Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Sołtyski blisko ludzi

Podziel się

Jednego dnia trzeba zorganizować spotkanie mieszkańców, drugiego zająć się niebezpiecznym drzewem, a chwilę później pomyśleć o tym, jak sprawić, żeby nowi sąsiedzi poznali tych, którzy mieszkają tu od pokoleń. Sołtysowanie zdecydowanie nie jest dziś zajęciem dla osób, które lubią spokojnie siedzieć w miejscu. Sołtyski: Anna Dorna z Zakrzewa, Grażyna Nawrocka z Przebędowa i Anna Stemplewska z Komornik dobrze o tym wiedzą. Są pierwszymi kobietami na tym stanowisku w swoich miejscowościach. Każda weszła do lokalnego życia inną drogą, ale wszystkie szybko odkryły, że najważniejsze w tej pracy jest jedno. Trzeba lubić ludzi.

 

TEKST: Ewa Gosiewska

ZDJĘCIA: Archiwa prywatne

 

Burzą stereotypy. Wąsaty pan z pokaźnym brzuchem – tak jeszcze niedawno kojarzył się sołtys. Dziś ta funkcja ma coraz częściej kobiecą twarz. W skali kraju to właśnie sołtyski stanowią już blisko połowę włodarzy wsi.

Trzy różne początki

W Zakrzewie wszystko zaczęło się od końca pewnej epoki. Po 49 latach sprawowania funkcji zmarł nagle Marian Czekalski, szanowany przez mieszkańców sołtys.

Anna Dorna znała lokalne życie od dawna. Działała w Ochotniczej Straży Pożarnej w Zakrzewie, zakładała nieformalne grupy, organizowała wydarzenia. Sołtyską jednak zostać jeszcze nie planowała.

– To była patowa sytuacja. Mieszkańcy poprosili mnie o objęcie tego stanowiska, a ja, poznając te wszelkie ustawy, uchwały rady gminy, zauważyłam, że głównym działaniem sołtysa jest integracja mieszkańców. Pomyślałam, że przecież prowadząc trzy fundacje, tworząc wiele wydarzeń na poznańskich osiedlach, a także organizując m.in. Poznańskie Betlejem, integracją społeczności zajmuję się zawodowo, więc to moja naturalna droga. W tym czuję się jak ryba w wodzie. Dlatego zgodziłam się.

Podobne poczucie, że „to jest właśnie to”, miała Anna Stemplewska z Komornik. Tyle że jej historia zaczęła się od… reklamy społecznej. Był 2009 rok. Anna, świeżo po przeprowadzce do Komornik, stała przed lustrem, a w ramionach miała maleńką córkę Zosię.

– Wtedy w radiu bez przerwy „leciała” reklama społeczna pt. „Radne są wśród nas”. W pewnym momencie, słysząc ją, spojrzałam sobie w oczy i powiedziałam głośno: To jest przecież o mnie! Wystartowałam na radną, mimo że nikt mnie jeszcze wtedy nie znał w sołectwie. Sama zrobiłam sobie kampanię. Wyszłam do ludzi, zaczęłam pukać od drzwi do drzwi i rozmawiać. Zdobyłam wtedy sporo głosów, chociaż nie wystarczyło na mandat. Przegrałam o włos.

Niepowodzenie nie oznaczało jednak końca działalności. Wręcz przeciwnie.

– Szybko zrozumiałam, że nie muszę mieć żadnej konkretnej funkcji po to, żeby działać lokalnie. Byłam aktywna, otwarta na ludzi i nowe pomysły. Założyłam nieformalną grupę miłośników morsowania o nazwie LódDziki Komorniki, angażowałam społeczność w wydarzenia Drużyny Szpiku, organizowałam różne akcje charytatywne. Mieszkańcy zaczęli mnie kojarzyć. W kolejnych wyborach zostałam radną gminy Komorniki, a od 2024 roku jestem sołtyską Komornik.

