Jak wrócić z urlopu i nie zwariować?
Wracasz z urlopu. Samochodem, rowerem, pociągiem, samolotem. Jakie myśli zaprzątają Ci głowę? Sprawdź, która z nich jest o Tobie: jeszcze nie zdążyłem/am dobrze odpocząć, a już trzeba było wracać; było fajnie, ale co z tego, od jutra się znów zacznie; z każdym kilometrem czuję się z powrotem zmęczony/a; na samą myśl o powrocie do pracy, odechciewa mi się wszystkiego; jutro znów do roboty, nie wiem, w co najpierw ręce włożyć; jak tylko pomyślę o ilości maili, która na mnie czeka, to już czuję, jakbym nie był/a na żadnym urlopie.

TEKST: Edyta Jagodzińska-Pawluk
ZDJĘCIE: Stock Adobe, Archiwum prywatne
Brzmi znajomo? Dlaczego tak się dzieje, że choćbyśmy nie wiadomo, jak daleko i na jak długo wyjechali, to syndrom powrotu bywa dla wielu osób tak nieprzyjemnie stresujący? Przyczyną wydaje się być w dużej mierze zjawisko kontrastu, które wpisane jest najczęściej w myślenie o „wyrwaniu się na urlop”. Już samo to sformułowanie nasuwa skojarzenie przymusowej zmiany otoczenia. Nie znaczy, że nieprzyjemnej. Ale sam ten proces może być dla niektórych mocno stresujący. Jak to działa? Najpierw wydaje się nam, że nigdy nie jest wystarczająco dobry moment na urlop:
- No i jak tu jechać, jak tyle jest do zrobienia jeszcze?
- Jak mnie nie będzie, to się wszystko zawali.
- Jak sobie beze mnie poradzą?
- Te sprawy nie mogą tyle czekać.
- 3 tygodnie urlopu? Nie ma mowy. Jeszcze okaże się, że nie jestem potrzebny.
Tryb hamakowy
Naturalne jest, że przy takim nastawieniu, jak już się „wyrwiemy”, to zanim poczujemy ulgę, relaks i radość, to możemy odczuwać nawet lekką panikę na początku wyjazdu „jak to będzie?” i wzmożony niepokój, czy na pewno wszystko zostało zaopiekowane przez nas jak należy. Nic w tym dziwnego, bowiem nasz układ nerwowy, postawiony na co dzień w tryb ciągłej mobilizacji, potrzebuje czasu, żeby przełączyć się na tryb „hamakowy”. Przy czym, co ważne, „tryb hamakowy” nie musi oznaczać leżenia, sporo osób preferuje jednak odpoczynek aktywny. Jednocześnie każdy z nas świetnie wie po sobie, kiedy zaczyna odpoczywać psychicznie i odczuwać miły stan odprężenia, a głowa i ciało się relaksują. Problem polega na tym, że ledwo uda nam się „wyhamować” i zmienić tempo na wolniejsze, już trzeba wracać z powrotem i go przyspieszyć. Zbyt krótki czas na reset, skutkuje irytacją, zamiast oczekiwanego przypływu energii, a nawet... co może być zaskakujące, zmęczeniem.
Zalogowanie się do rzeczywistości
W związku z tym, odczuwany przez wiele osób dyskomfort związany z „wylogowaniem się z rzeczywistości”, a potem stresującym „zalogowanim się do niej” prowadzi do nasilających się tendencji do nadmiernego skracania urlopu i zamiast dłuższego resetu, ograniczania się jedynie do tzw. city break, czyli szybkich, krótkich przerw od pracy (ok. 2–4 dni), najczęściej okołoweekendowych, które w zamyśle, mają dać szybki (no właśnie) oddech, a jednocześnie być gwarancją równie szybkiego powrotu do codziennych rutyn. W przypadku takich krótkich wyjazdów, przejście do „trybu hamakowego” jest praktycznie niemożliwe. Czy to zatem oznacza chociaż mniej stresujące powroty do pracy? Niekoniecznie. Bo często jest fajnie, ale:
- Zostaje niedosyt, bo za krótko, za szybko, trzeba było jednak na dłużej pojechać.
- Ciało nie zdążyło się odprężyć, a głowa przewietrzyć.
- Intensywne zwiedzanie jest mocno zadaniowe, nie ma czasu na zatrzymanie się i głębszy oddech.
I jakkolwiek takie przerwy potrafią doraźnie naładować nasze baterie, to jednak brak dłuższego resetu (najlepiej 2–3 tygodniowego) przynajmniej 1 raz w roku, może być nie tylko frustrujący, ale też wyczerpujący dla naszego organizmu.
Miękkie lądowanie
Skoro więc dłuższa przerwa od pracy jest nie tylko miła, ale i konieczna, to jak w takim razie „wylądować” z powrotem w miarę „miękko” w naszej codzienności, aby metaforyczny powrót „z hamaka” nie przyprawił nas o zawrót głowy?
