Fryzjerstwo się zmienia. Pasja zostaje
Fryzjerstwo w jego wydaniu to coś więcej niż zawód – to historia rodziny, która trwa już cztery pokolenia. O zmianach w branży, powracających trendach i pracy, która wymaga ciągłego rozwoju, opowiada Mariusz Nowacki, właściciel salonu fryzjerskiego „MARIUSZ” w Swarzędzu.

ROZMAWIA: Monika Kanigowska
ZDJĘCIA: Artur Kosonowski
[Współpraca reklamowa]
Od ilu lat działa Pan w tej branży?
Mariusz Nowacki: Nasza historia sięga znacznie dalej niż tylko moja działalność. To firma z tradycjami rodzinnymi, już w latach 80. mój dziadek prowadził salon dwie kamienice dalej. Mój tata pracował z kolei ze znanym poznańskim fryzjerem Bronkiem Grzępowskim w hotelu Polonez. Po śmierci dziadka przejął jego salon w Swarzędzu, jednak niestety rok później zginął w wypadku. Po kilku latach postanowiłem kontynuować tę tradycję. Przeniosłem salon do naszej kamienicy i prowadzę go tu już od 29 lat. Zaczynałem od niewielkiej, 30-metrowej przestrzeni, później było 70 metrów, a dziś salon ma już 120 metrów i stale się rozwija.
To prawdziwie rodzinny biznes.
Zdecydowanie tak. Obecnie też mam pełne wsparcie rodziny – żony i dzieci. To już czwarte pokolenie – od zeszłego roku pracuje ze mną syn, a córka kończy kosmetologię i również zaczyna swoją zawodową drogę w naszym salonie.
Specjalizuje się Pan bardziej we fryzjerstwie damskim czy męskim?
Zajmuję się jednym i drugim, ale moją specjalnością jest fryzjerstwo damskie. Jestem szkoleniowcem, egzaminatorem w Izbie Rzemieślniczej i laureatem wielu konkursów, w tym mistrzostw Polski.
Fryzjerstwo męskie też oferujecie?
Oczywiście, dziś barbering to osobna, bardzo rozwinięta dziedzina. To już nie tylko strzyżenie, ale też stylizacja brody i pielęgnacja. Mężczyźni wracają regularnie – nawet co tydzień – więc to także stabilna gałąź biznesu. W naszym salonie pracuje dziś wielu mężczyzn, co kiedyś było rzadkością.
Jak bardzo zmieniło się fryzjerstwo przez te lata?
Przede wszystkim zmieniła się świadomość i jakość pracy. Kiedyś produkty były bardziej inwazyjne, a zabiegi wykonywano bez względu na kondycję włosa. Dziś kluczowa jest pielęgnacja i bezpieczeństwo. Pracujemy na nowoczesnych kosmetykach, które nie tylko koloryzują, ale też regenerują. Zmieniło się też podejście do klienta – nie ma już jednej „modnej fryzury dla wszystkich”. Każdą stylizację dopasowujemy do urody, charakteru i stylu życia.

