Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Targowi partnerzy

Podziel się

Ojciec i córka. Zenon Żurek i Aleksandra Żurek. Oboje w firmie Partner Targi od zawsze. On dba o finanse, aspekty prawne, jest filarem, od którego czerpią wszyscy. Ona zarządza projektami, zdobywa kontrakty, lata na krańce świata, dopinając szczegóły umów i nawiązując relacje, które w biznesie są bezcenne. Od prawie 40 lat budują stoiska targowe z sukcesami i niemal codziennie zgłaszają się do nich kolejne firmy z ogromnymi zleceniami. Tych mniejszych też nie odrzucają. Stawiają na jakość, cenią swoich pracowników, bo bez nich żadna realizacja by się nie udała, a przy tym doskonale się uzupełniają.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Jak Wam się razem pracuje?
Aleksandra Żurek:
Świetnie.
Zenon Żurek: Doskonale.

Dlaczego?
AŻ: Myślę, że pomimo tego, że jesteśmy zupełnie inni, to w życiu kierujemy się podobnymi wartościami. Oczywiście wynika to z faktu, że jesteśmy rodziną i mamy do siebie zaufanie. To daje niezwykły komfort pracy, bo w każdej sytuacji możemy na sobie polegać.

ZŻ: Wie Pani, ja tę firmę zakładałem, znam ją od podszewki. Zaczynałem jako pracownik fizyczny, przeszedłem przez wszystkie szczeble i działy. Cieszę się, że jest tutaj Ola, która wniosła do firmy młodość, energię, wspaniałe pomysły. Ona ma wielką pasję i chęć do działania, ale potrafi świetnie odnaleźć się też w trudnych sytuacjach.

AŻ: Tata to oczywiście filar tej firmy. Jest mocno osadzony w twardych tematach, takich jak sprawy finansowe, podatki, kwestie prawne. Ja jestem żołnierzem, który jest wysyłany na front pod bacznym okiem taty (śmiech). Znam się na sprzedaży, zajmuję się nią już 20 lat. Zresztą od dziecka jestem w firmie. Pamiętam, że już jako mała dziewczynka krzątałam się na produkcji, poznając poszczególne osoby. Można powiedzieć, że się tutaj wychowałam. Przyznaję, że miałam przerwę, bo chciałam zobaczyć, co jest poza światem targowym, ale szybko wróciłam. Dzisiaj jestem spełniona i szczęśliwa. Wie Pani, co jest niezwykłe w tej pracy? Że tutaj codziennie dzieje się coś nowego. To mocno poszerza horyzonty. Poza tym każdy pracownik ma dużą swobodę działania, ale i odpowiedzialność.

Co oznacza ta odpowiedzialność?
ZŻ: Dajemy naszym pracownikom dużą samodzielność w działaniu i odpowiedzialność za swoją pracę. Branża, w której się obracamy, jest mocno relacyjna. Istnieje wiele niebezpieczeństw realizacyjnych, związanych z logistyką, dotarciem na czas, czy na przykład jakieś nieporozumienia, które mogą wystąpić, często nie z naszej winy. Trzeba umieć sobie poradzić. Ostatnio, jadąc na targi do Barcelony, na ostatnim odcinku trasy, przy granicy francusko-hiszpańskiej, natrafiliśmy na strajk rolników. TIR-y wielu firm targowych, które wówczas budowały stoiska na tym evencie, w tym naszej, utknęły na granicy i dotarły do celu z półdniowym opóźnieniem. Zbudowaliśmy to stoisko dzięki zaangażowaniu naszych pracowników – mamy wspaniałe ekipy montażowe, które w takich sytuacjach mocno się mobilizują i ewentualne opóźnienia szybko nadrabiają, tak aby stoisko powstało na czas. Sama Pani widzi, że nasz tryb pracy jest mocno zadaniowy, a ludzi oceniamy po wyniku końcowym. Na tym polega odpowiedzialność. Takie działania oczywiście powodują, że klienci do nas wracają, a w tej branży to bardzo ważne.