- To, co może być pomocne – tak zaplanuj swój wypoczynek, aby po powrocie mieć jeszcze przynajmniej 1–2 dni na pourlopową adaptację. Mając na uwadze, że urlop to nie tylko zmiana miejsca, ale przede wszystkim rytmu, w jakim funkcjonujemy, warto wybrać dla siebie najlepszy „wariant przejściowy”:
- świadomie zaplanuj konkretny czas na powolny powrót do codziennych rutyn, dbając jednocześnie o drobne rytuały wakacyjne, które Cię cieszą i dają radość,
- wróć z urlopu np. w środę lub czwartek, aby było w miarę blisko do weekendu, a jednocześnie zadbaj w międzyczasie o to, co najpilniej wymaga naszej uwagi,
- nie planuj stresujących aktywności, w tym wymagających spotkań czy podejmowania ważnych decyzji, na dzień po powrocie z urlopu.
- Ważne również, aby nie wpaść w mentalną pułapkę nadrabiania naraz wszystkich zaległości w ciągu 24 godzin, bo „życie czeka i niecierpliwie przestępuje z nogi na nogę”. Warto sobie uświadomić, że świat się jednak kręci podczas naszej nieobecności i daje sobie radę. To oznacza, że warto zaplanować po powrocie maksymalnie 1–3 główne zadania, które są priorytetowe do załatwienia i naprawdę dla nas ważne, nie więcej. W ten sposób możesz połączyć potrzebę sprawczości i działania z jednoczesnym zadbaniem o komfort pracy.
- Zostaw celowo po powrocie trochę „pustego” miejsca w swoim kalendarzu, zamiast od razu zapełniać go od góry do dołu zadaniami. To pozwoli Ci na oddech i spokojne wejście w nowy rytm dnia.
- Zadbaj koniecznie o swoje nastawienie do powrotu z urlopu. Jeśli bliskie Ci są myśli z początku tego artykułu, masz przekonanie, że po urlopie musi być gorzej i już zastanawiasz się, jak przetrwać do następnego, to zauważ, że wracasz przecież do swojego codziennego życia. Więc jaka to jest informacja dla Ciebie na jego temat? Czy faktycznie żyjesz życiem, do którego chce się wracać? Jakie ono jest na co dzień, skoro intensywny wypoczynek nie jest w stanie Cię wystarczająco zregenerować? Szczera odpowiedź przed sobą może być wartościową refleksją do zmian, których potrzebujesz. Zatrzymaj się nad nią. A może zwyczajnie demonizujesz koniec urlopu, lubisz trochę ponarzekać i traktujesz to jako rytuał powrotnej podróży do domu. Jeśli towarzyszy temu humor i luz to super, jeśli jednak negatywne nastawienie i narracja wpływają na innych wokół Ciebie, zwłaszcza Twoich bliskich, warto się zreflektować na czas i zastanowić, z czego to może wynikać.
- Warto, żeby czas urlopu był czasem lekkości i uśmiechu, a powrót dawał radość z naładowanych baterii, przewietrzonej głowy i pięknych wspomnień. Jeśli Ci coś, albo ktoś je odbiera, zobacz, co możesz z tym zrobić, na co masz wpływ. Jeśli Ty sam/a fundujesz sobie złe samopoczucie, pamiętaj, że na swoje nastawienie masz wpływ zawsze i w 100%.
- Pamiętaj, że dobrze się wraca, kiedy znów masz na co czekać. Zadbaj więc o termin nowego, nawet krótkiego wyjazdu, żeby mógł być motywatorem w Twoim kalendarzu. Niech przywiezione pamiątki i piękne zdjęcia przypominają Ci, jak ważne jest dbanie o swoje dobre samopoczucie. Dołóż więc starań, aby w Twoim codziennym życiu był obecny również „rytm slow”, nie tylko z okazji urlopu, ale naturalnego rytmu pracy i odpoczynku. Wtedy ten dyskomfort i kontrast związany z „wyrwaniem się” na urlop i powrotem z niego będzie na pewno mniej odczuwalny. Niech jakiś wakacyjny rytuał, który tak lubisz, będzie też częścią Twojego codziennego życia. To mogą być proste rzeczy: czas dla siebie rano, smaki i książki, jakie lubisz, ruch, dbanie o ważną relację, dłuższy sen.
Zaryzykuję na koniec odważne pytanie: jak możesz sprawić, żeby mieć więcej urlopowego samopoczucia na co dzień? Pamiętaj, odpowiedzi są w Tobie.

Edyta Jagodzińska-Pawluk – przedsiębiorczyni, mówczyni TEDx, trenerka biznesu, mentorka, praktyk zarządzania, autorka tekstów rozwojowych do "Charakterów", prelegentka wydarzeń dla kobiet w ramach Fundacji "Przy okazji". Certyfikowana trenerka i entuzjastka narzędzi rozwojowych: FRIS®, RMP™, PCM™. Zawodowo zadaje pytania i słucha ludzi, należy do międzynarodowego, elitarnego grona certyfikowanych Master Coachów (MCC ICF). Wykładowczyni na Uniwersytecie WSB Merito. Tworzy autorskie programy rozwojowe dla liderów i ich zespołów. Prywatnie cechuję ją odwaga do zmian, życiowa energia i optymizm.