Organizator:

UWIeczniamy marzenia o zielonym Poznaniu

01.07.2021 11:51:21

Podziel się

Budują dla poznaniaków, traktując każdą inwestycję tak, jakby sami chcieli w niej zamieszkać. Dopasowują ofertę do każdego klienta, spełniając jego wyobrażenie o własnym mieszkaniu. Są jednym z największych poznańskich deweloperów. W ciągu 30 lat wybudowali prawie 140 budynków, w których mieszka ponad 6 tysięcy rodzin. UWI Inwestycje S.A. (Unia Wspólnego Inwestowania S.A.) – bo o nich mowa – to zespół fantastycznych ludzi, fachowców, którzy pracują w firmie od lat, doskonale znają rynek i jego potrzeby, są empatyczni i otwarci na innych. Na jego czele stoi Małgorzata Puchyła, prezes zarządu. Kobieta, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Miłośniczka Poznania i zieleni, która stawia na ekologiczne osiedla. Bez roślinności nie wyobraża sobie żadnej inwestycji, bo jak sama mówi: – Ludzie chcą mieszkać w ładnych, zadbanych miejscach, a bez zieleni nie da się budować pięknych, przyjaznych budynków.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Sławomir Brandt,
Andrzej Olszanowski
MAKIJAŻ: Natalia Andrzejczak

Małgorzata Puchyła, prezes zarządu jednego z największych poznańskich deweloperów – UWI Inwestycje S.A. – zaprasza mnie do gabinetu przy ulicy Roosevelta. Z okien roztacza się widok na cały Poznań.

Ale tu u Pani pięknie.

To prawda, proszę spojrzeć na tę wspaniałą panoramę. Miasto wręcz tonie w zieleni, która jest dosłownie wszędzie.

Rzeczywiście, pomiędzy budynkami jest sporo zieleni.

Uwielbiamy zieleń, dlatego tyle jej jest wokół naszych inwestycji. Ona jest nam bardzo potrzebna do życia.

Od jak dawna jest Pani w UWI?

Od samego początku. Wcześniej jako zastępca prezesa, a od trzech lat na stanowisku prezesa.

Dlaczego wybrała Pani akurat tę firmę?

Myślę, że decydująca była kwestia zaufania do Pana Jacka Cenkiela, który był pierwszym prezesem UWI. To był niesamowity człowiek, który potrafił kreować, rozwijać firmę, miał mnóstwo pomysłów, otwarty umysł. Łączyły nas te same ideały i wartości.
W pracy zgadzaliśmy się, że nie ma co gadać, trzeba realizować. Jak sama Pani widzi, mimo tego, że odszedł ponad rok temu, do dziś jest z nami. Jego zdjęcie, które dostałam od żony, wisi w moim gabinecie.

Piękny gest. Gdzie się Państwo poznaliście?

Poznaliśmy się w Wielkopolskiej Izbie Budownictwa. Pamiętam, że początkowo był bardzo negatywnie do mnie nastawiony i zaskoczony, że ktoś taki jak ja ubiega się o posadę w tej organizacji.

Dlaczego?

Ponieważ ówczesny dyrektor WIB opowiadał, że przyprowadzi na spotkanie rady nadzorczej doświadczonego inżyniera budownictwa. Pan Cenkiel spodziewał się więc starszego mężczyzny z dużym stażem pracy w tej branży. A tu nagle zjawiam się ja – inżynier ekonomistka w szpilkach znająca się na organizacji współpracy zagranicznej, a nie na budowach. Właśnie dlatego Pan Prezes nie do końca był pewny, że ktoś taki jak ja poradzi sobie w Izbie. Bardziej przekonałam do siebie Jego zastępcę, który ostatecznie dał mi szansę. Doskonale pamiętam ten czas.
Pół roku później moją pracę docenili już wszyscy i dostałam angaż na lata. W pewnym momencie uznałam, że na tyle rozwinęłam się w tym miejscu, że już więcej nie jestem w stanie zrobić. Zdecydowałam się odejść z Izby, a Jacek Cenkiel zaproponował mi przyjście do UWI. Okazało się, że był to doskonały pomysł.

I od razu trafiła Pani do zarządu?

