Nie chcemy po prostu mieć jakichkolwiek zwierząt. Chcemy pokazać, po co jest nowoczesny ogród zoologiczny
Trwają przygotowania do dużych zmian w obu ogrodach zoologicznych. W Nowym ZOO najważniejsze są dziś słonie, których stado ma się powiększyć o trzy starsze samice z Duisburga. Równolegle rozwijane są edukacja, programy ochrony gatunkowej, a także projekty nowych ekspozycji. Stare ZOO ma natomiast stopniowo zmieniać swój charakter. Plany są ogromne, ale dzięki nim Poznań będzie miał kolejną wielką atrakcję dla mieszkańców i turystów. O nowościach rozmawiamy z Piotrem Przyłuckim, dyrektorem Ogrodu zoologicznego w Poznaniu.

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Elżbieta Podolska, ZOO Poznań
Najważniejszym tematem są dziś słonie. W Poznaniu są obecnie dwa – Kizi i Ninio, a plan zakłada sprowadzenie następnych trzech.
Piotr Przyłucki: Tak. To jest dla nas bardzo ważne przedsięwzięcie, ale jednocześnie to projekt obarczony dużym ryzykiem i wymagający ogromnego przygotowania. Mówimy o trzech starszych samicach z niemieckiego ZOO. To nie są młode, łatwe zwierzęta, które po prostu przyjadą do nowego miejsca i od razu wszystko będzie funkcjonowało. To są słonie z własną historią, przyzwyczajeniami i charakterami.
Kiedy obejmowałem ogród zoologiczny, sytuacja naszej słoniarni była bardzo trudna. Zwierzęta były zamknięte w boksach, nie mieliśmy właściwie funkcjonalnej biegalni wewnętrznej, a zewnętrzne ogrodzenie również wymagało pilnej naprawy. Dlatego pierwszym krokiem był remont wewnątrz. Udało się go przeprowadzić w ciągu pół roku. Dopiero później mogliśmy zająć się wybiegiem zewnętrznym. I wtedy pojawiła się możliwość przyjęcia słoni z Duisburga.
Czyli można powiedzieć, że najpierw trzeba było się przygotować, a dopiero później myśleć o powiększeniu stada?
Dokładnie. Najpierw trzeba było stworzyć dogodne warunki dla obecnych słoni, aby następnie można było w ogóle myśleć o przyjęciu kolejnych zwierząt. To nie może działać na zasadzie: mamy miejsce, więc przywieźmy słonie. Przy tak dużych i społecznie skomplikowanych zwierzętach trzeba analizować każdy szczegół. Poprosiliśmy kolegów z Niemiec o przeprowadzenie badań weterynaryjnych. Chodziło między innymi o wykluczenie choroby, która pojawiła się w rozmowach dotyczących jednego z osobników. Konsultowaliśmy to z inspekcją weterynaryjną. Dopiero wtedy mogliśmy podjąć ostateczną decyzję.

Te trzy samice są szczególne również dlatego, że są starsze?
Tak. To są trzy starsze samice, określane jako trudne. Każda ma swoją historię. I właśnie dlatego musimy bardzo dobrze przygotować się na ich przyjazd, ale proszę też pamiętać o jednym aspekcie: jeżeli my ich nie przyjmiemy, może się okazać, że nie będą miały dokąd trafić. Obecnie jesteśmy jedynym ZOO w Europie, które może i chce pomóc tym zwierzętom. W Duisburgu planowana jest rozbiórka tamtejszej słoniarni, związana między innymi z poprawą dobrostanu żyraf. Przyjęcie przez nas tych trzech samic daje im szansę na dalsze życie i dożycie w dobrych warunkach.
Nasze ZOO ma warunki, żeby je przyjąć?
Mamy jedną z większych słoniarni w Europie. Mamy również bardzo duży wybieg zewnętrzny – ponad hektar urozmaiconej powierzchni z basenem. To daje nam możliwości, których wiele ogrodów nie ma. Oczywiście nie oznacza to, że wystarczy otworzyć bramę i powiedzieć: „proszę, oto wasz nowy dom”. Musimy dokonać wielu dodatkowych przeróbek. Te słonie będą miały inne potrzeby, inaczej reagują, inaczej funkcjonują społecznie. Wszystko trzeba uwzględnić.
Co jest największym wyzwaniem?
