Katalog, który ma pamięć. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu – miejsce, w którym książki mają swoje historie
Są biblioteki, do których przychodzi się po książkę. Są też takie, do których przychodzi się także dla samej biblioteki. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Można tu oczywiście przyjść po książkę potrzebną do pracy naukowej, usiąść z laptopem, pouczyć się, poczytać czasopismo albo po prostu znaleźć spokojne miejsce na kilka godzin. Ale można też przyjść z czystej ciekawości. Obejrzeć zabytkowy gmach, zajrzeć do niezwykłych kolekcji, zobaczyć stare mapy, fotografie, pocztówki, rękopisy i stare druki, a jeśli ktoś szczególnie lubi miejsca z duszą, powinien zobaczyć katalog, którego historia rozpoczęła się jeszcze w XIX wieku.

TEKST i ZDJĘCIA: Elżbieta Podolska
Mam do niego szczególny sentyment, bo kiedyś pracowałam w tym miejscu. Być może dlatego trudno mi patrzeć na niego wyłącznie jak na piękny relikt bibliotecznej przeszłości. Dla mnie to także miejsce wspomnień, codziennej pracy, spotkań z książkami i ludźmi. Jest w nim coś niezwykle charakterystycznego: poczucie, że za każdą kartką, każdym nazwiskiem i każdą szufladką kryje się fragment czyjejś historii.
Początki gmachu i historia zamknięta w kartach
Historia dzisiejszej Biblioteki Uniwersyteckiej sięga przełomu XIX i XX wieku. W latach 1898–1902 wzniesiono reprezentacyjny gmach dla Kaiser Wilhelm Bibliothek, zaprojektowany przez niemieckiego architekta Carla Hinckeldeyna. W tym samym czasie kształtował się księgozbiór i organizowano dwa katalogi: jeden alfabetyczny, według projektu Roberta Lipmana; drugi systematyczny, oparty na schemacie Otto Hartwiga. I właśnie z tamtej epoki wyrasta dzisiejszy katalog.
– To nie jest zwykły zestaw kart, ale właściwie materialna historia biblioteki zapisana ręką kolejnych pokoleń bibliotekarzy – mówi adiunkt biblioteczny, zastępczyni dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej, Agnieszka Rybarczyk. - W charakterystycznych kapsułkach można znaleźć karty pisane gotykiem, pamiętające niemieckie początki biblioteki. Później pojawia się pismo polskie, a jeszcze później ślady kolejnych zmian technologicznych, między innymi maszyn do pisania. W efekcie przeglądanie jednej kapsułki może być małą podróżą przez ponad sto lat historii.

Rytuał wyszukiwania: kapsułki i szufladki
Sama forma katalogu jest także niezwykła. – Część alfabetyczna znajduje się w charakterystycznych kapsułkach, w których przeciętnie mieści się około 400 kart. Początkowo było ich nawet więcej – według informacji przywoływanych przez bibliotekę jedna kapsułka mogła zawierać około 500 kart – mówi Agnieszka Rybarczyk. – Druga część to katalog rzeczowy, umieszczony w szufladkach. Pozwala on dotrzeć do książek poprzez temat czy dziedzinę, nawet jeśli nie znamy autora ani tytułu. Można więc wyobrazić sobie dawną wizytę w bibliotece: zamiast otwierać stronę internetową, otwieramy szufladkę i zaczynamy szukać: nazwiska, tytułu, tematu. Przesuwamy kolejne karty. Dziś takie wyszukiwanie może wydawać się niemal rytuałem z innej epoki, ale właśnie w tym tkwi jego urok.
Spotkanie epok w jednej kapsułce
Tym bardziej że te karty nie są jednorodne. Powstawały przez dziesięciolecia, a ostatnie dokładano jeszcze w 1999 roku. W 2000 roku biblioteka przeszła na katalog online i nowe nabytki przestały trafiać do katalogu kartkowego. W jednej kapsułce mogą więc spotkać się różne pokolenia bibliotekarzy, różne sposoby zapisywania informacji i różne epoki. Gotyk sąsiaduje z późniejszym polskim pismem, a odręczne zapisy z kartami, na których widać już wyraźnie wpływ maszynowego pisania. To trochę tak, jakby biblioteka zostawiła po sobie pamiętnik, tylko zamiast kolejnych rozdziałów mamy setki tysięcy kart.

