Zieleń w mieście
Spacerując ulicami Poznania, coraz częściej zatrzymujemy wzrok nie na kolejnym muralu czy nowoczesnej elewacji, ale na czymś znacznie bardziej życiodajnym – zieleni, która śmiało wkracza do miejskiej przestrzeni.

TEKST: Elżbieta Ignacionek
Balkony pełne kwiatów, tarasy zamienione w miniogrody, zielone ściany biurowców i osiedla projektowane wokół natury, a nie odwrotnie. To nie przypadkowy trend, to odpowiedź na nasze najpilniejsze potrzeby – kontaktu z naturą, czystego powietrza i przestrzeni, w której możemy naprawdę odpocząć. Naukowcy nazywają to biofilią, z greckiego „miłością do życia”, i udowadniają, że ma bardzo realne przełożenie na nasze zdrowie, samopoczucie i jakość codziennego życia. Przy obecnym stanie naszego klimatu nabiera to szczególnego znaczenia, zwłaszcza dla mieszkańców miast.
Psychologia zieleni
Przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent historii istnienia ludzi żyliśmy w bezpośrednim kontakcie z przyrodą. Nasze mózgi są ewolucyjnie zaprogramowane na reagowanie na zieleń, dźwięki natury, zapachy roślin. Dopiero ostatnie dwieście lat to epoka miast, a nasz organizm wciąż nie nadąża za tą zmianą. Widok drzew, szum wody, śpiew ptaków działają kojąco, bo to sygnały bezpiecznego miejsca.
Badania prowadzone między innymi przez naukowców z Instytutu Nauk Leśnych SGGW oraz Stanford University jednoznacznie dowodzą, że zaledwie piętnaście do dwudziestu minut spędzonych wśród zieleni obniża parametry fizjologiczne stresu – tętno się uspokaja, ciśnienie krwi spada, a poziom kortyzolu wyraźnie maleje. Dla osób spędzających długie godziny w biurach kluczowe znaczenie ma tak zwana fascynacja miękka – w przeciwieństwie do intensywnych bodźców miejskich, które nas męczą, już 20 minut w lesie pozwala umysłowi na reset, poprawiając koncentrację i sprawność poznawczą nawet o dwadzieścia procent.
Pacjenci w szpitalach mający widok na zieleń szybciej dochodzą do zdrowia i potrzebują mniej leków przeciwbólowych. Studenci uczący się w pokojach z roślinami osiągają lepsze wyniki. Pracownicy biur z zielonymi ścianami rzadziej chorują. W epoce epidemii wypalenia zawodowego dostęp do zieleni staje się profilaktyką zdrowotną – tańszą i często skuteczniejszą niż farmaceutyki.
Badania prowadzone wśród mieszkańców osiedli potwierdzają te tendencje – osoby mieszkające w odległości mniejszej niż trzysta metrów od parku rzadziej zmagają się z depresją i lękami. A ci, którzy mają choćby obficie obsadzone balkony, deklarują wyższą satysfakcję z życia w mieście. Na takich osiedlach ludzie częściej wychodzą na podwórko, lepiej znają sąsiadów i chętniej nawiązują relacje – zieleń ma wymiar głęboko społeczny.
Miasto potrzebuje oddechu
Ale nie tylko o to chodzi. Poznań, jak każde dynamicznie rozwijające się miasto, zmaga się z wyzwaniami typowymi dla ośrodków miejskich. W upalne dni łatwo zauważyć różnicę między rozgrzanym Starym Rynkiem a przyjemnym chłodem parku Cytadela. To klasyczny efekt miejskiej wyspy ciepła – beton, asfalt i szkło magazynują ciepło, a temperatura w centrum potrafi być o kilka stopni wyższa niż w pobliskiej Puszczy Zielonce. Współczesne miasto działa jak rozgrzana patelnia, a przy ulewach szybko odprowadza wodę tam, gdzie infrastruktura nie zawsze jest gotowa ją przyjąć.