Charakter tych zwierząt. Słoń to zwierzę niezwykle inteligentne i wysoko zorganizowane społecznie. Każdy osobnik zachowuje się inaczej. Jedna z tych samic ma na przykład zwyczaj chwytania przedmiotów i rzucania nimi. To oznacza, że musimy odpowiednio przygotować wybieg, żeby nie było tam elementów, które mogłyby zostać wykorzystane w niebezpieczny sposób. Inna samica ma bardzo specyficzne relacje z opiekunem. Trzeba wiedzieć, czego się po niej spodziewać. To są szczegóły, które mogą wydawać się drobne, ale przy zwierzęciu ważącym kilka ton każdy szczegół ma znaczenie.

Jak więc będzie wyglądało połączenie nowych słoni z tymi, które już są?
Będziemy robić to stopniowo. Nie zakładamy, że wszystkie zwierzęta od razu wyjdą razem na wybieg. Zresztą z punktu widzenia społecznego pięć słoni to zupełnie inna sytuacja niż dwa. Dziś mamy dwa osobniki, które ze względu na wzajemne relacje muszą być rozdzielane. Jeżeli uda się stworzyć grupę, w której zwierzęta będą mogły bezpiecznie funkcjonować razem, będzie to ogromna zmiana. Chcemy oczywiście próbować je łączyć, ale zawsze najważniejsze będzie bezpieczeństwo zwierząt i ludzi.
Przyjadą z nimi również niemieccy opiekunowie?
Tak. To jest optymalne rozwiązanie. Po przyjeździe słoni przez pewien czas będą tutaj pracowali także ich dotychczasowi niemieccy opiekunowie. Chodzi o to, żeby zwierzęta miały obok siebie kogoś, kogo znają, kto zna ich zachowania i przyzwyczajenia. Jednocześnie nasi pracownicy będą mogli zobaczyć w praktyce, jak wygląda codzienna obsługa tych konkretnych zwierząt. Oczywiście nasi opiekunowie wcześniej byli w Duisburgu i także obserwowali, ale bezpośrednia praca z nimi jest czymś zupełnie innym.
Transport trzech słoni musi być ogromnym przedsięwzięciem logistycznym…
Oczywiście. To będą trzy specjalne naczepy. Przy transporcie tak dużych zwierząt trzeba brać pod uwagę bardzo wiele czynników. Ryzyko istnieje zarówno podczas transportu, jak i już po przyjeździe. Dlatego staramy się wyeliminować wszystkie możliwe zagrożenia. Nie możemy zagwarantować, że wszystko wydarzy się dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy. Możemy natomiast bardzo dobrze się przygotować.
Co ma być najważniejszym celem hodowli słoni w Poznaniu?
Słonie afrykańskie są dużym wyzwaniem hodowlanym. Moglibyśmy pójść prostszą drogą i budować grupę słoni indyjskich...
Naszym celem jest w przyszłości stworzenie rozrodczej grupy słoni afrykańskich. To nie jest łatwe, ale właśnie dlatego jest to wyzwanie. Obecne zwierzęta są starsze i kiedyś ich zabraknie. Wtedy chcielibyśmy mieć możliwość pozyskania młodszej, rozrodczej grupy. Pomoc w zapewnieniu tym słoniom bezpiecznej emerytury to także mocny sygnał dla Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (EAZA), że znów jesteśmy pewnym i mocnym graczem na arenie światowych ZOO Wspomnę jedynie, że wyrzucono nas z EAZA i Światowego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (WAZA), do którego powróciliśmy 16.07.2026 r. – czyli całkiem niedawno, po zaledwie dwóch latach starań.
Co chciałby Pan pokazać zwiedzającym?
Chociażby edukację dotyczącą słoni. Przy słoniarni przygotowywane są ekspozycje, które pozwolą lepiej zrozumieć te zwierzęta. Są między innymi interaktywny model serca, który powstał z prawdziwego odlewu korozyjnego serca Kingi ze Starego ZOO, kości mamuta, ukazana historia pratrąbowców. To pozwala spojrzeć na zwierzę nie tylko jak na „atrakcję”. Można „poczuć” jego anatomię, sposób funkcjonowania organizmu, zachowanie.
Wybudowaliśmy też Centrum Edukacyjne wraz z wioską zwierząt. Nie mieliśmy do tej pory miejsca, w którym moglibyśmy prowadzić zajęcia z dziećmi, młodzieżą, seniorami, i to przez cały rok. Teraz nareszcie mamy takie miejsce, które rozpocznie działalność od września tego roku. Nowoczesne, w pełni wyposażone, z odpowiednim zapleczem zarówno dla uczestników, jak i dla pracowników.