W Przebędowie droga była mniej gwałtowna. Grażyna Nawrocka od zawsze miała duszę społeczniczki. Stanowisko sołtysa objęła już siedem lat temu i chociaż – jak twierdzi – jest najstarszą pełniącą tę funkcję kobietą w gminie – to werwy mogą jej pozazdrościć dużo młodsi mieszkańcy. Od 2010 r. zasiada także w Radzie Miejskiej Murowanej Gośliny.

– Skończyłam już 70 lat. Często mnie pytają, skąd biorę ten zapał. Myślę, że ta moja energia wynika z dobrego nastawienia do ludzi, chociaż po głowie też nieraz dostałam.

I właśnie z tej społecznikowskiej energii brały się kolejne działania. Aukcje charytatywne, biegi, zbiórki. Jedna z nich miała bardzo konkretny cel: pomóc mieszkańcowi z niepełnosprawnością, który, żeby wyjść z domu, musiał pokonać 21 schodów.

– Odzew mieszkańców był słaby. Zastanawiałam się, jak mogę mu pomóc. Chodziłam, zbierałam i dzięki temu udało się zdobyć tę brakującą kwotę do zamontowania windy zewnętrznej. Ogromna satysfakcja – wspomina Grażyna Nawrocka.

 

Anna Dorna_Fot. Ewelina Jaśkowiak 

Sołtys nie siedzi za biurkiem

Wszystkie trzy szybko odkryły, że lokalne przywództwo zaczyna się dużo bliżej niż w urzędowych dokumentach.

W Zakrzewie ważnym miejscem jest strażnica. To tutaj mieszkańcy spotykają się przy okazji różnych wydarzeń, tutaj można coś wspólnie zrobić, porozmawiać, a czasem po prostu pobyć razem. Anna Dorna ma do pomocy ludzi, na których może liczyć.

– Moja cała rodzina jest w Ochotniczej Straży Pożarnej Zakrzewo: teść, mąż, wujek, a do tego cała rada sołecka. To są ludzie czynu. Dużo łatwiej się z takimi pracuje, bo oni wiedzą, że czasem muszą działać nagle, często w trudnych warunkach. Ta bliska współpraca pomaga, daje dużą łatwość komunikacji. Wystarczy, że komendant powie: „Słuchajcie, jutro trzeba przyjść pomóc” i my wszyscy jesteśmy. Bo słowo „ochotnicza” zobowiązuje, nikt nie jest tu na siłę.

Podkreśla, że Zakrzewo przez lata mocno się zmieniło. Wieś rozrosła się z około 800 mieszkańców do ponad dwa razy większej społeczności.

– Był taki czas, kiedy wszyscy rano spotykaliśmy się na kawę i pogaduszki. Później każdy szedł w swoją stronę do pracy. Dziś te spotkania trzeba już trochę bardziej organizować i taka jest właśnie moja rola – integracja.

W Przebędowie Grażyna Nawrocka dobrze wie, że czasem najlepszym powodem, żeby wyjść z domu, jest po prostu ciekawość. Dlatego inicjuje różne wydarzenia, które łączą społeczność. A kiedy mieszkańcy potrzebują konkretnej interwencji, również wiedzą, do kogo zadzwonić.

– Wtedy widzę, że to ma sens. Mogę wysłuchać mieszkańców, być bliżej ich problemów. Ja lubię ludzi, zwłaszcza dzieci. To jednak nie znaczy, że jest mi łatwo. Zdarza się, że opozycja potrafi mi dopiec. Na początku było to dla mnie trudne. Nie zawsze funkcja sołtyski jest wdzięcznym zajęciem, ale dzisiaj skutecznie radzę sobie, stosując strategię ochrony własnego spokoju. Na szczęście mnie napędzają takie codzienne sprawy. Choćby dzisiaj. Złamało się drzewo. Akurat rośnie przy bloku wspólnoty mieszkaniowej należącym do zarządcy, który jest bardzo trudnym i niedostępnym człowiekiem. Taki konar zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Woleli zainterweniować u mnie, bo już jedną podobną sprawę niedawno załatwiłam i to w szybkim czasie. Drzewo zostało usunięte.

