Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Wiosna w ogrodzie

Podziel się

Czujecie to? W powietrzu unosi się zapach... No właśnie – zapach wiosny. Dni robią się coraz dłuższe. Słońce zaczyna tak przyjemnie grzać… To jest ten znak, na który wszyscy czekaliśmy. Nadszedł marzec. A marzec w ogrodzie to – powiedzmy sobie szczerze – miesiąc-fundament pod cały sezon.

TEKST: Elżbieta Ignacionek

ZDJĘCIA: Adobe Stock

 

Szczególnie u nas, w Wielkopolsce, która z jednej strony zalicza się do „polskiego bieguna suszy”, a z drugiej miewa kapryśne przymrozki. To jest ten moment, kiedy kładziemy podwaliny pod przyszłe plony, pod tę całą feerię barw i smaków. No to co? Zanurzmy się w temat i sprawdźmy, jak sprawić, żeby ten start był po prostu najlepszy z możliwych.

Marcowe obietnice

Marzec to jest taka czysta obietnica. Obietnica tych świeżych, chrupiących warzyw prosto z grządki, soczystych owoców i kwiatów, które będą nas cieszyć aż do późnej jesieni. Każda kropla potu, każda minuta spędzona teraz w ogrodzie – to wszystko zaprocentuje przez resztę roku. Oto przed nami czas działania. Ale żeby w tej całej marcowej gorączce prac się nie pogubić, mam jasny plan – taki nasz wielkopolski kalendarz ogrodnika. Przejdziemy sobie krok po kroku przez najważniejsze strefy ogrodu. Zaczniemy od ogólnego przygotowania, potem zajrzymy do warzywnika i ogrodu ozdobnego. Zdradzę parę sekretów produkcji rozsad, a na koniec zerkniemy jeszcze na drzewa i trawnik. Brzmi dobrze? No to zaczynajmy.

W marcu jak w garncu

Ale, ale! Zanim chwycimy za łopaty, trzeba pamiętać o jednym – marzec bywa kapryśny. To taki miesiąc, który w dzień potrafi nas rozpieszczać słońcem i temperaturą rzędu 10, a nawet 15 stopni, a w nocy zdradliwie złapać przymrozkiem. W Wielkopolsce mamy specyficzny klimat – silne wiatry potrafią wywiać wilgoć z gleby w mgnieniu oka, a przymrozki radiacyjne lubią wracać. Dlatego kluczem do sukcesu jest bycie gotowym na absolutnie każdą ewentualność. I tu wchodzi ona – agrowłóknina. To jest absolutna podstawa. Taka pierwsza zasada marcowego ogrodnika. Można powiedzieć, że to najlepszy przyjaciel naszych wczesnych siewek. Jest lekka, przepuszczalna, a jednocześnie stanowi świetną barierę dla mroźnego powietrza i wiatru, który często nazbyt radośnie hula u nas po nizinach. Dlatego warto mieć jej rolkę w zapasie, żeby w razie prognozy przymrozków móc błyskawicznie okryć te wszystkie wrażliwe młode roślinki. Prosty zabieg, a potrafi uratować całe grządki.

Aha, i jeszcze jedno dla fanów natury – jeśli wierzycie w moc Księżyca, to warto rzucić okiem w kalendarz biodynamiczny. Jak Księżyc rośnie, siejemy to, co plonuje nad ziemią (sałaty, groszek, por, szpinak), a jak maleje – to, co idzie w korzeń (marchew, pietruszka, rzodkiewka, dymka). Mała rzecz, a może pomóc.

 

Serce ogrodu, czyli warzywnik

To tutaj w marcu podejmujemy kluczową decyzję, która tak naprawdę ustawi nam całą resztę prac. Pytanie brzmi: które warzywa siejemy prosto do ziemi, a którym musimy dać fory i zacząć uprawę w domu? I tutaj kluczowe jest, żeby dobrze zrozumieć te dwie metody. Siew prosto do gruntu to opcja dla ogrodowych twardzieli – roślin, którym chłody nie są straszne. Ale uwaga, zanim wrzucimy nasiona, zróbmy „test grudki”. Bierzemy ziemię do ręki – jak łatwo rozpada się pod lekkim naciskiem palców, można siać. Jak się lepi w błotnistą kulkę – czekamy, bo zniszczymy strukturę gleby. A co konkretnie można teraz siać do gruntu? Lista jest całkiem długa. Już w pierwszej połowie marca, jak tylko ziemia rozmarznie, możemy ruszać z rzodkiewką, wczesną marchewką, szpinakiem, a także koprem i sałatą masłową. A pod koniec miesiąca do tej ekipy dołączają groch, bób, jarmuż czy pasternak. One wszystkie genialnie wykorzystają tę wilgoć, która została w glebie po zimie – a w Wielkopolsce o wodę trzeba walczyć, więc nie przegapmy tego momentu!

