Wiosna!
Wschody słońca – jak to wschody – raz są widowiskowe, to znowu ledwo widoczne, bo skutecznie „gaszone” przez gęste chmury. Ale każdego dnia przybywa nam… dnia. Korzystają z tego zarówno rośliny, jak i zwierzęta.

TEKST i ZDJĘCIE: dr Dawid Tatarkiewicz
Najpierw rośliny
Szarobrązowe po zimie połacie ziemi stopniowo zyskują nową szatę. Przekwitły już przebiśniegi, śnieżyce czy ranniki. Świat, trochę opornie, jednak systematycznie zazielenia się, zaczyna pachnąć rozmrożoną ziemią i kwitnącymi roślinami.
W runie leśnym pojawiły się kwitnące ziarnopłony wiosenne. Ich liście już od dawna były widoczne, ale na kwiaty musieliśmy poczekać. Właśnie zaczynają żółcić się obficie, choć w maju, gdy ten tekst się ukaże, ich kwiatów nie będzie już aż tak wiele. Będą za to inne, gdyż w przyrodzie żaden dzień nie pozostaje bez nowych wydarzeń.
Żółte ziarnopłony w swoim kwitnieniu wyprzedzone zostały przez dwubarwne kokorycze puste. Ich kobierce ścieliły się po lesie, kwiaty purpurowe przeplatały się z kremowobiałymi. Miło było ogarniać wzrokiem te kwietne dywany, które – mimo że to rośliny trujące – można było bezpiecznie podziwiać, kontemplować, sycić się ich barwami eksponowanymi na kojącym tle świeżej zieleni ich własnych liści. Z innych roślin kwitnących w runie leśnym wymienić można przylaszczki pospolite, które corocznie prezentują się nam chociażby w rezerwacie „Meteoryt Morasko”. Tam też miałem przyjemność po raz pierwszy w tym sezonie zauważyć kwitnienie zawilców żółtych. Ale są i zawilce gajowe, o białych kwiatach, które również mają w przyrodzie swoje przysłowiowe „pięć minut”.
Cała ta kwietna armada składa się na zjawisko opisywane w literaturze przedmiotu jako aspekt wiosenny. Rośliny runa zwyczajnie korzystają wówczas z tego, że jeszcze dochodzą tam – w sposób w miarę nieskrępowany – promienie słońca. Z czasem skutecznie zacienią je liście roślin wyższych partii lasu, a więc krzewów i drzew.
Także zwierzęta
Zimowy las ma charakterystyczny dla siebie ptasi skład gatunkowy. Zimowały z nami dzięcioły, obecne były strzyżyki, rudziki, sikory czy kosy. I to właśnie one w pierwszych cieplejszych dniach roku zapewniały nam przyjemne doznania akustyczne. Gdy tylko mocniej zaświeciło słońce – dawało się słyszeć wokalne ożywienie naszych rezydentów. Niemniej pamiętamy dobrze, że zima w tym roku była konkretna. Stąd też przylot gatunków „zamiejscowych”, a w każdym razie ich wokalna aktywność, przypadła na nieco późniejszy okres niż w latach ubiegłych. To interesująca obserwacja, choć nie dotyczyła wszystkich gatunków.
Takim wokalnym symptomem wiosny jest w naszych lasach pojawienie się bardzo charakterystycznego śpiewu pierwiosnków. To nie pomyłka: poza pierwiosnkami – roślinami, mamy też pierwiosnki – ptaki. Uściślając: roślina w mianowniku to pierwiosnka (jak sama nazwa wskazuje: również zalicza się do roślin współtworzących aspekt wiosenny), ptak to pierwiosnek. W zeszłym roku pojawił się on w pierwszy dzień wiosny (21.03), a w tym – tego się nie spodziewałem – identycznie (cóż za powtarzalność!).
Śpiewy pierwiosnków są zwykle poprzedzone pierwszymi wokalnymi występami zięb oraz radosnymi głosami przybyłych już pliszek siwych. Natomiast nieco później pojawiają się w środowisku naturalnym inne, nowe danej wiosny, głosy. I tak, kulczyk, którego śpiew przypomina dzwonienie pękiem kluczy (przez to łatwo zapamiętać i głos, i nazwę), zaczął śpiewać w roku ubiegłym dwudziestego ósmego marca, a w tym dopiero ósmego kwietnia. Podobnie opóźnienie względem zeszłego roku zanotował kopciuszek (drugi kwietnia wobec trzynastego dnia tego miesiąca w tym roku).
Do obserwacji zachęta
W ogóle, miło jest wyjść na dwór wiosną. Odłożyć komputer i zamiast sztucznego światła monitora, ujrzeć rzeczywistość mocą oświetlających ją promieni słonecznych. Nie jest już za zimno i nie jest jeszcze za ciepło. Zachęcam więc do spacerów. Oprócz pięknych zapachów i widoków, po prostu miło jest ukoić, uspokoić zmysły człowieka żyjącego w dwudziestym pierwszym wieku, zmysły nieustannie targane na wszystkie strony i sposoby przez najnowsze technologie.
A gdyby ktoś chciał do tego poobserwować naturę, to emocji i wrażeń w przyrodzie wiosną nie zabraknie. Piszę te słowa w połowie kwietnia i już nie mogę się doczekać, kiedy na niebie – lada moment – swoje akrobatyczne ślizgi rozpoczną jaskółki oraz jerzyki (nie mylić z jeżami – oba gatunki odpowiednio różnicuje polska ortografia!). Końcówka kwietnia i maj to czas, w którym do naszego kraju przybywają z zagranicznych wojaży kolejne gatunki ptaków. Niebawem w soczystej zieleni drzew odezwie się melodyjnym gwizdem pięknie, egzotycznie ubarwiona wilga. Samce tego gatunku są żółto-czarne. Polecam zajrzeć do książkowego klucza – jest na czym oko zawiesić.
Na różnorodność polskiej awifauny składa się również sławne „ku-ku”. Kukułki także przylatują w tym czasie. A przecież ptaki to tylko część bogactwa polskiej przyrody. W maju nad wodami w obfitości pojawią się choćby ważki. I choć to już zupełnie inna historia, wszystko obejmuje jedno słowo: wiosna!