Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Sztuka (wreszcie) zeszła z cokołu

Podziel się

Kiedyś wyjście „na miasto” oznaczało prosty wybór: kino, kawiarnia albo pub. Dzisiaj poznaniacy coraz częściej pakują do toreb pędzle, sztalugi i notesy. Nad Wartą, w parkach, a także w modnych jeżyckich i śródmiejskich lokalach wyrastają inicjatywy, które udowadniają, że malować każdy może – i to bez względu na poziom talentu. Od luźnych wieczorów z kieliszkiem wina w dłoni, przez plenery na świeżym powietrzu, aż po dynamicznie rozwijający się urban sketching: stolica Wielkopolski przeżywa właśnie prawdziwy renesans artystycznego i towarzyskiego zarazem spędzania czasu.

 

TEKST: Weronika Rogowska

ZDJĘCIA: Adobe Stock

 

Zamiast scrollowania – pędzel. Skąd ten nagły zwrot ku sztuce?

Żyjemy w czasach permanentnego przebodźcowania. Nasze oczy niemal bez przerwy błądzą między ekranem smartfona, laptopa a telewizora. Nawet w czasie wolnym, siedząc ze znajomymi w restauracji, łapiemy się na bezwiednym sprawdzaniu powiadomień. To właśnie zjawisko cyfrowego zmęczenia zrodziło potrzebę powrotu do tego, co namacalne, analogowe i angażujące zmysły w sposób tradycyjny. Poznaniacy, znani ze swojej pragmatyczności, ale też coraz większej potrzeby celebrowania życia, znaleźli na to idealny sposób: wspólne malowanie.

Nie chodzi tu jednak o akademicki rygor, godziny spędzone na studiowaniu anatomii czy martwej natury pod czujnym, srogim okiem profesora ASP. Nowy trend polega na czymś zupełnie innym – na czerpaniu czystej, niczym nieskrępowanej radości z procesu tworzenia. Sztuka zeszła z niedostępnego cokołu prosto między ludzi. Stała się pretekstem do spotkania, rozmowy, śmiechu i spędzenia czasu w gronie przyjaciół lub zupełnie obcych osób, które łączy jedno: chęć zrobienia czegoś kreatywnego.

W Poznaniu, mieście o ogromnych tradycjach artystycznych, ta iskra trafiła na wyjątkowo podatny grunt. Nowe formaty rozrywkowe udowadniają, że białe płótno nie musi paraliżować strachem przed porażką. Może być za to zaproszeniem do świetnej zabawy.

Wino, farby i plotki. Fenomen wieczornych warsztatów sip & paint

Jednym z najsilniejszych motorów napędowych tego trendu są spotkania typu sip & paint (pij i maluj). Koncepcja, która przywędrowała do nas zza oceanu, w stolicy Wielkopolski zyskała unikalny, lokalny koloryt. Zasada jest banalnie prosta: wieczorową porą grupa ludzi spotyka się w klimatycznym studiu, galerii lub po prostu w zaprzyjaźnionym pubie. Każdy otrzymuje swoje stanowisko – sztalugę, płótno, zestaw farb akrylowych oraz pędzle. Do tego dochodzi kieliszek dobrego wina, rzemieślnicze piwo lub autorski koktajl bezalkoholowy.

– Kiedy koleżanka wyciągnęła mnie na takie spotkanie po raz pierwszy, byłam pełna obaw. Ostatni raz pędzel w ręku trzymałam w podstawówce, a moje umiejętności kończyły się na rysowaniu koślawych domków – śmieje się Magda, 32-letnia project managerka z poznańskich Winograd. – Po dwóch godzinach i jednym kieliszku prosecco okazało się, że nie tylko namalowałam całkiem znośny zachód słońca nad morzem, ale przede wszystkim po raz pierwszy od miesięcy całkowicie wyłączyłam myślenie o pracy. To był niesamowity reset.

Wydarzenia tego typu, organizowane regularnie m.in. na Jeżycach czy w okolicach Starego Rynku, przyciągają rzesze chętnych. Prowadzący spotkanie instruktor – najczęściej student lub absolwent tutejszego Uniwersytetu Artystycznego – krok po kroku pokazuje, jak nakładać farbę, jak mieszać kolory i jak uzyskać pożądany efekt. Nie ma tu jednak mowy o ścisłym reżimie. Jeśli ktoś zamiast sugerowanego pejzażu woli namalować abstrakcyjne plamy albo portret swojego kota – ma do tego pełne prawo. Wino i luźna atmosfera rozluźniają nie tylko język, ale przede wszystkim rękę i wyobraźnię, skutecznie uciszając wewnętrznego krytyka, który zazwyczaj paraliżuje nasze kreatywne zapędy.

