Witamy w LIPCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Z Poznania po olimpijskie złoto

Podziel się

Pięciokrotny złoty medalista mistrzostw świata w rzucie młotem. Swoją karierę rozpoczynał w Poznaniu pod okiem legendarnego trenera Czesława Cybulskiego. W tym roku podpisał kontrakt z poznańskim AZS-em i trenuje od dłuższego czasu pod okiem mistrza olimpijskiego Szymona Ziółkowskiego, poznaniaka. Obaj mocno pracują, by Paweł Fajdek, sięgnął jako drugi człowiek z Poznania po olimpijskie złoto w Paryżu. Byłaby to piękna klamra i opowieść.

ROZMAWIA: Juliusz Podolski
ZDJĘCIA: Archiwum prywatne

Panie Pawle, na początku stycznia został Pan ponownie poznaniakiem. Ten pierwszy epizod przed laty był sześcioletni, kiedy Pana trenerem był nieżyjący Czesław Cybulski?
Paweł Fajdek: Tak, tu w Poznaniu zamieszkałem w 2010 roku i tu swoją dorosłą karierę rozpocząłem i rozwinąłem skrzydła pod okiem Czesława Cybulskiego. Wówczas jednak byłem zawodnikiem Agrosu Zamość. Dzisiaj trenować będę poza Poznaniem. Ale teraz będę zawodnikiem AZS.

Sentymenty, trener Szymon Ziółkowski czy lepsze warunki spowodowały powrót do Wielkopolski?
Na tę decyzję złożyło się wiele czynników. Na pewno to, że Szymon jest z Poznania, dobre wspomnienia i nie będę też ukrywać – ciekawa oferta, pozwalająca na realizację wszystkich celów prowadzących do tego najważniejszego, czyli upragnionego złota olimpijskiego. Znam bardzo dobrze to miasto, ale także ludzi, obiekty. Wiem, że jak będę czegoś tutaj potrzebował, to załatwię to na telefon. Nie ukrywam, że strona finansowa też jest bardzo korzystna, Poznań ma bowiem bardzo dobry system wspierania olimpijczyków. No i sentyment też, bo przecież trenując tutaj, sięgnąłem po pierwszy medal, a potem kolejne znaczące sukcesy sportowe.

Nie ukrywamy, że bardzo się cieszymy, ponieważ od czasu złotego medalu olimpijskiego jedynego dla Poznania Szymona Ziółkowskiego w tej samej dyscyplinie sprzed 24 lat, wciąż czekamy na najwyższe trofeum.
Szymon się śmieje, że wymyśliłem sobie to, że skoro nie można w Poznaniu „wyhodować” złotego medalisty, to trzeba przywieźć kogoś z zewnątrz, kto ten medal zdobędzie. Historia lubi takie przypadki, to dodatkowy argument, dla którego warto się starać, a może to dodatkowo będzie początek serii złotych medali dla Poznania.

Pięć złotych medali mistrzostw świata oraz liczne inne medale z poważnych imprez, rekordy. Ukoronowaniem kariery ma być triumf w Paryżu. Czy tak się stanie? Wszystkie dotychczasowe występy olimpijskie były naznaczone niefartem.
To jedyne złoto, którego nie mam i pora to zmienić. Mogę powiedzieć wprost, że po jego zdobyciu nie będę myślał o końcu kariery. Z Szymonem planujemy, że przez kilka lat będę jeszcze trenował, dopóki zdrowie pozwoli i będą wyniki. W zeszłym roku trochę zdrowia zabrakło. Takie jest życie, nie można ciągle pracować na 100 procent. W tym roku zdecydowanie szykujemy się na przyjemniejsze zakończenia imprez, na których będę startował na czele z tymi najważniejszymi zawodami w Paryżu. Pora odczarować igrzyska olimpijskie i powiększyć moją kolekcję, która jest skromna, bo składa się tylko z brązowego medalu w Tokio.

Może wreszcie będzie też szansa na to, żeby sięgnął Pan po najwyższe trofeum, którego Panu też brakuje. Czy wie Pan, o co mi chodzi?
(Śmiech) Oczywiście o plebiscyt na najlepszego sportowca roku „Przeglądu Sportowego”.

Jest Pan chyba jedynym sportowcem w Polsce, dla którego jest to tak bardzo istotne wyróżnienie, o czym mówił Pan często, dla wielu kontrowersyjnie, w rozmowach, wywiadach…
Dla mnie nieistotne jest zwycięstwo w tym plebiscycie, ale równe traktowanie sukcesów i dochodzenie do nich przez sportowców w różnych dyscyplinach sportu. Powinniśmy oceniać poziom sportowy, a nie popularność osób nominowanych, bo to, co się działo w poprzednich latach, to naprawdę śmiech na sali. Np. nominacja Wojtka Szczęsnego po tym, jak obronił karnego strzelanego przez Messiego, w mojej ocenie ubliża sportowcom, którzy osiągali fantastyczne wyniki, zdobywając tytuły mistrzów świata, olimpijskich czy bijących rekordy. To bardzo kiepskie wizerunkowo dla tego plebiscytu. Doskonale wiemy, ze dziewczyny z Poznania w kajakach sięgają po cenne medale, są niedoceniane. Jest mi z tym źle i jako sportowiec, który zostawia zdrowie na treningach i na zawodach, nie zgadzam się z kryteriami nominacji. Nie każdy chce lub boi się o tym mówić, ale ja jako autorytet dla jakiejś grupy sportowców czy kibiców mówią to, co sądzę i z czym się nie zgadzam. Mam też do tego prawo jako kibic sportowy, bo staram się, jak mogę, oglądać występy Polaków nie tylko na lekkoatletycznych arenach.