A teraz mam dla Was takie dwa małe, ale genialne triki, które oszczędzą masę pracy później. Wiadomo, marchew i pietruszka kiełkują strasznie wolno, więc co robimy? W tych samych rzędach wkładamy też nasionka rzodkiewki lub sałaty. Te dwa warzywa wschodzą błyskawicznie i w ten sposób same wyznaczą nam rzędy. Dzięki temu od razu widać, gdzie rosną nasze warzywa korzeniowe i można bezpiecznie pielić międzyrzędzia, bez strachu, że uszkodzimy te ledwo widoczne siewki.

A drugi trik? Nasionka, zwłaszcza marchewki, są bardzo malutkie i trudno jest je rozsiać w odpowiedniej odległości od siebie. Jak sypniemy z paczki, to potem czeka nas ogrom przerywania, bo wiadomo, jak będzie za gęsto, to marchewka będzie mała, a może nawet zbierzemy tylko nać (tak, nać marchewki też jest jadalna i bardzo zdrowa!). Dlatego świetnym sposobem jest ugotowanie krochmalu, a gdy wystygnie, wlanie go do butelki z dziubkiem, takiej choćby jak po płynie do naczyń. Do środka wsypujemy trochę nasion i potrząsamy butelką, a następnie lejemy cienkim strumyczkiem zawartość wzdłuż rowka. Nasionka pięknie się rozprzestrzeniają w krochmalu, więc przerywanie potem sprowadzi się do minimum. Proste i genialne, prawda?

Wracamy do domu, bo w tym samym czasie na domowych parapetach rusza prawdziwa fabryka. Produkcja rozsady to taki swoisty inkubator dla ciepłolubnych gatunków. Dajemy im po prostu lepszy start w domowym ciepełku. Marzec to idealny moment na wysiew selera (np. odmiany ‘Edward’), pora, no i całej rodziny kapustnych. Ale co najważniejsze – i tu uwaga – to jest absolutnie ostatni dzwonek na rozsadę pomidorów (polecam nasze klasyki jak ‘Malinowy Ożarowski’ czy ‘Faworyt’), papryki i bakłażana. Jeśli ktoś marzy o własnych soczystych owocach w lecie, to tego terminu po prostu nie można przegapić. Celujemy z pomidorami między 15 marca a maksymalnie 5 kwietnia.

 

Przedogródki i rabaty ozdobne

Zostawmy na chwilę warzywnik. Przenieśmy się teraz do ogrodu ozdobnego, bo tu w marcu królują dwa główne zadania. Po pierwsze, cięcie, które ukształtuje nam rośliny na cały sezon, i po drugie, siew kwiatów, żeby latem mieć te piękne barwne dywany. I tu pojawia się pytanie, które spędza sen z powiek naprawdę wielu ogrodnikom: co ciąć, a czego nie dotykać? Bo jeden zły ruch sekatorem i możemy pozbawić się kwiatów na cały sezon. Zobaczmy więc, jak uniknąć tej ogrodniczej katastrofy. Oto najważniejsza zasada cięcia w marcu, którą po prostu trzeba zapamiętać: tniemy teraz tylko te krzewy, które kwitną latem na pędach, które dopiero urosną w tym roku. Na przykład hortensje bukietowe (tniemy nisko!), budleje czy tawuły japońskie. One tworzą pąki na nowych przyrostach, więc cięcie im pomaga – będą miały gigantyczne kwiatostany. To też dobry czas na przycięcie traw ozdobnych i róż – te tniemy, gdy forsycje zaczynają kwitnąć. W przypadku róż, które kwitną na zeszłorocznych pędach, wycinamy tylko te martwe lub z oznakami choroby, jeśli umknęło to naszej uwadze jesienią. Tniemy też winorośle, im wcześniej, tym lepiej, zanim temperatury przekroczą 10 stopni, a roślina zacznie puszczać soki. W ten sposób unikniemy tzw. płaczu łozy, czyli wycieku soków, który utrudnia wiązanie pąków. Ale pod żadnym pozorem nie dotykamy teraz sekatorami forsycji, lilaków, hortensji ogrodowych, migdałków czy jaśminowców. Dlaczego? Bo one pąki kwiatowe zawiązały już w zeszłym roku. Jak je teraz zetniemy, to po prostu zetniemy wszystkie kwiaty. Na ich cięcie przyjdzie czas, ale dopiero po kwitnieniu.