Zostałam zastępcą prezesa zarządu UWI. Wtedy firma zaczynała realizację inwestycji dla Poznańskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Moim zadaniem był nadzór nad projektem i rozwijanie współpracy z tym partnerem. Tak rozpoczęła się moja przygoda z UWI, która trwa do dziś.

Pamięta Pani swoją pierwszą realizację?

Oczywiście, było to osiedle Murawa – Słowiańska. Piękne, kolorowe, pozytywne bloki, zaprojektowane przez doskonałych architektów. To jedna z inwestycji, którą zapamiętam do końca życia, choćby przez ulicę Hercena, której realizacja była dość… kłopotliwa.

Dlaczego?

Bardzo długo trwały negocjacje między zarządem Marketu a nami dotyczące partycypacji w budowie tej drogi. Negocjacje zakończyliśmy – można powiedzieć – dość żartobliwie. Od tamtego momentu powtarzam wszystkim, że należy uważać w jakim języku się mówi (śmiech).

To znaczy?

Na ostatnim, kluczowym spotkaniu, spotkałam się z samymi panami. Zanim przeszliśmy do meritum, panowie głośno omawiali mój wygląd w języku francuskim. Cierpliwie słuchałam i przyglądałam się tej ożywionej dyskusji. Kiedy skończyli zaproponowałam – również w języku francuskim – sposób zawarcia porozumienia.

Już widzę miny tych panów. Zgodzili się?

Tak, od razu. Podpisali dokumenty i wyszłam. Abstrahując od tej sytuacji, to było wspaniałe doświadczenie, pierwsza tego typu inwestycja UWI, współtwórcy Poznańskiego Towarzystwa Społecznego.

Pamiętam, że była spora kolejka na mieszkania w systemie TBS-u.

Oj tak, zresztą odkąd pamiętam na wszystkie mieszkania tego typu zawsze była kolejka. Kolejną inwestycję realizowaliśmy na ulicy Folwarcznej, następną dla Poznańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Obie cieszyły się ogromnym powodzeniem. Osobiście jestem bardzo dumna z Murawy, Folwarcznej, Naramowickiej oraz z inwestycji dla Spółdzielni.
Są to piękne realizacje w bardzo dobrych lokalizacjach. I cieszy mnie fakt, że miasto rozumiało, że grunty pod te inwestycje nie mogą być byle jakie i muszą spełniać standardy oczekiwań na lata. Budownictwo czynszowe musi cieszyć klienta, a ludzie mają dobrze mieszkać. Nie wszędzie w Polsce tak jest – to zależy od odwagi decyzyjnej miasta. Poznań ją ma.

Czy każda Wasza inwestycja jest skrojona pod konkretnego odbiorcę?

Każda nasza propozycja jest przygotowana pod dany teren, pod miejsce i otoczenie, w którym się znajduje. Od 18 lat sami prowadzimy badania rynku – chcemy dzięki temu wychodzić naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów. Oczywiście nie mielibyśmy tej wiedzy, gdyby nie zespół UWI, z którym mam ogromną przyjemność pracować. To ludzie, którzy przeszli przez wszystkie szczeble kariery w UWI. Doskonale znają się na swojej pracy. Dzięki temu wiemy, czego klient szuka, gdzie szuka i jak szuka. Inna oferta będzie na Piątkowie, a inna na Malcie, przy ulicy Wołkowyskiej.

Podoba mi się osiedle przy ulicy Mieszka I. Jest tam dużo zieleni…

Kiedy startowaliśmy z inwestycją przy ulicy Księcia Mieszka I, badania pokazały, że jednym z najbardziej istotnych elementów dla potencjalnych mieszkańców jest zieleń wokół osiedla. To był rok 2015. Przeprowadziliśmy nawet konkurs na nazwę osiedla i wygrało Botanika. Włożyliśmy mnóstwo pracy i energii, aby zrewitalizować zdegradowane miejskie tereny otaczające tę inwestycję.
Wokół domu nie może być klepiska, tylko piękna, zielona architektura, o którą docelowo zadbają wspólnoty mieszkaniowe. W tym przypadku projekt zieleni wykonali laureaci konkursu organizowanego z Poznańską Spółdzielnią Mieszkaniową – studenci Uniwersytetu Przyrodniczego, a my go zrealizowaliśmy.