Jak motywujecie ludzi do pracy?
ZŻ: Dobrze im płacimy, zapewniamy dobre warunki pracy, dbamy o ich dobrostan. Tłumaczę ludziom, że nie jestem ich szefem, tylko płatnikiem. Ich faktycznym pracodawcą jest klient, to on płaci, dlatego trzeba zadbać o niego najlepiej, jak potrafimy. Nasza firma jest firmą rodzinną, zależy nam na dobrej atmosferze. Marka firmy jest zależna od marki poszczególnych osób. U ludzi zwracamy uwagę na wartości. Wiele razy zdarzyło nam się zatrudnić osoby bez doświadczenia, ale zbudowanych wewnętrznie. Pracowników można nauczyć wykonywania poszczególnych zadań, a wartości albo w człowieku są, albo ich nie ma. Ludzie, których zatrudniamy, są naszą wizytówką.

Dzięki temu pewnie macie taką renomę…
AŻ: Nasza firma rodzinna jest bardzo doceniana w Europie przez kontrahentów. Ludzie cenią nas za to, że mamy rodzinną atmosferę, własne zaplecze produkcyjne oraz rzetelne ekipy montażowe, które współpracują z nami od lat – pozwala nam to kontrolować proces realizacji od A do Z, dobierać ekipy według stopnia trudności realizacji i planować dokładnie harmonogram, tak aby liczba zleceń odpowiadała naszym możliwościom produkcyjno-montażowym.

ZŻ: Nie chcemy iść na ilość, tylko na jakość. Wykonujemy taką liczbę zleceń, jaką jesteśmy w stanie zrealizować. Działamy nieszablonowo. Każde nasze stoisko jest inne, budujemy dla różnych klientów, za każdym razem na innych terenach targowych. Działamy głównie w Europie, ale coraz częściej realizujemy zlecenia na innych kontynentach.

Pandemia Was pewnie zatrzymała.
AŻ: To był bardzo trudny czas. Zostaliśmy odcięci od zleceń z dnia na dzień, na półtora roku. Oczywiście poradziliśmy sobie w tej sytuacji, natomiast naszym sukcesem, chyba największym w tych czasach, było to, że utrzymaliśmy całą załogę produkcyjną. Uruchomiliśmy nową markę – Partner Interiors, co pozwoliło nam zająć się remontem wnętrz i produkcją mebli do biur i domów. W pandemii, podczas lockdownu, ludzie mieli więcej czasu na przyjrzenie się wnętrzom, w których wówczas przebywali, i zaczęło spływać sporo zleceń na aranżacje wnętrz i remonty – tutaj znaleźliśmy swoją niszę. Zresztą pomysł na tego typu działalność miałam w głowie od dawna, ale nigdy nie było kiedy go wdrożyć.

Czyli pandemia przyspieszyła to, co nieuniknione?
AŻ: Dokładnie tak. Do dziś mamy wiele zleceń w ramach Partner Interiors i na bieżąco je realizujemy. Udało nam się wyposażyć w nowe meble i wyremontować sklepy, showroomy, instytucje użyteczności publicznej, jak szkoły i urzędy, a także wnętrza typowo komercyjne, jak siedziby firm, oraz przeprowadzić kompleksową realizację wyposażenia biura dla naszego klienta na południu Francji w Montpellier.

ZŻ: Wciąż jednak filarem naszej działalności są stoiska targowe. Mieliśmy taki ciekawy przypadek w styczniu tego roku. Zadzwonił klient, który poprosił o pomoc, ponieważ został bez wykonawcy we Frankfurcie na targach. Zamówił u tego wykonawcy cztery stoiska, ale ekipy montażowe się nie zjawiły. Dlatego zadzwonił do nas, prosząc o pomoc. Zwykle nie realizujemy tego typu zleceń na ostatnią chwilę, ale że była to firma rodzinna, podobna do naszej, zdecydowaliśmy się im pomóc. Klient zapytał, czy jesteśmy w stanie w tak ekspresowym czasie cokolwiek wyprodukować i zbudować we Frankfurcie (a montaż już wówczas trwał i do rozpoczęcia targów zostało zaledwie kilka dni).

Zbudowaliście?
AŻ: Wszystkie projekty zostały wykonane w ciągu
24 godzin, podczas gdy zazwyczaj trwa to około tygodnia. W środę potwierdziliśmy zlecenie, dogadaliśmy cenę i zasady współpracy. W czwartek elementy stoisk były zapakowane na TIR-a i w piątek wieczorem dojechały do Frankfurtu. Na dzień przed rozpoczęciem targów (w poniedziałek) wszystkie stoiska były już gotowe w 100 procentach. To było szaleństwo, ale się udało (śmiech). Jednak bez zaangażowania naszych stolarzy, menadżerów i ekip montażowych byłoby to na pewno bardzo trudne.

