Organizator:

Wszystko zaczyna się w dzieciństwie

30.09.2021 11:24:36

Podziel się

Przez krótkie historie przekazuje kawałek swojego życia, dzieli się spostrzeżeniami i doświadczeniami. Jej pierwsza opowieść na blogu antayastory.com jest o dziecku autystycznym. To jej swoisty coming out. Sylwia Piskulska jest wdzięczna za to, że przyszło jej się zmierzyć z chorobą syna. Dzięki temu porzuciła masowe postrzeganie. Przekonuje, że sami możemy wybrać, czy dziecko jest łatwą, czy trudną lekcją. Krok po kroku. Dzień po dniu. Wszystko zależy od nas.

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska-Matys ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Antaya. Dlaczego akurat taka nazwa?

Antaya to imię bohaterki mojej pierwszej opowieści. Posługując się jej postacią, dokonałam coming outu w kontekście procesu, który przechodzę i programów, jakim postanowiłam stawić czoła. Antaya wyszła z szafy w sensie dosłownym i w przenośni, i dlatego to jej imieniem oznaczyłam drogę, na którą weszłam.

Wszyscy kochamy historie. Ale pewnie tylko takie dobre i z happy endem.

Zauważ, że każda historia kończy się happy endem, tyle że niekoniecznie dla głównego bohatera… Poza tym, każde zakończenie mierzymy własnymi oczekiwaniami i skalą emocji osobistych doświadczeń. Do tego najczęściej na wszystko patrzymy fragmentarycznie, przez wąski pryzmat danej sytuacji. A ja lubię wznosić się wyżej i objąć wzrokiem szerszy plan. Czasem porażka bohatera musi się dokonać, by w jego życiu zrobiło się miejsce na nowe. Ubolewamy, że cierpi, tymczasem on żegna się ze schematem działania, uwalnia się od czegoś, żegna się ze starym…

Dlaczego postanowiłaś stworzyć bloga?

Każdy z nas kocha historie. I każdy z nas je pisze, choć nie każdy na papierze lub ekranie monitora. Robimy to codziennie, w każdej godzinie. Pewnego dnia po prostu zapragnęłam spisać opowieści na swój temat, bo wierzę, że nie jestem ich jedyną bohaterką. Tuż za ścianą, tuż za rogiem, za osiedlem, jest ktoś podobny do mnie, kto jest na tej samej ścieżce. Kto się potyka, upada, wstaje i śmieje się… Świat jest pełen tych samych historii…

Ktoś bardzo bliski mojemu sercu powiedział po przeczytaniu kilku pierwszych opowiadań, że dzięki nim świat stanie się lepszy o każde nasze wzruszenie i każdą zadumę nad sobą. Te słowa bardzo mnie poruszyły.

A czy blogi nie są już passe?

Poczułam, że blog to właściwe miejsce na dzielenie się swoimi historiami. I zupełnie nieistotne jest dla mnie, czy taką formę przekazu ktoś uznaje za passe… Wkładam taką sukienkę, na jaką właśnie mam ochotę, a nie taką, którą umieszczono w rankingu trendów modowych. To, co zawsze się liczyło i nigdy nie straci na wartości, to dobra treść, autentyczność i aktualna potrzeba. Wymykam się więc systemowi i temu, co mi oferuje. Zostaję na mniej uczęszczanej, za to spokojnej ścieżce. Jeśli ktoś ma mnie znaleźć, to mnie znajdzie.

W pierwszej historii poruszasz bardzo ważny temat – chorego dziecka. Dlaczego akurat padło na autyzm?

Bo właśnie z autyzmem przyszło mi się zmierzyć. Zawitał do mojego życia i dzisiaj jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Wspaniały nauczyciel bezwarunkowej miłości, a przy okazji wyjątkowo silna motywacja, by w końcu pożegnać w swoim życiu to, co nazywam systemowym działaniem. Porzuciłam masowe postrzeganie i zaczęłam odkrywać alternatywne drogi uzdrawiania – siebie samej i syna przy okazji.

Kto przykleja etykietki? Dzieci czy dorośli?

