Te skrzypce mają ponad 400 lat. Właśnie zrobiono im tomografię
Co można zobaczyć we wnętrzu instrumentu, który powstał cztery stulecia temu? Okazuje się, że całkiem sporo. Ponad 140 skrzypiec, altówek i wiolonczel z poznańskiego Muzeum Instrumentów Muzycznych zostało przebadanych za pomocą tomografii komputerowej i precyzyjnego skanowania. Naukowcy zaglądają pod drewno, tworzą cyfrowe modele, a w kolejnym etapie chcą zrobić coś jeszcze bardziej niezwykłego: zachować brzmienie zabytkowych instrumentów. Tak, żebyśmy mogli usłyszeć głos przeszłości. W tym roku Muzeum obchodzi 80-lecie działalności, z tej okazji my też zajrzymy do wnętrza zabytków.

TEKST: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Muzeum Instrumentów Muzycznych
Wszystko zaczęło się od 74 instrumentów
Poznań, listopad 1945 roku. Wojna właśnie się skończyła. Miasto podnosi się z ruin, a życie kulturalne powoli próbuje wrócić na swoje miejsce. W tym właśnie momencie poznański kupiec i kolekcjoner Zdzisław Szulc przekazuje ocalałą z wojennych działań kolekcję 74 własnych instrumentów. To od niej zaczyna się historia Muzeum Instrumentów Muzycznych. Początkowo placówka działa jako oddział dawnego Muzeum Wielkopolskiego. Pierwsza wystawa zostaje otwarta dla publiczności w 1949 roku. Kolekcja, która zaczynała od kilkudziesięciu obiektów, przez kolejne dekady systematycznie się rozrasta. Dziś liczy około 2,5 tysiąca zabytków z różnych epok i wszystkich kontynentów. To jedna z tych historii, które pokazują, jak wiele może zacząć się od pasji jednej osoby.
Jedna kamienica, setki historii
Dziś Muzeum Instrumentów Muzycznych mieści się przy Starym Rynku 45, w zabytkowej renesansowej kamienicy. I trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce dla kolekcji, która opowiada o przemijaniu epok. W muzeum nie chodzi zresztą wyłącznie o oglądanie kolejnych instrumentów. Ekspozycja została pomyślana jak podróż przez czas, miejsca i kultury. Tworzy ją 16 galerii, z których każda koncentruje się na innym zagadnieniu, zjawisku czy obszarze muzycznego świata. Instrument nie jest tutaj samotnym przedmiotem w gablocie. Ma swoją epokę, swoje miejsce, swoich twórców, muzyków, którzy mogli na nim grać, publiczność, która mogła go słuchać, i historię, której częścią był przez kolejne dziesięciolecia. Bo żeby zrozumieć instrument, czasem trzeba najpierw zrozumieć świat, w którym powstał.

Od średniowiecza do awangardy
Dwie pierwsze kondygnacje ekspozycji prowadzą przez wybrane zagadnienia z historii europejskiej muzyki artystycznej. Na parterze zaczyna się podróż od późnego średniowiecza. Kolejne sale prowadzą przez następne stulecia aż do końca XVIII wieku. Pojawia się muzyka dworska, zmieniające się obyczaje, rozwój form muzycznych i instrumentarium. Na pierwszym piętrze można prześledzić drogę od świata muzyki dworskiej do epoki sal koncertowych. Pojawiają się słynni wirtuozi, muzyka kameralna i salonowa, aż wreszcie muzyka XX wieku i jej awangardowe poszukiwania.
A później podróż przestaje być wyłącznie europejska. Instrumenty z różnych zakątków świata pokazują, że muzyka nie ma jednej historii. Każda kultura stworzyła własne narzędzia do opowiadania dźwiękiem o świecie, codzienności, rytuałach i emocjach. W efekcie spacer po muzeum staje się czymś więcej niż zwiedzaniem. To podróż do miejsc i czasów, których już nie ma.
Najciekawsze jest to, czego nie widać
Kilkaset lat historii można zobaczyć na powierzchni instrumentu. Ślady pracy lutnika, rodzaj drewna, zdobienia, kształt, sposób wykończenia. Ale najwięcej tajemnic może kryć się tam, gdzie zwykły zwiedzający nie ma dostępu – wewnątrz instrumentu. I właśnie dlatego ponad 140 instrumentów smyczkowych ze zbiorów poznańskiego muzeum przeszło wyjątkowe badania w ZEISS Quality Excellence Center w Tychach. Skrzypce, altówki i wiolonczele zostały poddane precyzyjnemu skanowaniu oraz tomografii komputerowej. Brzmi jak scena z laboratorium przyszłości. Tyle że „pacjentami” były zabytki, które mają za sobą często kilkaset lat historii.
Technologia pozwoliła zajrzeć do ich wnętrza bez konieczności rozbierania instrumentów. Dzięki temu badacze mogą dokładniej analizować ich konstrukcję, poszczególne elementy i sposób wykonania. To wiedza bezcenna dla historyków, muzykologów, konserwatorów i lutników. Ale także dla nas, bo każdy taki obraz pozwala lepiej zrozumieć, jak dawni mistrzowie potrafili z kawałków drewna stworzyć instrument, który przetrwa stulecia.