Poznań, Kalisz, Konin, Leszno i inne wielkopolskie miasta zmagają się z wyzwaniami typowymi dla rozwijających się ośrodków: smogiem, hałasem, brakiem przestrzeni do relaksu. Zieleń jest na każde z tych wyzwań naturalną odpowiedzią. Drzewa i rośliny chłodzą otoczenie poprzez parowanie wody, tworzą cień, pochłaniają promieniowanie słoneczne. Pasy zieleni wysokiej działają jak naturalne ekrany akustyczne, obniżając poziom hałasu nawet o osiemnaście do dwudziestu pięciu decybeli. Ogrody deszczowe zbierają i filtrują wodę opadową. Łąki kwietne zastępują energochłonne trawniki, dając schronienie pszczołom i motylom. Wielogatunkowe żywopłoty stają się domem dla ptaków. Co ciekawe, już jedna dojrzała lipa potrafi oczyścić rocznie powietrze z około 70 kilogramów różnych zanieczyszczeń. W powietrzu leśnym znajduje się nawet dwadzieścia razy mniej bakterii niż w typowym centrum miasta. Dlaczego? Bo drzewa wydzielają fitoncydy – lotne substancje o działaniu bakteriobójczym. Dlatego tym bardziej każde drzewo w mieście to inwestycja w zdrowie mieszkańców. Regularne obcowanie z naturą zwiększa też liczbę limfocytów NK, komórek odpowiedzialnych za zwalczanie wirusów. To kolejny dowód, że zieleń w mieście to infrastruktura zdrowia publicznego.

Prywatny ogród w chmurach
Nie trzeba mieć domu z ogrodem, żeby obcować z naturą na co dzień. Balkon to często niewielka przestrzeń, zazwyczaj kilka, maksymalnie kilkanaście metrów kwadratowych, ale nawet niewielki balkon może stać się zieloną oazą, która zmienia rytm dnia i estetykę całego mieszkania. W Poznaniu tę tradycję pielęgnuje się od trzech dekad dzięki konkursowi „Zielony Poznań”, w którym co roku tysiące mieszkańców rywalizują o tytuł najpiękniejszego balkonu.
Klucz do sukcesu? Dobranie roślin do warunków. Na południowych wystawach świetnie sprawdzą się rośliny śródziemnomorskie – lawenda wąskolistna, szałwia omszona, rozmaryn, tymianek. Pelargonie doskonale znoszą słońce, a surfinie i petunie stworzą kaskady kwiatów od maja do października. Na balkonach narażonych na najsilniejsze upały warto sięgnąć po sukulenty – rozchodniki, rojniki, eszewerie – których mięsiste liście magazynują wodę.
Balkony północne i wschodnie też mają swoje atuty. Latem to miejsce, gdzie rośliny nie będą się smażyć. Królują tu begonie, niecierpki, paprocie i fuksje, które wręcz rozkwitają w cieniu. Nawet hortensje mogą stać się prawdziwą ozdobą – ich wielkie kule kwiatów wprowadzą romantyczny klimat. Są takie odmiany, którym wystarczą duże donice. Mieszkańcy miast coraz śmielej sięgają też po uprawy użytkowe. Pomidory koktajlowe w pojemnikach dają plony od lipca do września. Papryczki chili, sałata, rukola, szczypiorek – to wszystko rośnie na balkonie zaskakująco dobrze.
Miniaturowe ogrody na dachu
Jeśli balkon to ogród w miniaturze, to taras jest pełnoprawną przestrzenią ogrodową. W Gnieźnie, Suchym Lesie czy poznańskich inwestycjach na Wildzie, Jeżycach coraz więcej apartamentów oferuje tarasy o powierzchni ok. 40–50 mkw. Na takiej przestrzeni można pozwolić sobie na więcej – na większe donice z drzewkami owocowymi (karłowe odmiany jabłoni czy wiśni świetnie sobie radzą w pojemnikach), na zestaw mebli ogrodowych otoczonych bujną zielenią, na strefę relaksu z hamakiem ukrytym między bambusami w donicach.
Wystarczy odpowiednie zaplanowanie przestrzeni. Większe rośliny, które będą stanowić „szkielet” kompozycji, ustawiamy przy balustradach i w narożnikach, tworząc naturalne osłony przed wiatrem i ciekawskimi spojrzeniami sąsiadów. W centralnej części zostawiamy miejsce na strefę wypoczynkową. Mniejsze rośliny, kwiaty sezonowe i zioła rozmieszczamy na różnych poziomach – wykorzystując regały, drabinki, wiszące doniczki.