 

Ze sztalugą w plener. Zielone płuca Poznania jako wielka pracownia

Kiedy tylko kapryśna wielkopolska pogoda na to pozwala, malowanie przenosi się z zamkniętych lokali wprost na łono natury. Poznań ma to szczęście, że obfituje w wyjątkowo urokliwe tereny zielone, które stanowią idealną scenerię dla plenerów malarskich. Malowanie w parku to zupełnie inne doświadczenie niż praca w zamkniętym pomieszczeniu. Tutaj dochodzą bodźce naturalne: szum drzew, śpiew ptaków, zapach skoszonej trawy i nieustannie zmieniające się, naturalne światło.

Gdzie najczęściej można spotkać poznańskich malarzy amatorów?

Park Cytadela: Największy park w mieście oferuje nieskończone źródło inspiracji. Od monumentalnych rzeźb Magdaleny Abakanowicz, przez historyczne fortyfikacje, aż po ciche, skąpane w słońcu polany, na których można rozłożyć kocyk i rozstawić lekką, turystyczną sztalugę.

Brzegi Warty i Szeląg: Tereny nadwarciańskie, zwłaszcza w okolicach Ogrodu Szeląg, to mekka dla tych, którzy chcą połączyć malowanie z chilloutem. Bliskość rzeki, widok na nadrzeczną roślinność i charakterystyczne poznańskie mosty to gotowe tematy na obraz.

Park Sołacki: Dla miłośników bardziej romantycznych i klasycznych klimatów Sołacz nie ma sobie równych. Stare wierzby płaczące pochylające się nad stawami, drewniane mostki i willowa architektura wokół sprawiają, że można poczuć się tu niczym dziewiętnastowieczni impresjoniści w podparyskim Giverny.

Organizatorzy plenerów często dbają o pełną logistykę – zapewniają koce, podkładki, materiały malarskie, a nawet drobny poczęstunek w formie piknikowej. To genialna alternatywa dla tradycyjnego grilla czy siedzenia na ławce. Ludzie łączą się w podgrupy, podglądają nawzajem swoje postępy, wymieniają się uwagami i farbami. Taka forma spędzania czasu przyciąga cały przekrój społeczny: od młodych par na niestandardowych randkach, przez grupy przyjaciółek celebrujące wieczory panieńskie, aż po rodziny z dziećmi i seniorów szukających nowej pasji.

Urban sketching, czyli Poznań w poprzek i na gorąco

Mówiąc o modzie na wspólne malowanie i rysowanie, nie sposób pominąć zjawiska, które od kilku lat systematycznie podbija serca Poznaniaków. Mowa o urban sketchingu, czyli miejskim szkicowaniu. Choć idea ta narodziła się globalnie, w Poznaniu zyskała niezwykle silną i prężnie działającą reprezentację.

Czym dokładnie jest urban sketching? To ruch zrzeszający ludzi, którzy rysują miasta, w których żyją lub które odwiedzają, dokumentując chwile na gorąco, bezpośrednio z obserwacji. Kluczową zasadą zapisaną w manifeście światowego ruchu jest autentyczność: rysuje się to, co widzi się w danym momencie – bez upiększania, bez przerysowywania ze zdjęć w domu. Liczy się chwila, tu i teraz. Poznańscy urban sketcherzy to widok, który na stałe wpisał się w krajobraz miasta. Można ich spotkać w każdą pogodę – siedzących na składanych krzesełkach turystycznych, na schodach kamienic, murkach czy w kawiarnianych ogródkach. W rękach trzymają małe, poręczne notesy (sketchbooki), cienkopisy, pióra i miniaturowe paletki z akwarelami, które mieszczą się w kieszeni.

Co tak fascynuje mieszkańców w tej formie aktywności? Przede wszystkim to, że pozwala ona odkryć Poznań na nowo. Kiedy stajesz przed zadaniem naszkicowania fasady kamienicy na Placu Kolegiackim, zaułków Śródki czy nowoczesnej bryły Bałtyku, zaczynasz dostrzegać detale, które dotychczas umykały Ci podczas codziennego pędu. Zauważasz grę cieni na gzymsie, nietypowy kształt okna, fakturę starej cegły czy specyficzny rytm miejskich latarni. Miasto przestaje być tylko tłem dla Twojego życia – staje się Twoim partnerem i głównym bohaterem. Wspólne wyjścia na szkicowanie, tak zwane sketchcrawls, mają też ogromny walor integracyjny. Po kilku godzinach rysowania w różnych punktach miasta, uczestnicy spotykają się w wybranej kawiarni, rozkładają swoje notesy na jednym dużym stole i wspólnie oglądają efekty pracy. To niesamowite widzieć, jak dwadzieścia różnych osób zinterpretowało to samo skrzyżowanie czy ten sam budynek. Każdy ma inną kreskę, inną wrażliwość na kolor, inne spojrzenie na perspektywę. Nie ma tu rywalizacji – jest wzajemna inspiracja i wymiana doświadczeń.

