Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Po prostu DASH

Podziel się

Piękna kamienica przy ulicy Ratajczaka 32. Wchodzę. Po lewej stronie białe drzwi, na nich kołatka. Pukam. W okrągłym polu, tuż obok klamki, rusza zasuwa. Spogląda na mnie mężczyzna i przekręca zamek. „Dzień dobry, zapraszam” – mówi. W tle słychać fortepian i przyjemne nuty jazzu. Pachnie cynamonem, słodyczą i cygarami. Przygaszone światło, dwie sale wypełnione zabytkowymi meblami. To wszystko sprawia, że jest tu intymnie, przytulnie i w jednej chwili przenieść się można do innego świata, smakując koktajli wyrwanych prosto z serca lat 20., przygotowywanych na bazie oryginalnych receptur. Tu czas staje w miejscu. W niezapomnianą podróż po DASH zabierają mnie Patryk Gagatek, współwłaściciel lokalu, oraz Adam Sobolewski, główny menadżer.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Agata Jesse Obiektywnie
[współpraca reklamowa]

Jest tu przestronnie, wygodnie i z klasą. Są dwie sale, gdzie znajdują się piękne stare fotele, stoliki, szafy z książkami i „Sukcesem”, sala barowa i mniejszy pokój dla fanów cygarowego szaleństwa. Zabytkowe cegły na ścianach szepczą swoje historie sprzed lat, z sufitu spoglądają żarówki otoczone kapeluszami, a w tle słychać pianino.

Patryk Gagatek, współwłaściciel DASH: Jak widzisz, jest tutaj bardzo kameralnie. To celowe. Stawiamy na jakość, a nie na ilość. Chcemy, by nasi goście czuli się tutaj dobrze. Kołatka to pewien rodzaj biletu i jak sama zauważyłaś, nie każdy może wejść. Nie chcę powiedzieć, że robimy selekcję, jednak pełnymi garściami czerpiemy z kultury picia koktajli w czasach prohibicji, gdzie miejsca takie jak nasze były wyjątkowo sekretne i niedostępne wprost z ulicy.

Kto tutaj przychodzi?
PG: Goście świadomi, poszukujący nieoczywistych miejsc na mapie Poznania, z pewnością osoby powyżej 30. roku życia. Nie ma nic piękniejszego niż poczucie, że pierwsza wizyta naszych gości już zmienia ich w stałych bywalców, choć jeszcze o tym nie wiedzą (śmiech).

Adam Sobolewski, menadżer: Są to ludzie o szerokiej wiedzy na temat koktajli. Na półkach mamy około 150 rodzajów etykiet, więc jest w czym wybierać (śmiech). Nasi goście to też osoby ceniące komfort przestrzeni i komfort obsługi. Można śmiało powiedzieć, że tutaj każdy zatraca się w miejscu i czasie.

Czym jest koktajl?
AS: Koktajl to swego rodzaju zabawa smaków, zapachów i aromatów. Chcemy tutaj z naszymi gośćmi doświadczać, spędzać czas, rozmawiać o tym, co mają w szklankach.

PG: Każdy koktajl w naszej karcie ma swoją historię, skądś pochodzi, a jego składniki są nieprzypadkowe. Chętnie o tym opowiadamy. Zresztą cała załoga kelnerów i barmanów, którzy z nami pracują, to grupa wybitnych fachowców w tym temacie, na czele z Adamem. Oprócz tego, że serwujemy koktajle z karty, to można u nas zamówić coś spoza – wtedy pytamy o preferencje smakowe, upodobania. Dopasowujemy koktajle do gustu, dnia, a czasem nastroju. Mamy też coś spod lady, o co warto zapytać (śmiech).

Co jest w karcie?
PG: Propozycje koktajli alkoholowych i bezalkoholowych. Każdy z nich przygotowywany jest z wysokiej jakości składników, nie proponujemy zamienników, bardzo o to dbamy. W każdy wieczór od czwartku do soboty gra u nas pianista. W momencie, kiedy widzimy, że w lokalu nie ma już miejsc siedzących, nie wpuszczamy kolejnych gości. Dbamy o to, żeby nie było tłoku, a każdy w spokoju mógł u nas spędzić czas. Czasem goście siedzą kilka godzin, a przychodząc na końcu do baru mówią, że sami nie wiedzą, kiedy to minęło. Gość, który do nas trafia, ma przeżyć swego rodzaju podróż – od samego znalezienia nas, przez wejście do środka, kosztowanie różnych smaków, aż do wyjścia.

