Organizator:

Zdrada

08.06.2021 07:45:31

Podziel się

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego zdradzamy? Co nami kieruje, jak czujemy się po podjęciu takiej decyzji i czy możemy zapobiec takiej sytuacji? Z dostępnych danych statystycznych wynika, że w Polsce swoją partnerkę lub partnera zdradza co drugi mężczyzna i co trzecia kobieta. Czy to dużo, czy mało? Jedno wiadomo na pewno – w ciągu ostatnich kilku lat liczby te mocno wzrosły.

Izabela Sowińska - Bajon

Dla każdego z nas zdrada może być czymś zupełnie innym – jej definicja zależy przede wszystkim od granic, jakie ustalimy w związku. Zdrada może być jednorazowym epizodem, ale może też przerodzić się w długotrwały romans, bądź tzw. podwójne życie. Do zdrady często dochodzi „spontanicznie” – na integracyjnych wyjazdach firmowych, podczas wakacji czy przez chwilową słabość związku. Zamiast rozpatrywania tych przypadków kiedy „okazja czyni złodzieja”, chciałabym pochylić się nad psychologicznymi aspektami zdrady i innymi, może mniej oczywistymi powodami, które skłaniają kobiety do podjęcia decyzji o „skoku w bok”.

Ideał?

Kiedy podejmujemy decyzję o zdradzie, często nie zdajemy sobie sprawy, że oczami wyobraźni w nowym partnerze widzimy wybawiciela, mężczyznę, który uosabia wszystkie cechy, których w naszym mężu/partnerze nam brakuje. Początkowo, kiedy poddajemy się uniesieniu i wchodzimy w romans, wszystko nas zachwyca, fascynujemy się tym, co jeszcze nieznane. Jednak im głębiej będziemy wchodzić w nową relację i coraz lepiej poznawać obiekt naszych uczuć, może się okazać, że charakterystyczne „motylki” z początku znajomości szybko odlecą, bo „ideał” okaże się niewiele różnić od mężczyzny, z którym od wielu lat budujemy trwały (?) związek.

Księżniczka

Dla większości kobiet codzienne życie wiąże się z dużym poświęceniem dla innych: rodzina, dom, praca, a co za tym często idzie – wiecznym brakiem czasu dla samej siebie. Jeśli takie podejście nam odpowiada i czujemy się szczęśliwe, to super, nie ma problemu. Gorzej, kiedy często narzucone oczekiwania zaczynają nas przerastać i przekraczamy swoje możliwości (psychiczne lub fizyczne). Kiedy tak się dzieje, wówczas otwiera się łatwa droga do frustracji i chęć ucieczki od swojego życia chociaż na chwilę, np. w inne, barczyste ramiona, które się nami zaopiekują, a my będziemy mogły w końcu poczuć się jak mała księżniczka. I wszystko się układa do czasu powrotu do domu po chwilach przyjemnych uniesień. Wówczas nasze samopoczucie nie jest już tak wspaniałe jak jeszcze przed chwilą, trudno wytrzymać wzrok partnera, czasem jeszcze trudniej spojrzeć samej w lustro. Dotychczasowe problemy nie zniknęły, a wręcz przybyło nowych. Dlatego zanim poddamy się emocjom i zboczymy z wybranej wcześniej drogi, warto chwilę ochłonąć i zastanowić się nad… nad samą sobą.

Zająć się sobą

Każda z nas na przestrzeni lat bardzo się zmienia – dojrzewa, staje się bardziej świadoma siebie oraz, co najważniejsze, poznaje swoją wartość jako kobiety. Często czujemy, że możemy mieć „lepsze” życie niż to, które prowadzimy, że przecież na nie zasługujemy. Takie myśli zmieniają nasze zachowanie, a co za tym idzie – reakcje naszego partnera. Wiele moich pacjentek frustruje się, że życie jest niesprawiedliwe, że dają z siebie tak dużo na tak wielu polach, a tak mało otrzymują w zamian. Słysząc to, często zadaję jedno pytanie – po co? Jeśli nie masz potrzeby tyle dawać albo powoduje to, że będziesz oczekiwała czegoś w zamian, to po prostu tego nie rób. Postaw wyraźnie swoje granice, jasno je zakomunikuj i ich nie przekraczaj. W każdej z nas, głęboko ukryta, mieszka „mała dziewczynka” i tak naprawdę nikt się nią nie zajmie, dopóki same się z nią nie poznamy, nie zaprzyjaźnimy i nie zaopiekujemy. Jeśli rzucimy się w wir pracy, obowiązków, oczekiwań, bez czasu i przestrzeni dla siebie, to mąż/partner też jej nie dostrzegą. I nawet jeśli zdecydujemy się na zmianę partnera, to bez wcześniejszego zrozumienia swojego zachowania i jego zmiany, istnieje spora szansa granicząca z wysokim prawdopodobieństwem, że nowego partnera „nauczymy” tego samego – będziemy dla niego, a kolejny raz nie dla siebie. Dlatego nie odrzucajmy pojawiających się czasem uczuć zazdrości np. do nowo poznanej na imprezie zadbanej kobiety, której mąż donosi szampana. Bowiem to właśnie uczucie może pokazać, o co nam właściwie chodzi i czego tak naprawdę potrzebujemy. Zamiast obmówić za plecami nową koleżankę, posłuchajmy, jak ona to robi. Może nauczymy się czegoś nowego, zainspirujemy do zmiany podejścia?

Stawiajmy granice

Każda z nas ma swoje indywidualne granice i potrzebuje czegoś innego, ale jedno jest pewne – kiedy mimowolnie stajemy się domowymi „męczennicami” (a nie takie były nasze życiowe założenia), zdrada może dać nam tylko chwilowe poczucie szczęścia, nic więcej. Przyniesie za to więcej problemów i rozczarowań, bo nierozwiązane wcześniej problemy wciąż pozostaną te same. Dlatego kształtujmy życie bardziej świadomie, dokonujmy przemyślanych decyzji. Jeśli coś nas uwiera – przyjrzymy się temu, starajmy się oswoić i zrozumieć, a następnie zmienić swoje zachowanie. Nie bierzmy wciąż na barki obowiązków i emocji innych. Stawiajmy wyraźne granice. Zaufajmy naszym partnerom i dajmy im się wykazać. Nie róbmy z nich nieświadomie życiowych inwalidów, by później oczekiwać, że nagle staną się superbohaterami, kiedy najbardziej będziemy tego od nich potrzebować. Dlatego kiedy wracasz z pracy i czujesz się zmęczona, to powiedz o tym i – naśladując innych domowników – zdejmij buty, zrzuć ubranie i odpocznij na kanapie. PO PROSTU. Przestańmy narzucać sobie wzorce, które „musimy spełniać”. Nie musimy. Zacznijmy żyć tak, jak pragniemy. Jedyne oczekiwania, które powinnyśmy spełniać, to te wobec siebie, a wtedy zobaczymy, że odpuszczając wszystkie sznurki obowiązków, inni automatycznie je przejmą, a świat naprawdę będzie kręcił się dalej. My odnajdziemy siebie, będziemy szczęśliwe i przestaniemy szukać naszego wybawiciela. A zmiana naszego podejścia może również pozytywnie wpłynąć na naszych partnerów, którzy – jako prawdziwi superbohaterowie – odzyskają pole do walki.