Organizator:

Projekt sukces

01.06.2021 15:41:19

Podziel się

Upada się po to, żeby wstać jeszcze silniejszym. Idealnym tego przykładem jest Patryk Jankowski, który sam walczył z otyłością, używkami i problemami emocjonalnymi. Zawsze marzył o idealnej sylwetce i szczęściu. Upadł kilka razy po to, by pokazać całemu światu, że kluczem do sukcesu są trzy filary naszego życia: pozytywne myślenie i motywacja, zdrowe i racjonalne żywienie, aktywność fizyczna. Dzisiaj to on pomaga innym w drodze do szczęścia, realizując z nimi „Projekt Sukces”, trzymając ich mocno za rękę i prowadząc do lepszego życia.

ROZMAWIA: Joanna Małecka
ZDJĘCIA: Archiwum bohatera

„Projekt Sukces” brzmi ciekawie…

Patryk Jankowski: Dziękuję. To projekt holistyczny. Pomagam ludziom uwierzyć w siebie i zmienić się, by czuć się ze sobą dobrze. Dla mnie droga do idealnej sylwetki nie zaczyna się i nie kończy na siłowni. Chcę otwierać ludziom oczy na to, co dzieje się wokół nas, na to, jak o siebie dbamy i jakie popełniamy błędy. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że sterujemy naszym życiem i to od nas wszystko zależy. Jesteśmy odpowiedzialni za szereg decyzji, które podejmujemy każdego dnia, a te mają wpływ na nasze zachowanie, zdrowie i spojrzenie na świat. W tej chwili żyjemy w strachu przed chorobami, pandemią, problemami finansowymi etc. A strach, niestety, nie jest dobry dla naszego organizmu.

I prowadzi do różnych chorób.

Także do depresji. Na szczęście to my samy możemy odmienić nasze życie. Wystarczy tylko odpowiednio do tego podejść. I właśnie dlatego mówię ludziom, że nie musimy chorować, nie musimy się źle czuć, nie musimy rujnować naszych związków, nie musimy być otyli i zmagać się z miażdżycą, zawałem i depresją w szpitalu. Ja to wiem i chcę, by inni o tym wiedzieli.

Co się stało, że młodzi ludzie mierzą się z takimi problemami?

W większości przypadków to jest nasz zły wybór i złe decyzje. Wiele lat temu znalazłem się w takim miejscu swojego życia, że sam potrzebowałem pomocy. Wtedy nie wiedziałem, że mogę mieć inne życie i zasługuję na więcej.

I co się stało?

Dwadzieścia lat temu zamarzyłem, że znajdę się na okładce Men’s Health. Musiałem zrozumieć, co jest ze mną nie tak i gdzie popełniam błąd. Przełomowym momentem był rozpad mojego związku. Początkowo obwiniałem o to siebie. Z czasem zrozumiałem, że wina leży po obu stronach, a mój problem jest zupełnie inny – snuję plany bez pokrycia.

I zmieniłeś podejście?

Tak. Postanowiłem, że wygram konkurs „Maxi Muscle” w Londynie, że będę stał na bramce w renomowanym klubie. Żeby to wszystko zrobić wiedziałem, że muszę lepiej wyglądać i zacząć pracować nad swoim ciałem. A to z kolei wymusiło wprowadzenie lepszego trybu życia, prawidłowej diety i treningów. Poszedłem na siłownię i zapisałem się na kurs dla ochroniarzy.

Wydawałoby się, że to proste zadanie.

Niby proste, a jednak bardzo trudne. Dużo zmian i pracy nad sobą. Wracając do poprzedniego pytania – moją motywacją był ból i złamane serce. Ze łzami w oczach poszedłem na kurs dla ochroniarzy i ze łzami w oczach ćwiczyłem na siłowni.

Po co?

Bo wiedziałem, że jak niczego nie zmienię, to upadnę na samo dno. A jednak chciałem coś osiągnąć. Trzeba było zacząć od nastawienia i zrzucenia zbędnych kilogramów, ponieważ byłem przysłowiowym „pączusiem”. Zaczynałem od jednego wartościowego posiłku, od jednego treningu. Z każdym takim krokiem i zmianą zrywałem ze swoją przeszłością i niezdrowym trybem życia.

Ale udało się i spełniło się pierwsze z Twoich marzeń.

Wygrałem „Maxi Muscle” i pojechałem na sesję zdjęciową. Dokładnie tak, jak sobie zamarzyłem. To był ten krok. Później zacząłem pracować w charakterze ochroniarza, a więc spełniło się kolejne marzenie. Droga, którą przeszedłem i moja przemiana wpłynęły na postrzeganie samego siebie. Już nie widziałem zakompleksionego, grubego chłopaka, tylko modela i profesjonalnego ochroniarza. Ze skrajności w skrajność. Opisałem to bardzo dokładnie w mojej książce. Zbyt wielka pewność siebie jest błędem. Prowadzi do upadku.

Dokładnie.

Możemy być pewni siebie, ale uważać bardzo na to, co robimy i jak się zachowujemy. Ważny jest szacunek dla siebie i innych.

I pokora.

O właśnie. A mi jej zabrakło aż trzy razy. Trzy razy zmierzyłem się z upadkiem, efektem jojo po to, by dziś stać przed Tobą silniejszym i mądrzejszym.

I dlatego postanowiłeś pomagać innym?

Tak. „Projekt Sukces” to kumulacja zasad dobrego życia, które sam zacząłem wdrażać 15 lat temu. To one pozwalają szybciej osiągnąć cel. Można to porównać do GPSa, który pokazuje właściwą drogę dotarcia do celu. „Projekt sukces” może być dla każdego i składają się na niego różne czynniki.

Jakie?

Medytacje, ćwiczenia fizyczne, zdrowe odżywianie, praca nad umysłem, afirmacja, wypracowanie poczucia wdzięczności. To wszystko jest potrzebne w naszym rozwoju osobistym. Rzadko kto jednak o tym wie. Osoby, które przeczytały moją książkę mówią, że tego wszystkiego powinno się uczyć w szkole.

Ale szkoła tego nie uczy.

Szkoda.

Co zrobić, żeby znaleźć w sobie motywację?

Codziennie rano powinniśmy zadać sobie pytanie: dlaczego wstaję? Po co wstaję? I to już będzie krok naprzód. „Projekt Sukces” jest po to, żeby uświadomić sobie, że każdy dzień jest nową, niezapisaną kartą. Tylko od nas zależy, jak ją wykorzystamy. Trzy filary „Projektu sukces” to pozytywne nastawienie, zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna. To moja recepta na dobre i szczęśliwe życie.

Ilu osobom pomogłeś?

Prowadzę kursy indywidualne od 15 lat i nie jestem w stanie wszystkich zliczyć. Wiele osób nadal utrzymuje ze mną kontakt. Często dostaję wiadomości od swoich podopiecznych, którzy dziękują mi, że otworzyłem dla nich nowy, lepszy świat i zaraziłem pozytywnym podejściem do życia. Wiem, że każdy może być bohaterem własnego życia i tym chcę się dzielić z innymi. I to jest sedno „Projektu Sukces”.