Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Włoska gościnność pod okiem Pinokia

08.11.2023 12:23:23

Podziel się

Marino Bistrot to prawdopodobnie jedyna włoska restauracja w Poznaniu, która nie serwuje pizzy. Ma za to w swoim menu prawdziwe włoskie specjały, które gwarantują gościom kulinarną przygodę. Poznaniacy pokochali to miejsce za smak, obsługę, gościnność i klimat, który coraz bardziej przypomina ich rodzinną restaurację w Savonie. Od listopada goście poznańskiego Marino Bistrot już od samego wejścia mogą podziwiać mural bardzo podobny do tego, który podbił serca klientów we Włoszech.

ROZMAWIA: Anna Skoczek
ZDJĘCIE: Agata Jesse Obiektywnie
[współpraca reklamowa]

Livio Marino: Mural, to kolejny krok do tego, żeby Marino Bistrot wyglądało podobnie do naszego rodzinnego lokalu we Włoszech. Oryginalne malowidło, które zdobi ściany restauracji w Savonie, zostało wykonane w latach 70. i przedstawia scenę z bajki o Pinokiu, w której chłopiec i jego tata Dżepetto znaleźli się w brzuchu wieloryba. We Włoszech każdy doskonale zna tę bajkę, a scena w brzuchu wieloryba jest moim zdaniem najważniejsza w tej historii. Pokazuje moment spotkania ojca i syna, wyznanie prawdy i zbudowanie więzi. To idealnie oddaje sedno spotkań w naszych restauracjach. Chodzi przecież o spotkania rodzin, przyjaciół, ludzi, którzy za sobą tęsknili i chcą budować ze sobą piękne relacje.

Monika Pietraszak: W oryginale poukrywane są twarze osób z rodziny. Nasz mural też ma w sobie takie smaczki, które nie będą widoczne dla ludzi, którzy nie wiedzą, gdzie ich szukać. Warto przyjrzeć się mu dokładnie, bo to naprawdę dzieło sztuki stworzone przez grupę Murall, która wykonała w Poznaniu już kilka takich dzieł, jak mural na kamienicy przy parku Chopina czy Jeżycjadę na Słowackiego.

LM: W moim rodzinnym mieście wszyscy widzieli już chyba ten obraz na ścianie restauracji. Chciałem stworzyć coś podobnego tutaj i podarować te emocje naszym poznańskim gościom.

Myśli Pan, że poznaniacy zrozumieją przekaz?
LM: Pewnie! Im dłużej jestem w Polsce, tym więcej widzę podobieństw między Włochami a Polakami. Polacy są na przykład kompletnie inni niż Niemcy czy Rosjanie. Są otwarci i ciekawi. Mają śródziemnomorski charakter bez dostępu do Morza Śródziemnego, serio (śmiech). Kiedy otwieraliśmy restaurację, mieliśmy wiele wątpliwości. Zdecydowaliśmy o tym, że będziemy tu serwować i pokazywać kuchnię włoską, ale bez pizzy, lasagne czy makaronu po bolońsku. A przecież to właśnie te włoskie dania są najbardziej znane wśród Polaków.

To była bardzo odważna decyzja.
MP:
Wiedzieliśmy, że naszą największą siłą są umiejętności męża i syna, którzy są odpowiedzialni za przyrządzanie dań. Od początku stawiamy też na wysoką jakość produktów. Często musimy się bardzo natrudzić, żeby były takie, jakie chcemy, ale nawet jeśli czasem nie jest łatwo, to wiemy, że jest warto.

LM: Wiem, że są w Polsce takie włoskie restauracje, gdzie nie szanuje się klientów, podając dania z kiepskich produktów, bo przecież oni niby nie znają włoskich smaków. To błąd. Coraz więcej ludzi podróżuje do Włoch i wie, jak smakują nasze oryginalne potrawy. Podawanie jedzenia kiepskiej jakości to kłamstwo, które ma krótkie nogi. My w potrawy wkładamy serce, korzystamy z najlepszych produktów i tworzymy szczerą atmosferę, którą ludzie doceniają. Zresztą dajemy ludziom dokładnie takie same smaki, jakie znajdą w mojej rodzinnej restauracji w Savonie. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

To się sprawdza?
LM: Dla mnie najpiękniejszym komplementem, który słyszę od klientów, jest ten, kiedy mówią mi, że jedząc u nas, czują się, jakby wrócili do Włoch. Z drugiej strony przez ten rok, kiedy prowadzimy Marino Bistrot, okazało się, że w Poznaniu jest też mnóstwo Włochów, którzy albo się tu uczą, albo żyją i pracują. Uwielbiamy te momenty, kiedy przyjeżdżają do nas i mówią, że dzięki naszej kuchni i atmosferze mogą poczuć się jak w domu. To są bardzo wzruszające chwile.

Nie bał się Pan tego, że im dłużej zostanie w Polsce, tym większe jest prawdopodobieństwo, że straci ten prawdziwy włoski smak?
LM:
Nie ma szans (śmiech). Włoski smak jest już po prostu częścią mnie. Oczywiście jestem profesjonalnym kucharzem, więc przygotuję kaczkę, zrobię też gzik, ale moje dania zawsze będą miały posmak Włoch.

Jakie macie plany na kolejny rok w Poznaniu?
LM:
Teraz zapraszamy na nasze zimowe menu. Zostawiliśmy dania, które były najbardziej popularne wśród naszych klientów, a te mniej popularne zastąpiliśmy nowościami. I tak w nowym menu będzie więcej tuńczyka w postaci steka i tatara. Wracają do nas policzki wołowe, bo to typowo jesienno-zimowe danie, które poznaniacy polubili rok temu.

MP: Na początku listopada zapraszamy też na wyjątkową kolację degustacyjną, podczas której zaserwujemy dania z Sardynii. To właśnie tam w tym roku wybraliśmy się na wakacje i przywieźliśmy stamtąd mnóstwo nowych, zaskakujących smaków. Pokażemy kuchnię, która jest popularna wśród ludzi żyjących w głębi wyspy, nie będzie więc owoców morza. To może zaskoczyć.

Ale to nie koniec śmiałych planów.
MP:
Na pewno będziemy dalej dzielić się z poznaniakami włoską kulturą jedzenia, bo widzimy, że ludzie to lubią i cenią. Nabraliśmy też na tyle odwagi, żeby zrealizować nasz kolejny pomysł i w zupełnie innym miejscu miasta otworzymy naszą… pizzerię.

Można powiedzieć, to to piękny początek sieci?
MP: Tego akurat nie wiemy, ale pewne jest to, że lokal przy ulicy Poznańskiej zawsze będzie naszą rodzinną restauracją, w której stale będzie ktoś z rodziny. Marino Bistrot na poznańskich Jeżycach będzie naszym centrum dowodzenia (śmiech).

Bieżące informacje o wydarzeniach w restauracji, o nowym menu i specjalnych ofertach znajdziecie między innymi na fb/MarinoBistrot