciała, to oni właśnie stosują ten barwnik. Jagua barwi na kolor grafitowy, granatowy, czasem prawie czarny. Na Zachodzie pojawiła się stosunkowo niedawno, można powiedzieć, że to swego rodzaju nowość.

A jak już pojawił się temat tatuaży, to będziesz je kiedyś robić?

Już robię. W maju zaczęłam pracę w Hex Tattoo Studio na Jeżycach. Tam będę robiła swoje wzory.

Też od ręki?

Nie odważyłabym się. Te wzory będą wcześniej projektowane.

Czyli spełniasz swoje marzenia i plany…

Moim marzeniem jest jeszcze wyprawa do Indii, a taką wisienką na torcie będzie rysowanie komiksów. Byłyby ładne i miałyby dużo pięknych wzorów…