Zmienił się także sam klient?
O tak. Dziś to klient świadomy i regularny. Wizyty odbywają się co kilka tygodni, a nie tylko przed świętami. Dzięki temu efekty są lepsze i trwalsze.
Co dziś jest modne?
Moda wraca – inspirujemy się latami 80. i 90., ale w nowoczesnym wydaniu. Wróciły m.in. mullet, bardziej wyraziste cięcia czy postrzępione formy z dłuższym tyłem. Króluje też klasyczny bob w różnych wariacjach oraz naturalne, lekkie grzywki typu „bardotka”.
Kolorystyka również podąża za modą – często równolegle z trendami w ubraniach. Jesienią i zimą dominowały czerwienie, bordo. Teraz, na wiosnę, wracają blondy, ale już nie chłodne, platynowe. Raczej ciepłe – karmelowe, kawowe, bursztynowe, z nutą rudości. Odchodzi się też od bardzo kontrastowych pasemek czy klasycznego balejażu. Zamiast tego stawiamy na bardziej naturalne efekty – jeden dominujący kolor, ewentualnie subtelne refleksy czy delikatne przejścia tonalne, które dają efekt trójwymiarowości.
A młodsze pokolenie?
Młodzież nadal eksperymentuje – pojawiają się odważne kolory i kontrasty, często inspirowane subkulturami. Część próbuje koloryzacji samodzielnie, ale coraz częściej trafiają do nas, by zrobić to profesjonalnie i bezpiecznie.
Coraz więcej mówi się o pielęgnacji i trychologii.
To dziś podstawa naszej pracy. Korzystamy z nowoczesnych narzędzi diagnostycznych, które analizują stan skóry głowy i włosów, a następnie pomagają dobrać odpowiednią pielęgnację. Oferujemy zabiegi regenerujące, nawilżające, ale też wspierające walkę z wypadaniem włosów czy problemami skóry głowy. Współpracujemy z markami L’Oréal i Kérastase, więc poziom szkoleń, produktów i obsługi klienta mamy naprawdę bardzo wysoki. Te firmy stale wyprzedzają rynek – rozwijają trychologię, wprowadzają nowoczesne urządzenia diagnostyczne, kamery, nowe linie kosmetyków. Dzięki temu możemy nieustannie podnosić jakość usług.
Klienci mogą kupić kosmetyki używane w salonie?
Tak, i to ważny element naszej pracy. Profesjonalne produkty są bardziej skoncentrowane i skuteczniejsze, a odpowiednia pielęgnacja domowa pozwala utrzymać efekty zabiegów na dłużej.
Oferta salonu wykracza dziś poza fryzjerstwo.
Tak, mamy rozbudowaną część kosmetyczną – manicure, pedicure, stylizację paznokci, zabiegi na twarz i dekolt, a także nowoczesne technologie, jak laser tulowy. Oferujemy również makijaż i współpracujemy z lekarzem medycyny estetycznej, dzięki czemu zapewniamy kompleksową opiekę.
A oferta ślubna?
Oczywiście, nadal wykonujemy fryzury i makijaże, ale zmienił się sposób pracy. Coraz częściej są to usługi wyjazdowe. Panny młode chcą przygotowywać się w domu albo w hotelu – razem z makijażystką, fotografem, w komfortowej, spokojnej atmosferze. Dlatego oferujemy takie pakiety – wysyłamy fryzjerkę i kosmetyczkę na miejsce. Dla nas to logistycznie trudniejsze, bo w salonie mamy wszystko pod ręką, ale rynek tego oczekuje. Ostatnio przygotowywaliśmy w ten sposób kilka osób jednocześnie – cała obsługa odbywała się w domu przed weselem.

Plany na przyszłość?
Chcemy dalej rozwijać trychologię i część kosmetologiczną. Jeśli pojawi się możliwość powiększenia salonu, planujemy rozszerzyć ofertę o strefę masażu. To kierunek, który bardzo nas interesuje.
Startował Pan w konkursach i odnosił sukcesy. Dobrze Pan to wspomina?
Bardzo dobrze. Konkursy uczą, motywują i otwierają drzwi. Po zdobyciu Mistrzostwa Polski w 2010 roku pojawiły się propozycje współpracy, szkolenia, nowe możliwości. To buduje markę i daje rozpoznawalność w branży. Dziś to moi uczniowie startują i odnoszą sukcesy – w zeszłym roku jedna z naszych stylistek zdobyła pierwsze miejsce w konkursie ogólnopolskim, a trzecie w mistrzostwach juniorów. Syn również ma już na koncie wygraną w konkursie wielkopolskim i przygotowuje się do kolejnych startów.
Co daje Panu największą satysfakcję po tylu latach?
To, że ten zawód wciąż się rozwija i nie pozwala stać w miejscu. I że mogę przekazywać tę pasję dalej – kolejnemu pokoleniu.