 

Anna Stemplewska

Łączniczka, czyli ktoś bardzo potrzebny

W Komornikach – obok codziennych zgłoszeń dotyczących uszkodzonych dróg czy braku oświetlenia – na pierwszy plan wysuwa się zupełnie inne wyzwanie. Mieszkańców przybywa tak szybko, że nie wszyscy mają szansę się poznać, zintegrować i stworzyć prawdziwą wspólnotę.

Anna Stemplewska mówi o ponad 10,5 tysiąca zameldowanych osób. Faktycznie żyjących tu ludzi jest znacznie więcej.

– Moje sołectwo w ostatnich latach bardzo dynamicznie się rozrosło, co zupełnie zmieniło specyfikę lokalnej społeczności. Starzy mieszkańcy mają swoje przyzwyczajenia i potrzeby, które są zupełnie różne od oczekiwań tych nowych. Rolnicy chcą żyć inaczej niż ludność napływowa z miasta. Moją misją jest łączenie tych światów, tworzenie wspólnoty. Stąd mój pomysł na akcję „Poznaj swojego sąsiada”. Ludzie naprawdę chcą być i działać razem, tylko często nie wiedzą, od czego zacząć, jak się poznać, jak przełamać pierwsze lody. I tu pojawia się moja rola – łączniczki. Lubię ludzi, lubię z nimi współpracować. To mnie napędza. Kiedy widzę, że udaje mi się ich zmobilizować, wyciągnąć z domu, zaangażować, rosną mi skrzydła, wtedy wiem, że to, co robię, ma sens. Mam poczucie sprawczości.

Takie łączenie, jak podkreśla sołtyska Komornik, oznacza także dbałość o wszystkie grupy mieszkańców.

– Staram się organizować różnorodne wydarzenia, tak żeby każdy znalazł coś dla siebie. Nikt nie lubi być pomijany. Szczególnie wyczuleni są na to seniorzy, bardzo aktywni w Komornikach. Bardzo istotne jest też dla mnie wspieranie kobiet – kiedy tylko mogę, dmucham w ich skrzydła – dokładnie tak, jak kiedyś dmuchano w moje.

Nie są to jedynie deklaracje. Jako sołtyska Anna Stemplewska często organizuje warsztaty rozwojowe dla lokalnych mieszkanek, a na szerszą skalę od lat aktywnie działa w Wielkopolskim Kongresie Kobiet.

 

Grażyna Nawrocka

Siła kobiecości

Grażyna Nawrocka pamięta swoje trudne początki.

– Kiedy zostałam sołtyską, czułam pewną nieufność, ale szybko zaczęłam działać i wtedy słyszałam, że jestem kobietą na odpowiednim miejscu i że udało mi się zmienić mentalność mieszkańców.

Anna Stemplewska idzie o krok dalej. Chciałaby, żeby jej funkcję można było nazwać wprost.

– Ja od początku się czuję w 100% sołtyską. Po cichu liczę na to, że wójt podaruje mi kiedyś tabliczkę z napisem: SOŁTYSKA. Póki co ustawa wspomina tylko o sołtysie, ale może kiedyś się to zmieni. W końcu liczba kobiet pełniących tę funkcję stale rośnie i po kolejnych wyborach będzie nas pewnie już grubo ponad 50 procent.

Jej zdaniem kobiety mają zestaw predyspozycji, który szczególnie dobrze sprawdza się w tej roli.

– W życiu społecznym to właśnie kobiece cechy są bardzo pożądane. Wnosimy doskonałą organizację, empatię oraz naturalną umiejętność słuchania i budowania relacji z ludźmi. Troszczymy się o to, by łączyć, a nie dzielić – taka wrażliwość jest na szczeblu samorządowym niezwykle potrzebna. Oczywiście, gdy wymaga tego sytuacja, potrafimy też podejmować bezkompromisowe, bardzo konkretne decyzje i nie wahamy się postawić sprawy na ostrzu noża.

