Organizator:

Zostanie mi muzyka...

03.11.2020 13:08:51

Podziel się

Właśnie ukazała się Jego najnowsza płyta, napisana do tekstów nieżyjącego już księdza Piotra Pawlukiewicza. Jest pełna emocji, mądrej treści i pięknej muzyki. Dla Krzysztofa Antkowiaka była to wyjątkowa podróż w głąb siebie, która Go umocniła. Pierwszy nakład płyty „Zostanie mi muzyka...” sprzedał się w 4 dni.

ROZMAWIA: JOANNA MAŁECKA
ZDJĘCIE: SŁAWOMIR BRANDT

Długo kazałeś czekać na nową płytę. „Zostanie mi muzyka...” jest jednak inna niż pozostałe.

Długo to jest kwestia względna (śmiech). Ta płyta jest dla mnie o tyle wyjątkowa, że powstała do tekstów nieżyjącego już księdza Piotra Pawlukiewicza. Mieliśmy okazję poznać się osobiście.

Utwór „Litania” szczególnie dotknął mojego serca.
Historia tej piosenki jest taka, że kiedyś w Kaliszu pode-szła do mnie para.

Powiedzieli, że ksiądz Pawlukiewicz uratował ich małżeństwo i że z tej okazji napisali dla niego tekst. Zapytali, czy zrobiłbym do niego muzykę, bo byłoby to takie ich podziękowanie księdzu za to, że wciąż są razem. Zachwyciłem się tym tekstem, napisałem do niego muzykę. Ksiądz Piotr, kiedy wysłuchał wersji finalnej, nie krył wzruszenia. Zresztą On w ogóle kochał muzykę, miał nawet swój zespół. Cieszę się, że mogłem Go poznać.

I tak zrodził się pomysł na całą płytę?


Piotr pokazał mi swoje teksty i zapytał, czy chciałbym się nimi zająć. Nawet się nie zastanawiałem. Do marca powstały trzy utwory, potem pozostałe. Płytę skończyłem w sierpniu. Jak widzisz, sam proces tworzenia, komponowania i realiza-cji trwał około pół roku.
Ksiądz Pawlukiewicz w ogóle słynął ze swoich kazań. Wiele osób przychodziło Go posłuchać, wydał mnó-stwo książek, które pomogły ludziom znaleźć swoją drogę.

Kim był dla Ciebie?

Bardzo często odwiedzałem Go w Warszawie. W pewnym momencie stał mi się bardzo bliski. Spędziłem z Nim ostatnią podróż życia. Byłem z Nim w Nowym Sączu, kiedy był już bardzo chory i trzeba było Go namawiać, żeby się ruszył. A kiedy to zrobił, był przeszczęśliwy, podziwiał przyrodę, słuchaliśmy Jego ulubionej muzyki. Niesamowity czas. Ksiądz był chodzącym świadectwem wiary, nigdy nie narzekał, nawet kiedy było mu bardzo ciężko. I to było dla mnie niesamowite. Czasami zadawałem mu jakieś pytania, oczekując długiej i skomplikowanej odpowiedzi, a odpowiedzią było milczenie. Piotr odchodził tuż przed lockdownem. Jadąc na pogrzeb, dostałem telefon od Jego przyjaciela, księdza Bogusia, który zapytał: Krzysztof, gdzie Ty jesteś, bo jest taka sytuacja, że jutro na pogrzebie będzie mogło być tylko pięć osób. Siedziałem wtedy w samochodzie, byłem na au-tostradzie na wysokości Konina i jechałem na ten pogrzeb. Pomyślałem sobie wtedy, że gdyby nie to, na Jego pogrzebie byłyby tłumy. A tak odszedł w kameralnym gronie, a informacje o Nim pojawiły się w mediach. Dzięki temu ludzie mogli Go jeszcze lepiej poznać. Zresztą myślę, że On wciąż ewnagelizuje z góry. Czuję, że jest z nami cały czas.

Oglądałam zwiastun płyty i książki na stronie wy-dawnictwa RTCK i jest tam taka scena, w której pchasz księdza na wózku inwalidzkim pod górę. Wzruszające…

To była ostatnia nasza rozmowa w Nowym Sączu. Ksiądz chciał wjechać na górkę. Był tam taki podjazd i musiałem się mocno rozpędzić, żeby tam wjechać. A On wtedy mówił: Krzysztof, rura!

Płyta sprzedała się w cztery dni.

Myślę, że to Jego zasługa, że On tym steruje. Na szczęście jest już dodruk, więc możecie Państwo kupować. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale ksiądz był ze mną już w studiu na etapie tworzenia i to jest niezwykłe.

Czułeś jego obecność?

Tak i to jest niesamowite. Kiedy już napisałem wszystko i zabrałem się za miksowanie, czyli etap, który zazwyczaj nie budzi wielkich emocji, nagle z oczu popłynęły mi łzy. Powiem Ci, że nawet miałem kilka takich momentów, kiedy pytałem Go czy to, co robię, Mu się podoba. I wtedy ginął mi jakiś track, coś mi nie szło. Wiedziałem, że odpowiada.

A tu, jest z nami teraz?

Jest, zresztą mówiłem Mu, że się spotkamy i że będę o Nim rozmawiał. Powiedziałem Mu: spraw, żebym nie gadał głupot (śmiech).

Czy jest na tej płycie jakiś utwór szczególny dla Ciebie?

Każdy jest szczególny, bo z każdym wiążą się emocje. „Litania” na pewno jest ważna, bo była początkiem naszej znajomości. Dla mnie takim sprawdzianem tego, co zrobiłem, jest moment włączenia płyty w samochodzie. Albo wchodzi, albo nie. Włączyłem ją ostatnio, kiedy wracałem z Warszawy i zacząłem odkrywać nowe rzeczy. I to jest fajne.

A wiesz, co mi teraz w głowie gra? Właśnie fragment „Litanii”, który brzmi: „Czy w Twoim domu są same mieszkania”…

Mhm. Niesamowite, prawda? Piękny tekst.

Piękny i mówi o wybaczaniu, miłosierdziu, dawaniu szans.

Stań się tym, co dajesz. Świat się zmienił. Ludzie są coraz bardziej zagubieni. Potrzebujemy Boga, wiary i drogowskazów. I kiedy trzeba będzie, to się zjednoczymy. Wierzę w to. Wierzę w nas.

Zostanie mi muzyka...

To słowa księdza Piotra.

On chciał, żeby została Mu muzyka i Jego marzeniem była ta płyta.
Dokładnie tak.

Czyli spełniłeś marzenie księdza. Jakie to uczucie?

Z jednej strony fajnie, z drugiej ogromna odpowiedzialność, bo niektórych rzeczy nie mogliśmy konsultować. Zrobiłem tę płytę sam i jest to doświadczenie, które mnie umocniło.

Byłeś na grobie księdza od czasu pogrzebu?

Jeszcze nie byłem, to nie jest dla mnie łatwe. Pójdę, kiedy będę gotowy. Zaniosę mu płytę i kwiaty.

Płytę Krzysztofa Antkowiaka można kupić na:

www.rtck.pl/sklep/muzyka/z-braku-rodzi-sie-lepsze-zostanie-mi-muzyka/