Najpierw dorośli, a w ślad za nimi dzieci. Programujemy je do takiego zachowania, najczęściej nieświadomie. Etykietowanie to również ocena. Zauważ, że na każdym kroku oceniamy, nie tylko innych, ale również siebie samych. Nie tylko werbalnie, ale też w myślach. Za pozornym uśmiechem często kryje się bardzo krytyczny osąd. Karcimy, potępiamy, dyskryminujemy, wpędzamy w poczucie winy, wartościujemy, czasem też nagradzamy. Codziennie przyklejamy setki etykietek i często przy tym stygmatyzujemy. A dlaczego? By dowartościować siebie, by zalepić tym niskie poczucie własnej wartości, a czasem dlatego, że robimy to z odruchu i nie potrafimy inaczej. Tak nas nauczono. Tak nas zaprogramowano. Można to oczywiście zmienić. Zaczynając od siebie. A dzieci, jako cudowni naśladowcy, pójdą tą drogą. Życie bez osądu, to życie pełne zaskakującej lekkości.

Każde dziecko to lekcja – zgadzam się z tym. Ale nie jest to lekcja łatwa.

Może być łatwa, może być trudna. Ty wybierasz.

Zobacz, ile w nas siedzi programów: „Życie jest trudne”, „Każde dysfunkcyjne dziecko to problem dla rodziny” i tak dalej… Wierząc w to, sprawiasz, że to właśnie ci się przydarza. Przyciągasz trudności i problemy. Do tego widzisz, że setki osób wokół ma podobnie, więc tym bardziej utwierdzasz się w przekonaniu, że tak właśnie ma być.

Póki wierzyłam, że autyzm jest nie do pokonania, że jest trudnym doświadczeniem, że komplikuje życie i relacje – to tak właśnie było. W chwili, gdy postanowiłam przestać w to wierzyć, wszystko się zmieniło. Dosłownie wszystko. Zaczęłam przyciągać do siebie właściwych ludzi, właściwe sytuacje, właściwe okoliczności. To się nie stało z dnia na dzień. Moja świadomość była wypełniona blisko czterdziestoletnim bałaganem różnych fałszywych przekonań. Potrzebowałam czasu, by to w sobie poukładać, by dotrzeć do prawdy. Zmieniając siebie, zmieniałam wszystko wokół. Krok po kroku. Dzień po dniu. Mój odmienny sposób patrzenia na świat i moje nowe przekonania zbudowały most, który przeniósł mnie do zupełnie innej rzeczywistości. Takiej, w której wszystko jest możliwe. Wszystko.

Dlaczego opowiadasz przez pryzmat dzieci i ich historii?

Wszystko zaczyna się w dzieciństwie. To tutaj zbieramy pierwsze doświadczenia, które nas kształtują – jedno za drugim. Potem jesteśmy wrzucani w system – przedszkolny, szkolny, korporacyjny… Idziemy z tym bagażem przez życie. Jedni uginają się pod jego ciężarem, inni stąpają z radosną lekkością. A wszystko zależy od tego, co ze sobą niesiemy. Na szczęście, już jako dorośli ludzie, możemy się zatrzymać i opróżnić przyciężkawą torbę, zrobić w niej porządek. Potrzebna jest jednak najpierw decyzja, by zajrzeć do środka.

Jakie będą kolejne tematy Twoich opowiadań?

W najbliższym czasie będzie o najważniejszej miłości w życiu, czyli miłości do siebie. A chwilę późnej o nietykalności, czyli wychodzeniu z uzależnienia wywołanego dotykiem słowa, spojrzenia i zachowania. Co dalej? Co dusza mi podpowie.

Planujesz wydać książkę?

Pojawiła się taka propozycja. To byłoby ciekawe doświadczenie.

A jakie masz największe marzenie? Niekoniecznie związane z blogiem.

Zakotwiczyć w sobie na dobre wszystkie te cechy, o których piszę w opowiadaniach: nieustraszoność, nietykalność, spokój, świadomą moc kreacji… Brzmi jak Wonder Woman, prawda? I tak ma brzmieć! Tak pogłębiona świadomość pozwala na spełnienie każdego marzenia.

https://antayastory.com/