Przenieśmy się do Starego ZOO. Tutaj zmiana będzie chyba jeszcze bardziej widoczna.
Tak. Stare ZOO ma przed sobą zupełnie inną przyszłość niż Nowe ZOO. Nie możemy udawać, że w centrum miasta możemy utrzymywać takie same duże zwierzęta. Warunki przestrzenne i dobrostanowe są tutaj zupełnie inne. Dlatego duże zwierzęta będą stopniowo przenoszone do Nowego ZOO. Nie oznacza to jednak, że Stare ZOO przestanie być atrakcyjne. Wręcz przeciwnie. Chcemy pokazać, że można stworzyć bardzo ciekawe miejsce oparte na mniejszych gatunkach, przede wszystkim rybach, płazach, gadach, bezkręgowcach i innych zwierzętach, których często nie postrzegamy jako atrakcyjne w warunkach ZOO.
W tym kontekście szczególnie interesujące jest laboratorium drzewołazów.
To jest jeden z naszych najciekawszych projektów. Mamy bardzo nowoczesne laboratorium drzewołazów. Można powiedzieć, że jest ono jednym z najnowocześniejszych tego typu miejsc w Europie, a na pewno w Polsce. I najważniejsze jest to, że ono działa. Rozmnażanie tych płazów idzie nam tak dobrze, że zaczynamy już przekazywać te rzadkie i urokliwe zwierzęta innym ogrodom, a kolejka chętnych się wydłuża.
To chyba najlepszy rodzaj problemu dla ogrodu zoologicznego.
Zdecydowanie. Jeżeli rozmnażamy zagrożone gatunki i możemy przekazywać je innym ogrodom, to znaczy, że wykonujemy konkretną pracę, dzięki której chronimy dany gatunek. Mam nadzieję, że populacja drzewołazów, którą teraz rozmnażamy, zasili wiele europejskich ogrodów zoologicznych zainteresowanych hodowlą tych płazów. I właśnie dlatego rozbudowujemy laboratorium. Jedno pomieszczenie już nam nie wystarcza, rozbudowujemy o kolejne, obecnie zaniedbane pomieszczenia. Będą zatem specjalne, komputerowo zarządzane, kolejne miejsca do odchowu, kwarantanny i docelowo rozrodu dla mniejszych gadów. Czyli Stare ZOO staje się miejscem, w którym zwiedzający zobaczy nie tylko ekspozycje, ale również zaplecze ochrony gatunkowej. I to jest dla mnie i mojego zespołu bardzo ważne.

A co z waranami?
Warany zostają w Starym ZOO.
Czyli Stare ZOO ma być bardziej kameralne?
Tak, ale „kameralne” nie znaczy „nudne”. Wręcz przeciwnie. Można tutaj zrobić rzeczy, których nie da się zrobić przy dużych zwierzętach. Wyobraźmy sobie na przykład ekspozycję pokazującą życie mrówek. Ogromne gniazdo, system tuneli, możliwość obserwowania kolonii. To może być doświadczenie, które zapamięta i dziecko, i dorosły bardziej niż kolejny wybieg. Chcemy pokazywać zwierzęta, które są niezwykle interesujące, ale na co dzień ich nie zauważamy.
W Nowym ZOO planowane jest również pingwinarium.
Tak. Przygotowujemy dokumentację tego projektu. To będzie kolejny bardzo ważny element rozwoju ogrodu. Pingwiny są bardzo atrakcyjne dla zwiedzających, ale przede wszystkim można przy ich okazji opowiedzieć o całych ekosystemach morskich. Projekt zakłada możliwość oglądania ich z kilku poziomów – z góry, z poziomu wybiegu, a także z części podwodnej. To daje zupełnie inne możliwości obserwowania zachowania tych zagrożonych zwierząt (pingwiny Humboldta).
Skąd pomysł właśnie na pingwiny?
Pierwotnie rozważaliśmy ekspozycję ssaków morskich, ale pojawiły się bardzo poważne problemy technologiczne i formalne związane z budową nowych ekspozycji wykorzystujących tylko wodę morską. W przypadku pingwinów sytuacja jest znacznie prostsza. Jednocześnie jest to zagrożony gatunek, a do tego ludzie bardzo je lubią w ZOO.
