Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Wydech z pasją

05.06.2023 11:40:34

Podziel się

Firma Kaliński, która dziś jest rozpoznawalną marką w branży motoryzacyjnej na całym świecie, na początku swojego istnienia zajmowała się… ogrodnictwem. Z Hubertem Kalińskim, który przejął prowadzenie firmy po swoim tacie Włodzimierzu, spotkałam się w podpoznańskich Chybach, w miejscu, w którym kiedyś stała szklarnia. Teraz siedzimy w nowoczesnej przestrzeni biurowej, z widokiem na plac, siedem stanowisk warsztatowych i halę. Wszystko w otoczeniu drzew i pięknie zadbanej zieleni.

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIA: Bonderphotography
[współpraca reklamowa]

W ubiegłym roku firma Kaliński świętowała równo 30 lat istnienia.
Hubert Kaliński: Dziś istnienie na rynku firmy, która zajmuje się tak wąską specjalizacją, jak układy wydechowe i nie zmieniła tego profilu przez 30 lat, to już jest powód do dumy i do świętowania. To na pewno jest już sukces. A zaczęliśmy od naprawdę prostych rzeczy, czyli od naprawy tłumików. Przez trzy dekady cały czas uczestniczyliśmy też w procesie zmian i rozwoju motoryzacji. Najpierw jeśli chodzi o systemy tłumienia dźwięków, a następnie oczyszczania spalin.

Mieliście okazję zaobserwować to, że rozwój motoryzacji idzie w kierunku dbania o środowisko.
Od samego początku wiedzieliśmy, że to jest kierunek, w którym będzie coraz odważniej zmierzał świat. Oczywiście w każdej branży do osiągnięcia sukcesu potrzebne jest też szczęście. I my je niewątpliwie mieliśmy. Dziś na horyzoncie pojawia się pewne zagrożenie. Nie wierzymy jednak, że do końca 2035 roku wejdzie w życie zakaz rejestracji aut spalinowych. Pewne jest jednak to, że stoi przed nami wyzwanie dostosowania się do rynku, ale przygotowujemy się do tego.

A jakie były Wasze początki?
W 1992 roku tata podjął decyzję o tym, że ogrodnictwo jest nieopłacalne i trzeba się przebranżowić. I tu pojawił się pierwszy łut szczęścia, czyli wejście w branżę motoryzacyjną. Na początku była to możliwość dystrybucji i sprzedaży tłumików, które zostały na przykład wycofane z rynku. Tata przerobił więc szklarnię, w której wcześniej rosły kwiaty. Stoły z doniczkami zmieniły się w regały. Pojawiły się pierwsze, dość surowe pomieszczenia biurowe.

I od razu wszystko nabrało tempa?
Na początku wcale nie było łatwo, choćby ze względu na lokalizację. Dziś rozkręcanie swojego biznesu wygląda zupełnie inaczej, bo sporym ułatwieniem jest na pewno internet. Wtedy przyciągnięcie klienta, który przyjedzie do nas na wioskę, żeby kupić czy wymienić tłumik, który pasuje jeszcze do jego wydechu i w miarę szybko uda się taki egzemplarz znaleźć… było bardzo skomplikowane.

Jak sobie z tym radziliście?
Polegaliśmy na książce telefonicznej, w której zamieszczaliśmy reklamy. Owocowało to na przykład jednym klientem w tygodniu, który po prostu przyszedł i jeszcze wcale nie mówił, że coś kupi. Jak sama Pani widzi, ten proces rozwoju był wtedy bardzo powolny. W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić sytuację, w której przez powiedzmy pół roku firma w ogóle nie zarabia.

Od samego początku jesteście związani dokładnie z tym miejscem, w którym siedzimy?

Tak. Nie zmieniliśmy miejsca, ale sama siedziba firmy zmieniła się nie do poznania. Nie chcieliśmy też przeprowadzać firmy do Poznania. Cały czas mieliśmy takie poczucie, że związanie się z gminą Tarnowo Podgórne jest dla nas bardziej korzystne niż przeprowadzka do miasta. Po latach zresztą okazało się, że nasza lokalizacja jest atutem, bo dojazd do centrum Poznania zajmuje dużo czasu, a my jesteśmy teraz blisko obwodnicy, blisko autostrady. Mamy klientów z całej Europy i z całego świata. Mamy w swojej ofercie towar, który nigdzie indziej nie jest dostępny, albo taki, który bardzo trudno jest zdobyć. Tym wygrywamy.