Na iglakach i drzewach liściastych robimy opryski z preparatów olejowych przeciwko mszycom i przędziorkom. Dzięki temu zlikwidujemy stadium zimujące i zmniejszymy ryzyko inwazji tych szkodników latem. W marcu budzą się także rośliny cebulowe. Tulipany i narcyzy wymagają teraz dawki nawozu wieloskładnikowego, by zbudować masę zieloną przed kwitnieniem. To też idealny czas na odmłodzenie astrów alpejskich, liliowców czy jeżówek. Jak to zrobić? Najprościej, jak się da:

  • podważ kępę widłami szerokozębnymi, by nie przeciąć korzeni,
  • oczyść korzenie z ziemi i martwych pędów,
  • bryłę rozdziel rękami lub użyj ostrego noża (dla roślin o zwartym systemie) lub szpadla (dla silnych karp liliowców). Każda nowa sadzonka musi mieć przynajmniej dwa „oczka” (pąki),
  • miejsce cięcia odkaź środkiem grzybobójczym (np. sproszkowanym węglem drzewnym) i posadź w nowym miejscu, wzbogacając dołek kompostem.

A co z kwiatami jednorocznymi? Tutaj historia jest podobna jak w warzywniku. Wiele z nich potrzebuje takiego wcześniejszego startu. Marzec to jest po prostu idealny moment, żeby na parapetach wysiać te wszystkie popularne letnie hity: astry, aksamitki, cynie, petunie, lwie paszcze. Dzięki temu, kiedy w końcu zrobi się ciepło (zwykle po „zimnych ogrodnikach” w maju), my będziemy mieć już gotowe, całkiem spore, silne sadzonki do wysadzenia prosto na rabaty. A do gruntu pod koniec marca możecie już sypnąć nasionami groszku pachnącego, nagietków czy chabrów – one chłodu się nie boją.

Startowanie parapetowe

Skupmy się jeszcze chwilę na rozsadach, bo nie oszukujmy się – od jakości tych małych siewek zależy sukces całej późniejszej uprawy. Początkującym ogrodnikom proces ten może wydawać się skomplikowany, ale tak naprawdę można go zamknąć w trzech prostych krokach. Krok pierwszy: wysiew (do lekkiej ziemi, pamiętajcie o świetle – bez niego siewki będą wyciągnięte jak niteczki!). Potem, jak siewki podrosną, przychodzi czas na pikowanie. A na sam koniec, tuż przed wielką przeprowadzką do ogrodu, czeka nas kluczowe zadanie: hartowanie.

Przyjrzymy się tym krokom trochę bliżej. Nie wszystkie nasiona siejemy od razu do ziemi, dlatego przed sianiem warto dowiedzieć się czegoś więcej o kiełkowaniu poszczególnych warzyw czy kwiatów, a przynajmniej dokładnie przeczytać opisy na opakowaniach. Niektóre nasionka, jak choćby wspomnianych już pomidorów czy papryki, lepiej jest najpierw podkiełkować. Co to znaczy? Rozsypujemy nasiona tak, żeby się nie stykały, na wilgotnej ligninie, papierowym ręczniku lub innym podobnym podłożu, nakrywamy i zostawiamy w ciepłym miejscu. Cały czas utrzymujemy wilgoć, codziennie wietrzymy i sprawdzamy, czy już pokazują się pierwsze kiełki. Trwa to zazwyczaj około tygodnia do dwóch, a wtedy je odkrywamy. Trzeba pamiętać tu o trzech kluczowych rzeczach: podlewaniu – bo kiełki są delikatne i bez wody uschną (ale też ich nie topimy), cieple i dużej ilości światła. Gdy podrosną i będą miały pierwsze liścienie, zaczynamy akcję pikowanie. Co ważne – nie podlewamy wodą zimną, tylko o temepraturze pokojowej, bo szok termiczny hamuje wzrost korzeni; dbamy o cyrkulację powietrza, żeby nie pojawiła się pleśń; nie nawozimy, bo młode rośliny mają wystarczający zapas energii w nasionach.