Amati, Guadagnini, Maggini. I polscy mistrzowie
Wśród przebadanych instrumentów znalazły się dzieła włoskich mistrzów, między innymi braci Amati, Giovanniego Battisty Guadagniniego i Giovanniego Paola Magginiego. To nazwiska należące do historii europejskiego lutnictwa. Ale poznańska kolekcja ma również niezwykle cenne polskie przykłady. Wśród nich znajdują się instrumenty wykonane przez Jana Dankwarta i Marcina Groblicza. Szczególnie intrygujące są skrzypce Groblicza datowane na około 1600 rok.
Warto zatrzymać się przy tej dacie. Około 1600 roku powstaje instrument, który może dziś wyglądać jak piękny, stary przedmiot. Tymczasem w momencie, gdy opuszczał warsztat lutnika, świat wyglądał zupełnie inaczej. Zmieniała się sztuka, architektura, moda i obyczaje. Szekspir pisał swoje dramaty, a Europa wchodziła w nową epokę. I właśnie wtedy ktoś budował skrzypce, które przetrwały do naszych czasów. Dziś możemy zajrzeć do ich wnętrza.
Zamiast dotykać – zeskanować
W przypadku zabytku zawsze istnieje cienka granica między poznawaniem a ingerencją. Można oczywiście rozebrać instrument, sprawdzić każdy element, zmierzyć go i dokładnie zbadać. Tyle że w przypadku wyjątkowo cennego obiektu nie zawsze jest to możliwe ani wskazane. Dlatego nowoczesne metody obrazowania są tak ważne. Tomografia pozwala zobaczyć konstrukcję bez otwierania instrumentu, a skanowanie dostarcza niezwykle precyzyjnych danych. Zamiast wybierać między bezpieczeństwem zabytku a szczegółowym poznaniem jego budowy, można próbować połączyć jedno z drugim. To właśnie tutaj technologia staje się narzędziem ochrony dziedzictwa. Nie zastępuje konserwatora. Pozwala mu zobaczyć więcej.

Z muzealnej gabloty do świata cyfrowego
Projekt nie kończy się na samych badaniach. Pomiary, zdjęcia i skany mają zostać docelowo udostępnione w internecie. Dzięki temu dostęp do najcenniejszych instrumentów będzie znacznie szerszy niż dotychczas. Nie trzeba będzie być specjalistą ani przyjeżdżać do Poznania, żeby przyjrzeć się konstrukcji zabytkowych skrzypiec. Co więcej, badania umożliwią stworzenie cyfrowych modeli 3D instrumentów. To otwiera zupełnie nowe możliwości. Modele mogą służyć naukowcom i konserwatorom, ale również edukacji i dostępności. Na ich podstawie można tworzyć kopie, dzięki którym z instrumentami będą mogły obcować także osoby ze szczególnymi potrzebami. Oryginał pozostaje bezpieczny, a jego cyfrowy odpowiednik może podróżować znacznie dalej.
A gdyby tak jeszcze je usłyszeć?
Jest jednak coś, czego nawet najbardziej szczegółowy skan nie potrafi pokazać. Dźwięk. Przecież instrument powstał właśnie po to, żeby brzmieć. Dlatego kolejnym etapem projektu ma być nagranie brzmienia skrzypiec, altówek i wiolonczel. To może być jeden z najbardziej niezwykłych efektów całego przedsięwzięcia.
Wyobraźmy sobie instrument, który ma kilkaset lat. Jego twórca dawno nie żyje. Nie znamy wszystkich muzyków, którzy trzymali go w rękach. Nie wiemy, w jakich pomieszczeniach rozbrzmiewał ani kto słuchał jego dźwięku. A jednak będziemy mogli spróbować go usłyszeć. Nie będzie to oczywiście nagranie dźwięku sprzed czterystu lat. Nie da się cofnąć czasu. Ale będzie to brzmienie konkretnego zabytkowego instrumentu, zachowane i udokumentowane dla przyszłości. I właśnie wtedy muzealny eksponat może stać się czymś więcej niż przedmiotem. Może znowu przemówić.