Niezastąpiony kartkowy katalog a retrokonwersja
Może najbardziej zaskakujące jest jednak to, że ten katalog wcale nie jest martwym zabytkiem.
– Nadal bywa potrzebny – dopowiada adiunkt biblioteczny Agnieszka Rybarczyk. – Biblioteka, która wraz z bibliotekami jednostek organizacyjnych tworzy system biblioteczno-informacyjny UAM, posiada ogromne zbiory – około 5,5 miliona woluminów. Nie wszystkie zostały jeszcze przeniesione do katalogu internetowego. Dlatego, jeśli bibliotekarz lub czytelnik nie znajduje poszukiwanej książki online, może nadal sięgnąć do tradycyjnego katalogu i sprawdzić, czy informacja o niej nie czeka właśnie tam. I wtedy okazuje się, że papierowy katalog ma jeszcze dużo do powiedzenia. Kartkowy katalog alfabetyczny od 2012 roku jest również dostępny online w formie zdigitalizowanej (to był projekt DIGIT CARDS - https://buuam.digital-center.pl/)
To piękny paradoks: katalog, który wygląda jak przeszłość, pomaga odnajdywać książki, których współczesny internet jeszcze nie zdążył „zobaczyć”. Trwa bowiem retrokonwersja, czyli mozolne przenoszenie dawnych opisów bibliograficznych do katalogu komputerowego.
– Przy tak ogromnych zbiorach jest to zadanie na lata – dodaje Pani Agnieszka. – Szczególnie że część najstarszych zasobów to publikacje niemieckojęzyczne, a dawne karty zapisane gotykiem nie są prostym materiałem do przepisania. Czasem opracowanie jednej książki wymaga znacznie więcej niż kilku minut – trzeba szukać informacji, porównywać źródła, rozszyfrowywać dawne zapisy i sprawdzać szczegóły. Bibliotekarz staje się wtedy także trochę historykiem, a czasami nawet detektywem.

Katalog jako kronika instytucji i ludzkich rąk
I chyba właśnie dlatego katalog jest tak fascynujący. Można go traktować nie tylko jako narzędzie do odnajdywania książek, ale także jako kronikę samej biblioteki. Kiedy przesuwa się kolejne karty, można obserwować zmieniające się pismo, sposoby opracowywania zbiorów i kolejne etapy historii instytucji. Jedna kapsułka może być małym przekrojem przez sto lat. Jest w tym coś bardzo ludzkiego – ktoś kiedyś wziął kartę do ręki, zapisał na niej informacje o książce, umieścił ją w odpowiednim miejscu, a wiele lat później ktoś inny wyciąga ją z tej samej kapsułki.
Archiwum pamięci: od map i nut do dokumentów życia społecznego
Biblioteka Uniwersytecka ma zresztą znacznie więcej takich historii. Kiedy mówimy „biblioteka”, zazwyczaj widzimy półki pełne książek. Tymczasem jej zbiory są znacznie bardziej różnorodne.
– Są tu zbiory ikonograficzne – fotografie, zdjęcia i pocztówki, szczególnie związane z Poznaniem i Wielkopolską – opowiada Agnieszka Rybarczyk. – Są zbiory kartograficzne, czyli mapy, atlasy i piękne globusy. Jest Pracownia Zbiorów Muzycznych, w której przechowywane są nuty i partytury. Są też pracownie Starych Druków, Rękopisów i Regionalnego Zasobu Bibliotecznego oraz Dokumentów Życia Społecznego. Te ostatnie potrafią być szczególnie zaskakujące, bo oprócz plakatów czy ulotek mogą obejmować najróżniejsze drobne przedmioty i materiały, które dokumentują życie społeczne swojej epoki.
To wszystko sprawia, że Biblioteka Uniwersytecka jest właściwie ogromnym archiwum pamięci. Nie przechowuje wyłącznie tego, co zostało wydrukowane w formie książki lub czasopisma. Przechowuje również obrazy, mapy, fotografie, rękopisy, dokumenty i przedmioty. A każdy z tych materiałów może kiedyś okazać się ważnym źródłem wiedzy o świecie, który już przeminął.
Zbiory masońskie i pałac w Ciążeniu
Jedną z kolekcji, która szczególnie mocno pobudza wyobraźnię, są zbiory masońskie. Ich historia związana jest między innymi z późnobarokowym pałacem w Ciążeniu, pozyskanym dla Uniwersytetu w 1968 roku. To tam przez lata przechowywano i udostępniano kolekcję. W latach 2016–2017 zbiory masońskie zostały przewiezione do magazynów w Poznaniu.
– Sama zawartość kolekcji jest niezwykła, ponieważ nie ogranicza się do publikacji – wyjaśnia Agnieszka Rybarczyk. – Oprócz druków wolnomularskich (np. encyklopedii, mów, konstytucji czy statutów) druków znajdują się tam również regalia i utensylia masońskie związane z działalnością i rytuałami wolnomularskimi – m.in. fartuszki, cyrkle, węgielnice czy medale. I właśnie w takich momentach słowo „biblioteka” zaczyna wydawać się trochę zbyt wąskie. Trudno patrzeć na taki zbiór wyłącznie przez pryzmat książek. Każdy przedmiot ma własny kontekst, znaczenie i historię, a razem tworzą kolekcję pozwalającą spojrzeć na wolnomularstwo nie tylko przez teksty, lecz również przez jego materialną kulturę.