Dlaczego ta zieleń jest taka ważna?

Bo to dzięki niej oddychamy. I chociaż nie jest to najtańsza architektura, to warto w nią zainwestować. Ludzie chcą mieszkać
w ładnych, zadbanych miejscach. Krótko mówiąc: bez zieleni nie da się budować atrakcyjnych, przyjaznych osiedli. Pamiętam takie niestandardowe działanie związane z wielką, starą lipą.
Chcieliśmy przesadzić ją z dużego terenu rozbiórki poprzemysłowej. Proszę sobie wyobrazić, że 20 lat temu nikt nie chciał się tego podjąć.
Dawano nam 10 procent szans na to, że drzewo przeżyje. Ponadto żadna firma nie dysponowała tak dużą maszyną, która objęłaby bryłę korzeniową. Znaleźliśmy taką dopiero w Berlinie. Podjęli się tej operacji, ale też dawali nam zaledwie 50 procent powodzenia, że drzewo przyjmie się w nowym miejscu.

Lipa rośnie?

Tak, rośnie do dzisiaj, już 20 lat. Jest ogromna i piękna. I właśnie o to nam chodzi.

Można było ją wyciąć – byłoby prościej, taniej i szybciej.

Ależ oczywiście, tyle że do dziś nie cieszyłaby poznaniaków. Na osiedlu Bolesława Śmiałego przesadzaliśmy stary, powojenny krzew róży. Był bardzo istotny dla właścicielki terenu ze względu na wartość sentymentalną. Zresztą sama za każdym razem, kiedy przechodzę w tym miejscu, spoglądam na tę różę.

Jak Wasze działania mają się do założeń Panelu Obywatelskiego?

Potwierdzeniem koncepcji naszych działań są właśnie wyniki najnowszego Panelu Obywatelskiego, w którym mieszkańcy Poznania wskazują na istotną funkcję zieleni w mieście. To świadczy o profesjonalizmie mojego zespołu. Dobrze mieszka się tam, gdzie jest zieleń. Docenia się części rekreacyjne. Z roku na rok zmienia się styl budowania placów zabaw. Kiedy stawialiśmy osiedle Stefana Batorego czy Zygmunta Starego, nie mogliśmy tak poszaleć jak dziś (śmiech).
Jestem pewna, że nowy plac przy ulicy Wołkowyskiej na Malcie będzie znacząco różnił się od pozostałych. Jest niestandardowy, będzie dobrze rozwijał dzieci. Teren wokół z drzewami przygotujemy tak, żeby rodzice mogli w cieniu obserwować swoje pociechy. Szykujemy się też z nowością w Polsce – lasami kieszonkowymi. Chcemy, by był to wspólny projekt z mieszkańcami sąsiednich terenów, na roboczo jeszcze „Zielona Malta”.

Słyszałam, że wakacje nad Maltą zapowiadają się bardzo aktywnie.

Zgadza się. Przygotowaliśmy zajęcia i warsztaty pod hasłem „Aktywna Malta”, które poprowadzą lubiani, poznańscy trenerzy. Począwszy od 26 czerwca przez całe lato, aż do 28 sierpnia w każdą sobotę, o godz. 11:00 będą treningi biegowe, dla mam z wózkami, nordic walking, ćwiczenia ogólnorozwojowe dla dzieci oraz street workout.

Po co to robicie?

Ponad 29 lat tradycji firmy UWI Inwestycje – Unia Wspólnego Inwestowania – zobowiązuje. Nie zostawiamy naszych osiedli w potrzebie, a dzisiaj jest nią zdrowy ruch. Jesteśmy poznańskim deweloperem – budujemy w Poznaniu i jesteśmy z tego dumni. Mówiąc UWI myślimy – człowiek. Ta inwestycja ma być dla ludzi, wokół nich. Zawsze byliśmy przeciwni budowaniu zamkniętych osiedli, otoczonych murem. Nie ma lepszych ani gorszych mieszkańców. Chcemy, aby oni nawiązywali ze sobą sąsiedzkie relacje bez względu na to, gdzie mieszkają, ile mają lat i skąd pochodzą.

Dziś po prostu chcemy mieć sąsiada.