Tu instrumenty dostają drugie życie
Technologia jest nowa. Idea dbania o instrumenty – zdecydowanie nie. Od 1946 roku przy muzeum działa Pracownia Konserwacji Instrumentów Muzycznych, jedyna tego typu placówka w kraju. To tutaj zabytkowe instrumenty są konserwowane, ratowane i przywracane do możliwie najlepszego stanu. Praca konserwatora nie przypomina jednak zwykłej naprawy. W starym instrumencie nie wszystko, co wygląda na uszkodzenie, można po prostu wymienić. Każdy ślad może być częścią historii. Każdy oryginalny element ma swoją wartość. Trzeba więc znaleźć równowagę między ochroną zabytku a zachowaniem jego autentyczności. W pracowni powstają także kopie i rekonstrukcje instrumentów archeologicznych oraz historycznych. Dzięki temu można nie tylko zachować przeszłość, ale również próbować ją odtworzyć i zrozumieć.
80 lat później
Muzeum, które zaczynało od kolekcji 74 instrumentów Zdzisława Szulca, ma dziś około 2,5 tysiąca obiektów. Przez osiem dekad zmieniło się niemal wszystko: technologie, sposoby dokumentowania zabytków, możliwości konserwatorskie i dostęp do wiedzy. Zmieniło się również samo muzeum. Ale jedno pozostało niezmienne – przekonanie, że instrument muzyczny jest czymś więcej niż przedmiotem. Jest świadkiem swojej epoki, miejsca, kultury i ludzi.
Dlatego dzisiaj, gdy na najcenniejsze skrzypce kieruje się wiązkę promieniowania, wykonuje ich cyfrowy model, a wkrótce planuje się także nagranie ich brzmienia, trudno mówić wyłącznie o nowoczesnej technologii. To raczej kolejny etap tej samej historii. Najpierw człowiek zbudował instrument. Potem inny człowiek na nim zagrał. Kolejni go chronili. A dziś technologia pomaga nam zachować jego historię.
Zobaczyć instrument inaczej
Jubileusz 80-lecia Muzeum Instrumentów Muzycznych jest dobrym momentem, żeby spojrzeć na tę kolekcję trochę inaczej. Nie jak na zbiór starych przedmiotów, ale jak na archiwum ludzkiej wyobraźni. Bo każdy instrument jest dowodem na to, że człowiek od zawsze chciał coś wyrazić za pomocą dźwięku. Zmieniał materiały, kształty i technologie. Budował coraz bardziej skomplikowane konstrukcje. Przekazywał wiedzę kolejnym pokoleniom. Niektóre z tych prób przetrwały kilkaset lat. A teraz dostają drugie życie – tym razem również w świecie cyfrowym.
Spotkanie z historią
12–13 września, podczas jubileuszu 80-lecia Muzeum Instrumentów Muzycznych, będzie można zobaczyć instrumenty objęte tym niezwykłym projektem badawczym. Warto przyjrzeć się im uważnie. Bo kiedy patrzymy na skrzypce sprzed kilkuset lat, zwykle widzimy przede wszystkim piękny przedmiot. Tymczasem za ich drewnem kryje się historia warsztatu, lutnika, muzyków, epoki i miejsc, w których instrument mógł zabrzmieć. Teraz możemy zobaczyć także to, czego wcześniej nie było widać. A być może już wkrótce również usłyszeć to, czego od dawna nie słyszeliśmy.
Głos instrumentu, który przetrwał stulecia, bo przecież muzeum jest też organizatorem koncertów, na których najznamienitsi muzycy mają okazję zagrać na zabytkowych instrumentach. I może właśnie na tym polega największa siła tego muzeum: nie tylko przechowuje przeszłość. Pomaga sprawić, żeby przeszłość wciąż miała nam coś do powiedzenia.