Podwójne czytanie książki i biografie egzemplarzy
Najpiękniejsze w takich zbiorach jest chyba to, że nigdy nie wiadomo, co jeszcze można odkryć. Czasami książka jest interesująca ze względu na samą treść, czasami dlatego, że jest wyjątkowo stara, a czasami najważniejsze okazuje się to, kto miał ją wcześniej w rękach. W Bibliotece odkrywano między innymi książki związane z biblioteką braci Grimm. Ich identyfikacja była możliwa dzięki badaniu samych egzemplarzy – notatek, śladów pisma i innych szczegółów, które pozwoliły rozpoznać ich dawną przynależność. To piękny przykład tego, że książkę można czytać na dwa sposoby. Najpierw czytamy jej tekst. Potem możemy „czytać” sam egzemplarz: pieczątki, podpisy, dedykacje, notatki na marginesach, dawne numery i ślady poprzednich właścicieli. I nagle okazuje się, że książka ma własną biografię.
To właśnie jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w bibliotekach. Ich zbiory nie są zamkniętymi magazynami. Czasami dopiero po latach ktoś zauważa szczegół, który wcześniej umknął uwadze. Badacz rozpoznaje charakter pisma. Ktoś identyfikuje dawnego właściciela, to są tzw. badania proweniencyjne. Ktoś inny odnajduje w starej książce informację, której nikt wcześniej nie wykorzystał. Zbiory mogą więc czekać na swoich odkrywców przez dziesięciolecia.
Miejsce odkrywania i współczesna „BU-kawka”
I może właśnie dlatego warto patrzeć na Bibliotekę Uniwersytecką nie tylko jak na miejsce przechowywania książek, ale jak na miejsce odkrywania. Nie trzeba być profesorem ani historykiem. Czasami wystarczy ciekawość. Stara pocztówka może opowiedzieć więcej o dawnym Poznaniu niż niejeden podręcznik, mapa może pokazać miasto, którego już nie ma, a książka z odręczną dedykacją może nagle stać się śladem konkretnego człowieka.
– Biblioteka jest też coraz bardziej miejscem spotkania. Nie tylko naukowego, choć oczywiście nauka pozostaje jej najważniejszą częścią – mówi Agnieszka Rybarczyk, zastępczyni dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej. – W 2014 roku w miejscu dawnej Czytelni Niemieckiej powstała przestrzeń chill roomu, pełniąca funkcję kawiarni i miejsca spotkań – popularna „BU-kawka”. Miała służyć swobodnej wymianie myśli, rozmowom i dyskusjom naukowym. To bardzo dobrze pokazuje zmianę myślenia o współczesnej bibliotece. Nie musi być już wyłącznie miejscem absolutnej ciszy. Może być także miejscem rozmowy, spotkania i zwyczajnej przyjemności przebywania razem.
Książka może być przecież świetnym pretekstem do spotkania. Do dyskusji, wymiany opinii, poznania kogoś nowego. Biblioteka może być miejscem, w którym rano szuka się książki potrzebnej do badań, później ogląda starą mapę, a jeszcze później przy kawie rozmawia o tym, co właśnie się przeczytało. Wszystko to nadal mieści się w definicji biblioteki – tylko tej znacznie szerszej, bardziej współczesnej.