A co powie Pan o tegorocznych wynikach
Ja w tej edycji nie zostałem nominowany i jestem… zdrowszy, bo nie musiałem się z nikim spierać o zasady. A co do trójki: Iga Świątek, Aleksander Śliwka i Bartosz Zmarzlik jestem absolutnie ukontentowany. Zobaczymy, co przyniesie olimpijski sezon, jakie gwiazdy się pojawią. Mam nadzieję dołączyć do rywalizacji.

W wielu rozmowach docenia i promuje Pan Stadion Śląski, gdzie odbywa się Diamentowa Liga, najważniejsza impreza lekkoatletycznej społeczności. W tym roku w plebiscycie impreza ta zdobyła statuetkę Championa za najlepszą imprezę zorganizowaną w Polsce. To chyba wielki honor dla polskiego sportu?
Prestiż Diamentowej Ligi jest niepodważalny. Nie możemy ukrywać, że robimy najlepszą imprezę na świecie, jeśli chodzi o ten cykl. Nie słyszałem, nie spotkałem się z tym, by ktoś wypowiedział chociaż jedną negatywną opinię z grona zawodników, menadżerów, opiekunów sportowców czy zaproszonych gości i oficjeli na temat Memoriału Kamili Skolimowskiej. Stadion Śląski stworzony jest dla lekkiej atletyki. Przyjemnie się tam startuje i dlatego tak wartościowe wyniki tam padają. Liczę, że w tym roku też będzie fantastycznie, bo zawody odbywają się krótko po igrzyskach, więc zawodnicy na pewno będą jeszcze w szczytowej formie i że jej nie zgubią.

Już dzisiaj wiemy, że gwiazd nie zabraknie, bo na plakatach pojawiły się podobizny Femki Bol i Armanda Duplantisa.
Ich starty są potwierdzone. Mondo był zachwycony stadionem w zeszłym roku. Pogoda troszkę nie dopisała, żeby wyżej poskakać. Natalia Kaczmarek pobiegła pięknie, wartościowy sukces osiągnęła Ewa Swoboda. Nakręcamy się i mamy nadzieję, że końcówka wakacji będzie obfitować w znakomite wyniki, które obejrzy może komplet kibiców.

Wspominając o Stadionie Śląskim, miałem na myśli także Pana bardzo osobiste zdarzenie…
Tak, dzień po swoim ślubie wziąłem tam drugi ślub. Chciałem tu po raz drugi powiedzieć tak.

Jest Pan gwiazdą lekkoatletycznych stadionów, ale zabłysnął Pan w znakomitym raperskim kawałku z Peją.
Był to pomysł promocyjny, by jeszcze bardziej nagłośnić Memoriał Kamy Skolimowskiej w ramach Diamentowej Ligi. Wszyscy byli zadowoleni, więc nie ukrywam, że mam nadzieję, że w tym kierunku coś jeszcze się zadzieje. Dzięki temu zachęcimy młodszych fanów do kibicowania.

Niektórzy mówią, że po karierze sportowej ma Pan otwartą drogę na scenę…
Zobaczymy, na razie o tym nie myślę, bo skupiam się na olimpijskim złocie.

Wracając na rzutnie do koła, to razem z Szymonem stworzyliście Panowie niesamowity duet. Przyjaciele, trener i sportowiec…

Jesteśmy bardzo podobni na wielu płaszczyznach. Ambicja nasza jest ukierunkowana dokładnie w tę samą stronę. Pomimo tego, że jestem zawodnikiem, a Szymon trenerem, nasz plan jest identyczny. Dlatego robimy swoje i wiemy, po co to robimy. Za chwilę stukną mi 24 lata kariery, to jest już męczące. Czasami człowiek jest stłamszony przez ten wysiłek. Fajnie byłoby odpocząć, ale jest jeszcze o co walczyć. Potem skupimy się na odpoczywaniu.

Jesteście do siebie podobni, jak twierdzicie, ciekaw jestem czy Pan też nie lubi tatara?
Tatara zjem, ale obaj nie gustujemy w śledziach, flakach. Jeśli chodzi o żywienie, nadajemy na jednej fali.

Czy jest szansa, że w tym roku zobaczymy Pana w Poznaniu na zawodach?
Oczywiście, pojawię się na Memoriale Czesława Cybulskiego 23 czerwca na Golęcinie.

Pana ulubione miejsca w Poznaniu?
Bardzo lubiłem Stary Browar, na Maltę jeździłem sobie odpocząć. Mimo że żyłem tu sześć lat, to za dużo mnie w Poznaniu nie było. Mieszkałem trochę na Politechnice, później na Wildzie, a pod koniec pobytu miałem mieszkanie na Jeżycach. A jeszcze Stary Rynek, gdzie chodziłem ze swoją żoną i córką, która urodziła się w 2015 roku.