AS: Mamy gości, którzy już od wejścia wiedzą, czego się napiją i po co tu przyszli, są tacy, którzy mają receptury zapisane w telefonach, i tacy, którzy chcą być zaskoczeni.

Którzy są najtrudniejsi?
AS: Ci ostatni (śmiech). Bawimy się tymi koktajlami, mając jednak z tyłu głowy, że to receptury sprzed stu lat.

Skąd pomysł na koktajle?
PG: Koktajle można ubrać w ramy sztuki miksologii. Ze względu na ówczesne nastroje i zmiany ustrojowe w Polsce kultura picia koktajli została wygaszona. Na półkach sklepowych brakowało wszystkiego poza wódką, którą w tamtych czasach piło się, zagryzając ogórkiem czy śledzikiem. Koktajle wyrosły w USA przed II wojną światową. Miejsca podobne do DASH były w każdym mieście, podczas gdy w Polsce nazywało się je pieszczotliwie melinami (śmiech), choć te rodzime przybytki z koncepcją speak easy nie miały nic wspólnego. Czerpiemy z tamtych czasów. Lokale tego typu w latach międzywojnia były ukryte, wiedzieli o nich nieliczni, którzy wieczorami tam zaglądali. Receptury zachowały się do dziś, dzięki czemu możemy z nich czerpać. Pierwotne hasło DASHa to modern classic coctail. Bazujemy na klasycznej bazie, czasem coś uatrakcyjniając, dodając od siebie. Stąd mowa o nutce nowoczesności. Większość dodatków do koktajli, jak choćby bittersy, robimy sami. Jest cała karta koktajli bezalkoholowych, do których skosztowania serdecznie zapraszamy.

AS: Nawiązując do tego, co powiedział Patryk – do koktajli dodajemy choćby marynowane szyszki, kwiaty czarnego bzu. Pamiętajmy, że to uczta zmysłów. Hyćka, którą uwielbiam stosować, to nasz regionalny produkt. Staram się, żeby przez cały rok nie zabrakło u nas tego typu produktów. Polecam koktajl regionalny „Złoto Wielkopolski”. Recepturę znajdziecie tylko w DASH.

PG: Nie byłbym sobą, gdybym nie dodał w tym miejscu, że Adam jako nasz menadżer, ma ogromny wkład w atmosferę tego miejsca, buduje ją. Nie lubi słuchać, jak go chwalę, więc powiem Ci na ucho, że to czołówka poznańskiego barmaństwa. Otwierał niejedno kultowe miejsce. Tym bardziej cieszę się, że dołączył do tego zespołu i jest z nami już pięć lat.

Macie przekąski do koktajli?
PG: Tak i są to przekąski nawiązujące do tego, co jadło się w Poznaniu sto lat temu. Mamy szeroki wybór suszonych mięs od lokalnych producentów, słonych przekąsek. Widziałaś, co jest w szafie?

Nie.
PG: Mamy tutaj kolekcję cygar i specjalnie przygotowany cigar room na wyłączność, do ich niespiesznego degustowania. DASH to jeden z nielicznych lokali, gdzie w pełni można cieszyć się wysokiej klasy cygarami w towarzystwie koktajli. Często pochodzą one z importu na nasze zamówienie, z najdalszych zakątków świata. Co więcej, wejście do cigar roomu jest ukryte w jednym z pomieszczeń. Gdzie dokładnie? Pozostawiamy poszukiwania naszym gościom. Jest tutaj prywatna łazienka, na półkach stoją książki, gazety. Chciałbym tu wstawić jeszcze jedną zabytkową szafę z książkami, ale to jeszcze przed nami.