 

Demokratyzacja sztuki. Dlaczego nie musisz być Matejką, żeby zacząć

Najpiękniejszą cechą tego całego malarskiego poruszenia w Poznaniu jest jego totalna inkluzywność. Przez lata wmówiono nam, że sztuka jest domeną wybranych – elitarnym klubem dla osób z wrodzonym talentem, które ukończyły odpowiednie szkoły. Nowe formy spędzania czasu bezlitośnie obalają ten mit.

Współczesne wspólne malowanie opiera się na koncepcji mindfulness (uważności) poprzez działanie manualne. Kiedy skupiasz się na tym, aby wymieszać odpowiedni odcień błękitu z żółcią i uzyskać idealną zieleń, Twój mózg wchodzi w stan tak zwanego „przepływu” (flow). To stan głębokiego zaangażowania, w którym zapomina się o upływającym czasie, problemach domowych i stresie w pracy. Działa to niemal terapeutycznie.

Wspólne malowanie – czy to przy drinku, w parku, czy na chodniku z notesem – to także świetny sposób na budowanie lokalnych społeczności. W czasach, gdy relacje międzyludzkie coraz częściej przenoszą się do sieci, możliwość fizycznego spotkania z ludźmi o podobnych zainteresowaniach jest na wagę złota. Przy sztalugach znikają bariery wiekowe czy zawodowe. Prezes dużej firmy informatycznej siedzi ramię w ramię ze studentką kulturoznawstwa i emerytowaną nauczycielką biologii, rozmawiając o tym, jak trudno jest namalować cień rzucany przez drzewo. Sztuka staje się uniwersalnym językiem, który łączy, zamiast dzielić.

Zapakuj pędzle i ruszaj w miasto – krótki przewodnik dla debiutanta

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu poczułeś, że masz ochotę spróbować swoich sił i zamienić kolejny wieczór przed Netfliksem na przygodę z farbami, Poznań ma dla Ciebie całe spektrum możliwości. Jak zacząć, by się nie zrazić?

Wybierz format dla siebie: Jeśli lubisz gwar, muzykę i dobre napoje, poszukaj w mediach społecznościowych haseł takich jak „Sip and Paint Poznań”, „Wino i Malowanie” czy wydarzeń organizowanych przez lokalne jeżyckie pracownie artystyczne. To opcja idealna na start – nie musisz kupować żadnych własnych materiałów, wszystko dostaniesz na miejscu.

Wyjdź do parku solo lub z ekipą: Jeśli wolisz spokój, kup podstawowy zestaw tanich akryli lub akwareli, blok z grubszym papierem (minimum 200 g/m²) i dwa, trzy pędzle. Wybierz się do Parku Sołackiego w niedzielne przedpołudnie. Rozłóż koc, weź ze sobą termos z kawą i po prostu spróbuj przelać na papier to, co widzisz przed sobą. Pamiętaj: nikt Cię nie ocenia!

Dołącz do społeczności urban sketchers: Poszukaj lokalnej grupy poznańskich szkicowników miejskich na Facebooku lub Instagramie. Informacje o darmowych, otwartych spotkaniach są tam publikowane regularnie. Wystarczy zabrać ze sobą zwykły notes, ołówek lub cienkopis i przyjść w wyznaczone miejsce. Zostaniesz przyjęty z otwartymi ramionami, a bardziej doświadczeni koledzy na pewno chętnie podzielą się trikami dotyczącymi perspektywy czy szybkiego nakładania plam barwnych.

Poznań udowadnia, że malarstwo nie musi być zamknięte w sterylnych, cichych salach Muzeum Narodowego. Może żyć na ulicach, w parkach, knajpach i przede wszystkim – w sercach mieszkańców. Czas więc odważyć się na ten pierwszy krok, ubrudzić palce farbą i zobaczyć swoje miasto w zupełnie nowych, znacznie żywszych barwach.