Właściciele tarasów coraz częściej instalują systemy automatycznego podlewania – w naszym klimacie, gdzie lato może przynieść zarówno upały, jak i deszczowe tygodnie, to realne ułatwienie. Dzięki czujnikom wilgotności rośliny otrzymują dokładnie tyle wody, ile potrzebują, bez ryzyka przelania czy przesuszenia. W ten sposób można stworzyć prawdziwy salon pod chmurką, który będzie cieszyć przez większość roku. Wiosną kwitną tulipany i narcyzy, latem surfinie i lawendy, jesienią wrzosy i astry, zimą dekoracyjne trawy zachowują strukturę obok zimozielonych bluszczów. No i jeszcze własne owoce. Czego chcieć więcej?
Osiedla przyszłości
Prawdziwa rewolucja dzieje się na deskach kreślarskich architektów. Wielkopolska ma tu szczególną tradycję. Już w latach trzydziestych dwudziestego wieku Władysław Czarnecki i Adam Wodziczko opracowali dla Poznania unikatowy w skali europejskiej system klinowo-pierścieniowy, wykorzystujący doliny rzeczne Warty, Bogdanki i Cybiny jako naturalne kliny wprowadzające świeże powietrze do miasta.
Dziś ta idea znajduje kontynuację w nowoczesnym budownictwie. Coraz więcej deweloperów rozumie bowiem, że mieszkańcy nie chcą już osiedli-sypialni, gdzie jedyną zielenią jest trawnik przed blokiem. Chcemy przestrzeni, które oddychają, gdzie dzieci mogą bezpiecznie bawić się w otoczeniu natury, gdzie po pracy możemy przejść się aleją obsadzoną drzewami, a nie asfaltem. I tak na przykład na poznańskich Winiarach w inwestycji Witosa Park zaplanowano ponad dwieście drzew, łąki kwietne i zielone dziedzińce. Na osiedlu Grunwald Między Drzewami projekt podporządkowano ochronie istniejącego starodrzewu lip i grabów. Przy ulicy Ogrodowej powstaje apartamentowiec z prywatną enklawą zieleni inspirowaną górskimi wąwozami.
Szczególnie ciekawy przykład daje rejon Górczyna, gdzie plan miejscowy przeznaczył na zieleń publiczną blisko dwanaście hektarów i przewidział pierwszy w stolicy Wielkopolski park linearny. W toku prac powierzchnię zieleni zwiększono z dziewięciu i pół do niemal dwunastu hektarów, poszerzając ochronę terenów podmokłych. To pokazuje, że planowanie może realnie przesuwać akcent z samej zabudowy na jakość życia.

Zieleń wspina się na budynki
Kiedy w mieście brakuje miejsca na tradycyjne parki, zieleń wspina się na budynki. I nie mam tu na myśli tylko zimozielonego bluszczu, który porasta co popadnie. Chodzi o roślinność wprowadzaną systemowo i pod pełną kontrolą. Korzyści są wymierne: warstwa roślinności na dachu potrafi zatrzymać od pięćdziesięciu do dziewięćdziesięciu procent opadów nawalnych, odciążając kanalizację. To też naturalna klimatyzacja – latem obniża temperaturę powierzchni dachu z osiemdziesięciu stopni do dwudziestu pięciu, zimą ogranicza straty ciepła, dając oszczędność energii nawet do siedemdziesięciu dziewięciu procent. Rośliny pochłaniają hałas uliczny – różnica w natężeniu dźwięku między ulicą a wnętrzem budynku z zieloną ścianą może wynosić nawet kilkanaście decybeli. To naturalne filtry powietrza – jeden metr kwadratowy zielonej ściany może wychwycić nawet 300 gramów pyłów zawieszonych rocznie.
W Poznaniu i okolicy zielone ściany pojawiają się głównie w biurowcach, hotelach i restauracjach. Powstają specjalistyczne firmy, które zajmują się doborem roślin, montażem całej konstrukcji i opieką nad nimi. Badania przeprowadzone w poznańskich firmach, które zdecydowały się na wprowadzenie takiej zieleni, pokazują wzrost produktywności pracowników i spadek liczby dni chorobowych. Rośliny nawilżają powietrze, redukują poziom CO2 i po prostu poprawiają samopoczucie. Jak na razie zielone ściany najczęściej są tworzone we wnętrzach budynków, ale powoli zaczynają wychodzić także na elewacje. Jedną z takich, najbardziej spektakularnych, inwestycji jest budynek Aura na Winogradach, którego elewacja ma być pokryta około stu czterdziestu tysiącami roślin.