Skąd macie te meble?
PG: Najmniejszy nawet element był starannie wyszukany, odkupiony z teatrów, od prywatnych właścicieli. Wszystko jest autentyczne i prawdziwe. Lampy, stoły, wygodne fotele i kanapy, zdjęcia, obrazy i wiele innych to przedmioty z duszą, pamiętające inną epokę. Lubię myśleć, że ta autentyczność i związana z nią atmosfera jest właśnie tym czymś, co pozwala naszym gościom prawdziwie zatracić się w czasie. DASH to idealne miejsce na zimowy wieczór, a latem jest u nas przyjemnie chłodno.

Ale na początku tutaj tak nie wyglądało?
PG: Oczywiście, że nie. Są to trzy mieszkania połączone w jedno. Z lokalem jestem związany od samego początku. Jako właściciel agencji kreatywnej projektowaliśmy dla poprzednich właścicieli identyfikację wizualną i kompletny wizerunek tego miejsca.

Był to od początku biznes rodzinny, który odkupiliśmy i rozwinęliśmy wraz ze wspólnikami. Cały koncept budowany był w kooperacji z nami. Mocno wierzę w to, że klimat speak easy to coś, co zaczyna dopiero rosnąć, ale ludzie będą go bardzo poszukiwać. Wejście z ulicy ma każdy, my go nie mamy. Bardzo dbamy o klimat i atmosferę wokół wieczoru naszych gości. Chcemy opowiadać o tym, co tu robimy, dzielić się wiedzą, smakować i doświadczać. A nasi goście, którzy raz przychodzą, zostają z nami na dłużej i przyprowadzają innych. I o to chodzi!

Patryku, na koniec powiedz tylko, w jaki sposób udaje Ci się połączyć aż tyle przedsięwzięć i zachować tak wysoką skuteczność w każdym z nich? DASH to przecież tylko jedno z nich.
PG: Faktycznie dużo się dzieje, ale moja doba ma 24 godziny, tak jak każdego (śmiech). Moje pomysły kiełkują w głowie zawsze jakiś czas, wszystko muszę wielokrotnie poddać własnym krytycznym testom na zasadzie worst case. Później zwyczajnie szkoda mi nie aktywować biznesu, w który wierzę. Kluczem są dobre relacje i partnerskie podejście, zarówno w stosunku do inwestorów, wspólników, pracowników czy konkurencji. Model budowania i działania dobrego konceptu jest bardzo podobny, bez względu na sektor i branżę. Łączę kropki, dlatego wszystkie moje przedsięwzięcia przeplatają się ze sobą, a ja staram się być tym wspólnym mianownikiem.

Ja też na pewno tu wrócę.
Zapraszamy! 

Patryk Gagatek 
Współwłaściciel DASH Cocktails & Cigars, właściciel studia kreatywnego BG PROJEKTANCI, udziałowiec i prezes zarządu EMPATRUST Nieruchomości. Przedstawiciel młodego pokolenia, od blisko 15 lat związany z międzynarodowym koncernem REHAU, gdzie w centrali zlokalizowanej w Bawarii wraz ze swoim niemieckim zespołem odpowiada za warstwę kreatywną wszystkich marek w grupie z obrotem szacowanym na 4 miliardy euro w 2023 roku. Prowadzi dział kreatywny złożony z niemieckich, polskich i ukraińskich grafików przy współpracy z włoskim managementem.
Absolwent Politechniki Poznańskiej, łączy umiejętność prezentacji realnego, często technicznego biznesu z perspektywy kreatywnej identyfikacji wizualnej. Będąc pomysłodawcą i współtwórcą wielu międzynarodowych projektów, wpiera rozwój polskich przedsiębiorstw w oparciu o nieoczywiste modele promocyjne i wizerunkowe. Tworzy multidyscyplinarne zespoły w różnorodnych branżach, gdzie dzięki swojej skuteczności zyskał zaufanie międzynarodowych inwestorów, wspierających kolejne jego realizacje. Dumny tata dwóch synów Nikodema i Kornela, wraz z żoną Wiktorią tworzą i wspierają wizerunki poznańskich, polskich i międzynarodowych marek, realizując misję ujęcia biznesu z lepszej perspektywy.