W planach pojawia się też Bałtykarium i Wartarium.
Chcemy pokazać przyrodę rzeki Warty i jej pośredni związek z Bałtykiem. To jest bardzo ważne, bo często opowiadamy o odległych ekosystemach, a zapominamy o tym, co mamy właściwie za drzwiami. Wartarium i Bałtykarium mogłyby pokazywać faunę i florę Warty oraz środowisko Bałtyku. To jest edukacja, ale jednocześnie bardzo atrakcyjna forma ekspozycji.
Ma się zmienić również samo wejście do Nowego ZOO.
Takie mamy plany, a nawet koncepcję. To będzie konieczne. Nowe ZOO powstało w 1974 roku. Ma już zatem 52 lata. Sam ogród jest zaledwie o dwa miesiące młodszy ode mnie. A wejście wygląda już archaicznie. Chcemy je całkowicie przebudować. Chodzi o stworzenie nowoczesnej, komfortowej, całorocznej strefy przyjmowania gości, w której dopiero po wejściu będzie można zdecydować, co chcemy robić.
To znaczy?
Nie chcemy, żeby zwiedzanie zaczynało się od podejścia do kasy i zastanawiania się, co dalej. Marzy nam się stworzenie przestrzeni, w której będzie między innymi restauracja, kawiarnia, hotel, a także miejsca przeznaczone na wystawy. Dopiero dalej będzie strefa biletowa. Zwiedzający będzie mógł zaplanować sobie cały dzień w jednej ze stref: rekreacyjna, „klasycznego ZOO z fortyfikacją” i „nowoczesnego ZOO”. Mamy 116 hektarów. Nie da się w ciągu kilku godzin wszystkiego dobrze zobaczyć, dlatego chcemy podzielić ogród na strefy. Ktoś może przyjechać na cały dzień i przeznaczyć kilka godzin na zwierzęta, a później odpocząć przy stawach. Może wejść na wykład naukowy, projekcję filmu, zajrzeć do mobilnej, przyrodniczej biblioteki czy księgarni z kawiarenką. Nie każdy musi i chce cały czas chodzić od wybiegu do wybiegu.

Wspomniał Pan o hotelu. To nie jest trochę zaskakujące – hotel w ZOO?
Nie. Na świecie takie rozwiązania już funkcjonują. Jeżeli ktoś może zatrzymać się w miejscu, z którego obserwuje zwierzęta, to jest to dodatkowa atrakcja. Widziałem rozwiązania, w których częścią budynku dla zwierząt są specjalne pokoje z widokiem na wybieg (USA). To jest kierunek, o którym warto myśleć.
Kolejnym elementem planów jest wykorzystanie fortów.
Tak. Chcemy wykorzystać potencjał fortyfikacji. Rozmawiałem już wstępnie z Miejskim Konserwatorem Zabytków. Mamy wielkie marzenie i pomysł, żeby stworzyć tam coś w rodzaju singapurskiego raju ptasiego – ogromne, siatkowane woliery, przez które mogliby przechodzić zwiedzający, a ptaki miałyby możliwość swobodnego latania. To połączenie historii miejsca z przyrodą.
Czyli zamiast walczyć z tym, że fort jest zabytkiem, można wykorzystać jego charakter?
Właśnie. Lepiej coś zrobić, niż pozwolić, żeby budynek niszczał. Jeżeli uda się połączyć ochronę zabytku, przyrodę i edukację, możemy stworzyć coś naprawdę interesującego. Poza tym nie jest to nic nowego, znam dwa ogrody w Europie, które powstały na bazie fortyfikacji.
Czy Poznań ma ambicję stworzenia ogrodu zoologicznego na europejskim poziomie?
Tak. Ale trzeba mieć świadomość, że takie projekty nie powstają w rok, dwa czy trzy lata. Najpierw musimy uporządkować rzeczy podstawowe. Potem realizować kolejne etapy. Mamy wiele pomysłów, ale każdy z nich musi mieć finansowanie, dokumentację i odpowiednie przygotowanie. My dopiero wstajemy z kolan.
Gdyby miał Pan jednym zdaniem opisać, czym ma być poznańskie ZOO za kilka lat?
Miejscem, w którym można zobaczyć (nie)zwykłe zwierzęta, ale również zrozumieć, dlaczego trzeba je chronić.