Jak ma się branża targowa po covidzie?
ZŻ: Branża ma się lepiej niż przed covidem, ale w wielu przypadkach istotny jest aspekt ekonomiczny – klienci chcą być obecni na targach, ale zmniejszają powierzchnię stoisk lub ograniczają budżety. Oczywiście są branże, które nadal mocno prezentują się na targach – głównie są to nowe technologie, elektronika i motoryzacja.

Największe wyzwanie do tej pory?
ZŻ: Stoisko Abu Dhabi w Londynie. Miało 650 metrów kwadratowych parteru i 150 metrów piętra. Do zbudowania w niecałe 5 dni i 4 noce. Logistycznie ogromne przedsięwzięcie i trudne. Trudny był sam projekt, ponieważ zawierał bardzo dużo różnych elementów nietypowych. Znalazła się tam rzeka z ekranów ledowych, meczety, kopuły ażurowe z metalu. Całe nie miało standardowych ścian – wszystkie ściany były w kształcie trójwymiarowych fal. Zawierało dużo multimediów. Abu Dhabi budowało w sumie 110 osób podzielonych na dwie zmiany. Materiały wiozło 12 TIR-ów. Kolejnym takim trudniejszym wyzwaniem były wspomniane ekspresowe stoiska we Frankfurcie, a także stoiska reprezentujące państwa na targach turystycznych – Malediwy i Gruzję, przygotowane i zbudowane w bardzo krótkim czasie, gdyż instytucje rządowe decydują często o wyborze wykonawców w ostatniej chwili, na kilka tygodni przed targami.

AŻ: W ubiegłym roku prowadziłam trudny projekt. Była to realizacja w samym centrum Monachium. Budowaliśmy tam stoisko piętrowe dla producenta elektrycznych pojazdów z Chin. To druga tak potężna marka zaraz po Tesli. To było wyzwanie, bo obiekt stanął na centralnym reprezentacyjnym placu w mieście, poza terenami targowymi, trudno było tam dojechać, a montaż utrudniał 30-stopniowy upał i opady deszczu. Ale dla nas nie ma rzeczy niemożliwych.

ZŻ: Budowaliśmy też ogromne stoiska na targach motoryzacyjnych w Genewie. Stawialiśmy strefę VIP dla Coca-Coli na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej w 2018 roku. Specjalizujemy się w bardzo nietypowych zleceniach.

Dlaczego budujecie głównie za granicą?
ZŻ: W Polsce imprez targowych jest zdecydowanie mniej. Brak też dużych imprez o międzynarodowym znaczeniu – takie najczęściej odbywają się obecnie w Europie, głównie w Niemczech, Francji, Anglii, Hiszpanii i Włoszech. Drugim powodem jest duże uznanie, które mamy u klientów z innych krajów – polskie firmy targowe są często pierwszym wyborem, gdyż oferują wysoką jakość wykonania za o wiele niższą cenę niż firmy wykonawcze z tamtych krajów. Wyjazdy na targi zagraniczne poza tym są dużą zachętą finansową dla ekip i pracowników – obowiązują tam inne stawki niż krajowe, więc siłą rzeczy, aby utrzymać najlepszych pracowników i ekipy, musieliśmy im zapewnić pracę na tamtych warunkach.

Czy Pan, po tylu latach, nie ma dosyć tej pracy?
ZŻ: Trudno zrezygnować, jeśli praca jest jednocześnie pasją. Poza tym mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia…

AŻ: Tata kocha tę firmę i jest to dzieło jego życia.

A ja cieszę się, że mam takie wsparcie. Ta branża daje niesamowitą adrenalinę. Ciekawe, że po dwudziestu latach pracy nadal uczę się nowych rzeczy, wciąż się rozwijam. Codziennie mamy przed sobą nowe wyzwania. Za chwilę czekają nas kolejne realizacje, które dają nam pozytywną dawkę energii i motywacji, bo jak to kiedyś powiedział jeden z naszych klientów: „Branża targowa jest jak stacja benzynowa – działa non stop 24/7”. Bo jeden projekt jest w przygotowaniu, inny akurat na etapie montażu, a jeszcze inny jest ofertowany. Na różnych imprezach targowych, w różnych miejscach. Nie narzekamy na nudę i myślę, że osoby pracujące w naszej branży doskonale ten tryb pracy rozumieją i czerpią z niego sporo frajdy. 

www.partner.targi.pl