Teraz aż trudno uwierzyć, że 30 lat temu w tym miejscu była szklarnia.
Zmiany i inwestycje w to miejsce to był proces. Nikt nie był wtedy na tyle szalony, żeby wejść do banku i brać miliardowe kredyty. Zresztą to był też czas na sprawdzenie, czy sami odnajdziemy się w tej branży i czy ma ona potencjał. Po trzech latach od rozpoczęcia działalności powstało pierwsze stanowisko, przy którym pracowała pierwsza osoba, później były kolejne i kolejni ludzie. Trzydzieści lat później mamy już siedem stanowisk, dział regeneracji, budynek biurowy, a w firmie łącznie pracuje ponad 30 osób. Jak na firmę usługowo-warsztatową o tak wąskiej specjalizacji jest to naprawdę spory zespół. Właśnie przechodzi obok nas Pan Mariusz, który pracuje u nas 25 lat, a spora grupa jest z nami od około 15 lat. Bardzo nas to cieszy. Staramy się zachowywać elementy firmy rodzinnej, utrzymywać dobrą atmosferę. Chodzi o to, żeby ludziom najnormalniej w świecie chciało się u nas pracować. Dziś dobry pracownik jest na wagę złota.

Nie macie planów, żeby zmienić się w korporację?
Biorąc pod uwagę rozwój firmy i liczbę pracowników, musimy przyjmować pewne elementy zarządzania korporacyjnego, ale staramy się zachowywać zdrowy balans. Nie chcemy zamieniać się w bezosobowy moloch.

Jakie macie plany?
Rozwój w kierunku systemów oczyszczania spalin. Co roku właściwie na rynku pojawiają się nowe rozwiązania, coraz trudniejsze do zdiagnozowania, coraz trudniejsze do naprawy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że producenci robią to celowo, żeby z czasem bardziej opłacało się kupić nowe urządzenie. My jednak cały czas pokazujemy, że regeneracja i naprawa opłaca się bardziej, jednocześnie gwarantując najlepszą jakość.

Zresztą naprawa części, a nie zakup nowych, jest zgodna z filozofią dbania o środowisko.
Do tego jeszcze dochodzi fakt, że rozwiązania dotyczące emisji spalin są obecnie już tak zaawansowane, że nie powinniśmy się bać, że silniki spalinowe czy benzynowe szkodzą naszemu otoczeniu. Pod tym względem możemy powiedzieć, że stosując nowoczesne rozwiązania spaliny z naszych samochodów są naprawdę czyste. Jestem przekonany, że w przyszłości największe znaczenie będzie miała równowaga. Jeśli w miastach będzie obowiązek korzystania z samochodów elektrycznych, to czemu nie. Jednak należy przy wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

Czekając na naszą rozmowę w poczekalni, słyszałam, jak jeden z panów odebrał telefon i rozmawiał z klientem na temat zmiany układu wydechowego na sportowy…
Mamy w firmie wiele działów i jeden z nich zajmuje się właśnie tuningiem i przeróbkami. Wiemy doskonale, jak bardzo ludzie kochają swoje samochody. Są miłośnicy ryku silników i ten dźwięk jest dla nich niezmiernie ważny. Używamy często takiego określenia w pojazdach sportowych, jak tłusty gruby bas. Chodzi tu o wydobycie dźwięku pięknie brzmiącego samochodu. Często auta seryjne po prostu tego nie mają. My jesteśmy w stanie przerobić wszystko tak, żeby mieściło się w normach i jednocześnie, żeby klient był zadowolony z brzmienia swojego samochodu. Trochę słabo dziś wygląda cabriolet elektryczny BMW, który tylko szumi, a nie wydaje z siebie przyjemnego mruczenia silnika.

A cyfrowy dźwięk i głośnik, z którego słychać dźwięk silnika?
Też mamy to w ofercie. Kiedyś wydawało się to absurdalne. Dziś takie rozwiązania stosujemy w autach, które mają na przykład trzy turbiny i tak stłumiony dźwięk silnika, że praktycznie go nie słychać. Klienci, których sercu bliskie jest mruczenie silnika, mogą skorzystać z głośniczków, które montujemy przy układzie wydechowym. Sterowanie jest połączone z gazem, co sprawia, że wydobywa się taki dźwięk, jaki ktoś sobie zażyczy, czyli na przykład dźwięk przyspieszającego maserati, ferrari czy lamborghini.

Siedzimy przy pięknych stolikach wykonanych z elementów układów wydechowych. Nie myśleliście o pobocznej działalności związanej z produkcją takich mebli?
To stolik zrobiony na podstawie układu wydechowego ciągnika siodłowego mercedesa. To akurat są elementy, które tworzymy na potrzeby stoisk targowych w różnych zakątkach świata. Kiedyś nawet przeszło nam przez myśl, żeby rozwinąć naszą działalność choćby o produkcję takich ciekawych elementów wystroju, jednak postanowiliśmy skupić się w całości na swojej branży i nie chcemy tracić energii na inne rzeczy.

A co to za rzeźba, która stoi w narożniku?
Jest to kopia w dużej skali kolektora od BMW. Nie jest to zupełnie wierna kopia, bo ten element został stworzony ręcznie, ale na jego podstawie widać, że części wydechów mogą przypominać arcydzieła. Czy nie jest to fascynujące?
Jest!