Zielone podwórka
Nie tylko nowe inwestycje odkrywają zieleń. W starszych osiedlach Poznania – na Ratajach, Jeżycach, Wildzie czy Łazarzu – kwitnie fenomen zielonych podwórek. Programy wspierane przez ZKZL „Przyjazne Podwórko” i Urząd Miasta „Odmień swoje podwórko” pozwalają wspólnotom zamieniać szare przestrzenie w kwitnące skwery. Mieszkańcy sami projektują, sadzą i pielęgnują roślinność. Powstają grupy na komunikatorach, ustalane są grafiki podlewania. Blok przestaje być anonimowym budynkiem, a staje się miejscem, gdzie ludzie wspólnie dbają o swoją przestrzeń. Wspólna opieka nad roślinami buduje relacje sąsiedzkie, przeciwdziała izolacji seniorów i uczy dzieci szacunku do przyrody.
Hortiterapia – ogród jako lekarstwo
W Wielkopolsce zieleń traktuje się coraz częściej dosłownie jako element terapii. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu prowadzi studia z zakresu hortiterapii, szkoląc specjalistów wykorzystujących rośliny do poprawy kondycji pacjentów. Terapia dzieli się na bierną – przebywanie w ogrodach sensorycznych, oraz czynną, gdzie pacjenci sami pielęgnują rośliny. Przykładem może być ogród Szeląg przy ulicy Ugory w Poznaniu, ogrody sensoryczne przy UPP i SP 91, a kolejne planowane są w dzielnicach Grunwald i Górczyn w ramach budżetu obywatelskiego.
Wyzwania wielkopolskiej zieleni miejskiej
Nie wszystko jest jednak usłane różami. Wprowadzanie zieleni do miast napotyka na realne wyzwania. Suchy klimat Wielkopolski, szczególnie w ostatnich latach, sprawia, że rośliny wymagają regularnego podlewania – woda w miastach jest cenna i nie można jej marnować. Stąd coraz większe zainteresowanie roślinami sucholubnymi i systemami efektywnego nawadniania. Jest też kwestia świadomości i edukacji. Nie wszyscy mieszkańcy rozumieją, że drzewo przed ich blokiem to nie przeszkoda, tylko skarb. Że łąka kwietna to nie zaniedbanie, tylko przemyślane rozwiązanie ekologiczne. Potrzebujemy więcej edukacji, pokazywania dobrych przykładów, tłumaczenia korzyści.
Wielkopolska gra w zielone
Ale mimo wyzwań, kierunek jest jasny. Poznań i inne wielkopolskie miasta systematycznie zazieleniają się. W planie zagospodarowania województwa podkreśla się kształtowanie zielonego pierścienia metropolii i spójnego systemu przyrodniczego. Program „Błękitno-zielone inicjatywy dla Wielkopolski” pomaga gminom tworzyć ogrody deszczowe, zadrzewione skwery i nowe zakątki zieleni, a równolegle miasta takie jak Kalisz, Konin czy Leszno realizują własne projekty – od rewitalizacji śródmiejskiej zieleni, przez zielone korytarze i parki kieszonkowe, po obsadzane drzewami ciągi piesze i rowerowe. Miasto prowadzi program dotacji na zielone dachy i ogrody wertykalne na budynkach mieszkalnych, gospodarczych i usługowych, dzięki czemu powstają też zielone dachy na domach, garażach i wspólnotach. Organizacje zajmujące się zieloną infrastrukturą pokazują w mediach społecznościowych mapki przykładowych zielonych dachów w Poznaniu, co potwierdza, że takich realizacji jest już kilkadziesiąt, choć większość to prywatne obiekty niewidoczne z ulicy.
Każdy z nas może być częścią tej zmiany. Nie trzeba wielkiego tarasu. Wystarczy kilka doniczek na balkonie, świadome decyzje przy wyborze mieszkania, wsparcie dla zielonych inicjatyw. Małe działania, pomnożone przez setki tysięcy mieszkańców, dają wielką zmianę. Bo miasto ma być dla ludzi – a ludzie potrzebują zieleni tak samo jak powietrza.