Anna Dorna też mówi o relacjach, ale dodaje do nich coś jeszcze: przygotowanie.

– My jesteśmy konsekwentne w swoich działaniach, bo często jako matki też takie musimy być. Kobieta ma przewagę bycia sołtyską, bo jest bardziej relacyjna, bardziej kontaktowa, uważniej słucha mieszkańców, chce pomagać i budować mosty, chce tworzyć wspólnotę. Jednak ja jako sołtyska po pierwsze staram się być merytoryczna i przygotowana.

Praca poza schematem

Sołectwo nie kończy się na placu zabaw czy lokalnym festynie. Grażyna Nawrocka dobrze wie, że aby coś zmienić, trzeba czasem sięgnąć po większe możliwości.

– Wiedziałam, że nowa strategia gminy to jest szansa na pozyskanie pieniędzy i razem z założoną przeze mnie grupą „Odnowa Wsi” taki dokument stworzyliśmy. Najbardziej cieszy mnie, że mamy teraz z prawdziwego zdarzenia plac zabaw i piękną świetlicę. Walczyłam o nią, od kiedy tylko zostałam radną. Pomogli mieszkańcy i burmistrz. To nasz wspólny sukces. Świetlica tętni życiem, mamy się gdzie spotykać i jest wreszcie miejsce na różne inicjatywy.

Dla niej ważne jest też, żeby przy całym zaangażowaniu nie zapomnieć o przestrzeni dla siebie.

– Ja już jestem co prawda na emeryturze, ale muszę myśleć też o sobie, żeby się nie wypalić. Staram się znajdować czas na odpoczynek i spotkania w gronie rodziny oraz przyjaciół. Planuję wyjazdy na zwiedzanie bliższych i dalszych ciekawych miejsc.

Anna Stemplewska łączy działalność lokalną z tym, czym zajmuje się zawodowo.

– Po ponad dwudziestu latach pracy w IT trafiłam do środowiska innowacji społecznych i w końcu czuję, że łączę te dwa światy. Projekty wypracowane w naszym Inkubatorze Wielkich Jutra Dostępność+ dotyczą rozwiązywania codziennych problemów osób ze szczególnymi potrzebami, np. seniorów, również w mniejszych społecznościach lokalnych. Mam nadzieję, że już niebawem będę miała szansę wdrażać niektóre z tych pomysłów w moim sołectwie.

Codzienna praca w innowacjach społecznych w obszarze dostępności sprawia, że Anna Stemplewska szczególną wagę przywiązuje do tworzenia w Komornikach wydarzeń i przestrzeni przyjaznych oraz otwartych dla wszystkich mieszkańców.

Są też momenty, kiedy działalność sołtyski zdecydowanie wykracza poza standardowy zakres obowiązków. Dla Anny Dorny takim czasem jest końcówka roku. Od listopada jej drugim domem są Plac Wolności i Stary Rynek, kiedy organizuje Poznańskie Betlejem. Na szczęście w Zakrzewie ma swoją sprawdzoną ekipę.

– To jest ogromny komfort, że mam wspaniałą społeczność w Zakrzewie, tam każdy wie, co robić, kiedy ja nie mogę. Zawsze powtarzam, że mam cudowne sołectwo z idealną mentalnością. Ten świąteczny czas, mimo że jest dla mnie wyjątkowo intensywny, to bardzo go lubię. Co roku organizujemy Zakrzewskie Ubieranie Choinki. I jakimś niebywałym zrządzeniem losu w moim sołectwie mieszka dziewczyna z Finlandii, a jej mentorem i przyjacielem jest prawdziwy Mikołaj z Laponii! To jest nasza zakrzewska gwiazda. On już od dwóch lat jest u nas i podkreśla, że Zakrzewo ma pierwszeństwo przed innymi miejscowościami. Każde dziecko może sobie z nim zrobić zdjęcie, porozmawiać i jest to finansowane ze środków sołeckich – opowiada Anna Dorna.