A co to jest to całe pikowanie? To nic innego jak danie siewkom więcej miejsca do życia. Kiedy rosną w ścisku i zaczynają się stykać listkami, to od razu konkurują o światło i o jedzenie. Sygnałem, że już pora, jest pojawienie się dwóch tak zwanych liści właściwych. To te, które wyglądają już jak miniaturowe liście dorosłej rośliny. Wtedy bardzo delikatnie podważamy każdą roślinkę (trzymamy za listek, nigdy za łodyżkę!) i przesadzamy ją do osobnego, większego pojemnika do specjalnego podłoża do siewek. W przypadku pomidorów można sadzić głębiej, aż po same liścienie – łodyżki wypuszczą dodatkowe korzenie. To jest genialny zabieg, bo stymuluje korzenie do wzrostu i w efekcie mamy silną, krępą sadzonkę.

Mam tu jeszcze jeden tip na wzmocnienie sadzonek: stymulację dotykiem. Wystarczy delikatnie przesunąć dłonią po wierzchołkach siewek kilka razy dziennie. To imituje wiatr i zmusza roślinę do wytwarzania grubszej łodygi. I tu też nie nawozimy, bo ziemia do rozsad jest już odpowiednio przygotowana. Najważniejsze, to kupić dostosowaną do tego, co w nią zamierzamy przesadzić.

A hartowanie? To jest absolutnie niezbędny etap. Nie można go pominąć. Rośliny, które wyrosły na domowym parapecie, są po prostu delikatne. Wystawienie ich tak od razu na ostre słońce, wiatr i zmianę temperatury jest dla nich totalnym szokiem. Słońce spali młode listki, wiatr połamie delikatne łodyżki, a niska temperatura, zwłaszcza w nocy, sprawi, że stracimy roślinki. Szkoda i roślin, i naszej pracy. Dlatego przez tydzień, a nawet dwa (zwykle w kwietniu/maju), stopniowo przyzwyczajamy je do świata zewnętrznego. Zaczynamy od godzinki dziennie w jakimś cichym, osłoniętym miejscu i z każdym dniem wydłużamy ten czas. Dzięki temu roślina sama się wzmacnia i staje się w pełni gotowa na życie w ogrodzie.

 

Dopełnienie ogrodowego krajobrazu

No dobrze! Grządki i rabaty mamy zaplanowane, rozsady sobie rosną w siłę, to teraz pora zająć się tłem dla naszego ogrodu, czyli trawnikiem i drzewami. W końcu to one tworzą taką ramę dla całego ogrodowego obrazu.

Trawnik po zimie – bądźmy szczerzy – często wygląda dość smutno. Żółty, zadeptany, może z pleśnią śniegową. Ale spokojnie, kilka prostych zabiegów może zdziałać cuda. Zaczynamy od porządnego wygrabienia tego całego filcu i mchu. Potem kluczowa sprawa: wertykulacja, czyli pionowe nacinanie darni. To rozluźnia glebę i pozwala korzeniom w końcu odetchnąć. Jeśli gleba jest bardzo zbita, przyda się też aeracja (nakłuwanie). A na koniec, po tych wszystkich zabiegach, serwujemy trawnikowi porządny nawóz bogaty w azot. To jest najlepsze paliwo dla soczyście zielonej trawy – tylko zróbcie to po pierwszym koszeniu!

Marzec to też świetny moment na cięcie drzew owocowych: jabłoni, grusz i krzewów, na przykład porzeczek czy agrestu (te tniemy wcześnie, bo szybko startują!). Robimy tak zwane cięcie sanitarne. Co to znaczy? Po prostu usuwamy wszystkie gałęzie, które są chore, połamane albo rosną do środka korony, zagęszczając ją niepotrzebnie. I jeszcze jedna superważna rzecz, szczególnie dla posiadaczy brzoskwiń i moreli. W Wielkopolsce, gdzie wilgoć miesza się z ciepłem, szaleje kędzierzawość liści brzoskwini. Teraz, zanim pękną pąki, musimy wykonać oprysk miedziowy (np. Miedzianem) w temperaturze powyżej 6 stopni. To niezwykle ważny moment! No i trzeba posprzątać z drzew tak zwane mumie. To te zaschnięte owoce z zeszłego sezonu. One są wylęgarnią chorób grzybowych, więc pozbycie się ich jest niezbędne dla zdrowia całego sadu. Nie na kompost – zakopujemy głęboko albo utylizujemy!

Jak widać, marzec to miesiąc naprawdę intensywny, bo wszystkie prace ruszają z kopyta, ale przy tym niesamowicie satysfakcjonujący. Każda godzina spędzona teraz w ogrodzie, dosłownie każde posiane nasiono i każda przycięta gałązka to jest inwestycja. I to taka inwestycja, która zwróci się z ogromną nawiązką w postaci bujnej zieleni, kolorowych kwiatów i – co najważniejsze – pysznych własnych plonów.