Dokładnie. Ale jeszcze kilka lat temu było zupełnie inaczej. Chcieliśmy mieć coś swojego, własnego, tylko dla siebie, separowaliśmy się od sąsiadów. Pamiętam, że trafił nam się lokator, bardzo wykształcony pan, który uznał, że skoro kupił mieszkanie, to jest jego własność i nie będzie płacić czynszu. Potem wpadł na pomysł, żeby wyliczać opłatę na podstawie ilości dni, które faktycznie spędził w mieszkaniu. Dzisiaj takie sytuacje są nie do pomyślenia.

W przyszłym roku 30 lat UWI. Jak zmieniało się budownictwo na przestrzeni lat?

Technologia to jedno, a chęć bycia nowoczesnym deweloperem to drugie. Od samego początku UWI przyświecała kreacja nowatorskiej przestrzeni, korzystania z maksymalnie szerokiego wachlarza możliwości architektonicznej i bardzo dobrych poznańskich architektów. Teraz realizujemy inwestycję nad Maltą przy ul. Wołkowyskiej, gdzie powstały już dwa etapy osiedla. Właśnie rozpoczęliśmy budowę kolejnego. Już wiemy, że będzie wspaniały! I widzi Pani – kolejny raz potwierdza się fakt, że bez dobrego zespołu nic się nie da zrobić.

O tym wie tylko mądry menadżer.

Ja myślę, że każdy o tym wie, ale nie każdy chce się do tego przyznać.

Z której inwestycji jest Pani szczególnie dumna?

Z każdej. Dlatego, że stanęła i cieszy nas do dzisiaj, a przede wszystkim, że służy ludziom, którzy w niej mieszkają. Zawsze podkreślam, że dotychczas daliśmy dach nad głową ponad 6 tysiącom poznańskich rodzin. To ogromna odpowiedzialność i jednocześnie wartość.

Czy odczuwacie, że przybyło konkurencji na rynku deweloperów?

Widzimy obecność wielu deweloperów. Kiedy zaczynaliśmy, na rynku były trzy firmy. Dzisiaj na targach mieszkań i domów jest ich ponad trzystu. Nie możemy narzekać na konkurencję – ona była, jest i będzie. Trzeba robić swoje i robić dobrze. Mamy swoich klientów, wiemy jak budować i gdzie, wiemy jak oferować i stwarzać ludziom miejsca do życia. Po tylu latach pracy klienci doskonale nas znają, ufają i polecają dalej.

Czy pandemia zatrzymała Wasze inwestycje?

Pandemia na początku nas zatrzymała, ale szybko wprowadziliśmy sprzedaż internetową. To pokazało, że nawet w tak trudnych okolicznościach klienci czują się z nami bezpiecznie, co daje motywację do jeszcze cięższej pracy.

Dlaczego budownictwo mieszkaniowe daje taką frajdę?

Bo tworzymy miejsca dla ludzi, dla ich rodzin. Każde z tych mieszkań traktujemy jakby było nasze. Każde jest naszym dzieckiem. Każde jest dla nas równie ważne.

Dlaczego Pani to robi?

Bo ja to lubię. Ta praca nieustannie daje mi satysfakcję, rozwija, dzięki niej się nie starzeję (śmiech). Lubię rozmawiać z młodymi ludźmi, wsłuchiwać się w ich marzenia i te rozwiązania przekładać na nasze inwestycje. Chcemy za nimi nadążyć, może nawet czasami wyprzedzać ich potrzeby. I wie Pani co? Ja lubię Poznań, to fantastyczne miasto, które bardzo się zmienia. Zresztą proszę spojrzeć przez okno. Czyż nie jest pięknie?

Jest.

A będzie jeszcze ładniej, zobaczy Pani.

Trzymam za słowo!

Od lewej: Marcin Polewski – Dyrektor Techniczny, Małgorzata Jastrzębska – główna księgowa, zastępca prezesa, Małgorzata Puchyła – prezes zarządu, Daria Miszczyk – dyrektor sprzedaży, Rozalia Ignerska – radca prawny, prokurent

Za makijaż do sesji zdjęciowej, pani prezes Małgorzaty Puchyła, dziękujemy Natalii Andrzejczak.