Przeszłość i teraźniejszość w jednym miejscu
I dlatego tak bardzo lubię myśleć o Bibliotece Uniwersyteckiej jako o miejscu, które łączy pozornie odległe światy. Jest tu zabytkowy gmach i nowoczesna technologia. Katalog kartkowy i katalog online. Gotyckie zapisy i cyfrowe bazy danych. Stare druki i współczesne publikacje. Mapy, fotografie, rękopisy, komiksy, gazety, kolekcja masońska i miliony książek. Jest nauka, ale jest też spotkanie i rozmowa.
Najbardziej podoba mi się jednak to, że katalog kartkowy nie został potraktowany wyłącznie jak muzealny eksponat. Mógłby przecież zostać zamknięty za szybą, opatrzony datą i krótkim opisem: „tak kiedyś szukało się książek”. Tymczasem on nadal jest częścią pracy biblioteki. Nadal można go otworzyć. Nadal można znaleźć tam informację o książce, której nie ma jeszcze w katalogu internetowym. Nadal można zobaczyć kartę sprzed kilkudziesięciu lat i przez chwilę poczuć, że czas w bibliotece płynie trochę inaczej.
Bo może właśnie na tym polega magia tego miejsca. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu nie jest muzeum przeszłości, choć ma w sobie mnóstwo zabytków. Nie jest też wyłącznie nowoczesnym centrum informacji, choć korzysta z najnowszych technologii. Jest jednym i drugim jednocześnie. Przeszłość nie stoi tu w opozycji do teraźniejszości. Raczej prowadzi do niej – karta prowadzi do książki, książka do historii, historia do kolejnego pytania, a pytanie bardzo często prowadzi z powrotem do biblioteki.

Zaproszenie do odkrywania
Dlatego warto czasem wejść do Biblioteki Uniwersyteckiej bez konkretnego planu. Nie po to, żeby koniecznie coś znaleźć, ale żeby zobaczyć, co można znaleźć. Zajrzeć do katalogu, przesunąć szufladkę, otworzyć kapsułkę, przyjrzeć się starej karcie. Obejrzeć pocztówki dawnego Poznania, mapy i stare druki. Zainteresować się kolekcją masońską. Przyjść na spotkanie, rozmowę czy wydarzenie. Usiąść przy kawie. A przede wszystkim pozwolić sobie na tę odrobinę ciekawości, która w bibliotece bywa najlepszym przewodnikiem.
Bo Biblioteka Uniwersytecka to miejsce, do którego można przyjść po książkę. Ale można też przyjść po historię, po atmosferę, po odkrycie albo po zwyczajną przyjemność obcowania z rzeczami, które przetrwały więcej niż jedno ludzkie życie.
A katalog? Katalog ma w tym wszystkim miejsce szczególne. – My mówimy, że katalog to serce Biblioteki, a jak oprowadzam wycieczki, to mówię, że zanim człowiek wymyślił Google’a, to był katalog – dodaje Agnieszka Rybarczyk. Dla jednych będzie zabytkiem, dla innych nadal praktycznym narzędziem, a dla jeszcze innych – pięknym wspomnieniem świata, w którym książkę znajdowało się nie jednym kliknięciem, lecz przesuwając kolejne kartki. Dla mnie jest jednym i drugim. I chyba właśnie dlatego wciąż tak lubię do niego wracać. Bo zanim pojawiło się „szukaj”, „kliknij” i „zamów”, była kartka. Mała, niepozorna, zapisana czyimś pismem. I czasami właśnie ona wie najwięcej.