Zastać mieszkańców, zostawić wspólnotę

W Zakrzewie las nie jest tylko miejscem spacerów, grzybobrania czy rodzinnych wycieczek. To także miejsce naznaczone trudną historią – z mogiłami ofiar II wojny światowej, o których pamięć wciąż przechowują mieszkańcy.

Dla sołtyski Zakrzewa ważne jest, by tę historię znali nie tylko ci, którzy żyją tu od pokoleń, ale również nowi mieszkańcy. W pamięci szczególnie mocno zapadły jej słowa teścia:

– My tu mamy swój Katyń. Każdy mieszkaniec powinien znać to miejsce. – To zdanie stało się dla niej czymś więcej niż wspomnieniem. Chciałaby, by lokalna społeczność wiedziała, w jak ważnym miejscu żyje, a historyczne groby nie pozostawały zapomniane. Dlatego organizuje m.in. rodzinne rajdy rowerowe, podczas których rekreacja łączy się z poznawaniem historii Zakrzewa.

– Moim marzeniem jest, żeby każdy mieszkaniec Zakrzewa wiedział, że to jest tak ważne miejsce, również historycznie – mówi.

Ale to nie wszystko, co chciałaby zostawić kolejnym pokoleniom. Jej drugim celem jest społeczność, która się zna, ufa sobie i potrafi działać razem.

Podobne marzenie ma Anna Stemplewska i uważa, że do jego spełnienia przybliża ją każda akcja, którą inicjuje w sołectwie.

– Ostatnio zorganizowałam w Komornikach spotkanie pod hasłem wspólnego malowania kamieni i zainteresowanie przerosło moje oczekiwania. Byli tacy, co pukali się w czoło: Po co kamienie malować? Ale to była świetna akcja łącząca pokolenia, inspirująca do wspólnego spędzenia czasu, zabawy i realizowania pasji.

Dla sołtyski Przebędowa wspólnota zaczyna się od prostych rzeczy – spotkania, rozmowy, działania w grupie. Cieszy ją, kiedy mieszkańcy wychodzą z domu i robią coś razem: odkrywają przyrodę, budują budki dla ptaków, spotykają się z zielarką czy po prostu sprzątają swoją wieś. Jedno z takich wydarzeń – projekt „Operacja Czysta Rzeka” – przyciągnęło niemal 100 osób. – Coś pięknego to było. To mnie cieszy – mówi Grażyna Nawrocka.

Bo właśnie takich momentów chciałaby jak najwięcej: kiedy dzieci zamiast ekranu mają przed oczami ptaki oglądane przez lunetę, a na zorganizowanych w sołectwie zajęciach mogą zbudować dla nich budki, a mieszkańcy zamiast mijać się na ulicy, spotykają się i robią coś wspólnie.

– Takie spotkanie na żywo i blisko przyrody, wspólne warsztaty, festyny, integracja to jest wspaniała sprawa – podkreśla sołtyska Przebędowa.

Czasem potrzeba wielkiej zbiórki, czasem świetlicy, czasem rajdu rowerowego. A czasem kilku kamieni, farb i ludzi, którzy chcą spędzić ze sobą popołudnie. Trzy różne sołectwa, inne problemy, mieszkańcy i trzy różne liderki. Ale wszystkie wiedzą, że najtrudniejsze i zarazem najważniejsze nie jest zorganizowanie wydarzenia. Najtrudniejsze jest sprawić, żeby po jego zakończeniu ludzie nadal mieli ochotę się spotkać. A wtedy nawet zwykła świetlica, leśna ścieżka czy pomalowany kamień mogą stać się czymś więcej niż tylko miejscem albo przedmiotem. Mogą być początkiem wspólnej historii.